Isla Cooperage

Na przedmieściach Keith, przy Isla Road, kilkaset metrów przed destylarnią Strathmill, znajduje się duży zakład bednarski Isla Cooperage. Nie jest tak znany jak Speyside Cooperage, gdyż nie ma centrum dla zwiedzających, ale przez to może jest ciekawszy, bo tętni życiem, i można tu zobaczyć bednarzy w akcji – uwijają się jak w ukropie, bo beczek do naprawy mają bez liku.

Czytaj więcej

Mayahuel

Prekolumbijska bogini pulque, czyli napoju alkoholowego wytwarzanego z przefermentowanego soku agawy. Postacie osób pijących pulque przedstawiają m.in. malowidła z piramidy w Cholula, datowanej na 200 rok n.e. Posąg przedstawiający Mayahuel znaleziono w Wielkiej Piramidzie w Tenochtitlan, stolicy azteckiego imperium. Według wierzeń Azteków, Mayahuel miała czterysta dzieci, przedstawianych jako pijane króliki, które poiła pulque zamiast mlekiem. Jak można wyczytać w Wikipedii, Centzon Totochtin (czyli w języku nahuatl czterysta królików) uosabia pijaństwo i poszczególne stopnie upojenia alkoholowego. „Czterysta królików odpowiadało ilości nastrojów, jakie może wywołać pijaństwo. Indiańskie przysłowie mówi, że każdy ma swojego królika. Królik odpowiada za to, czy pijany staje się smutny, wesoły, lubieżny, gadatliwy, agresywny, bezwstydny itp.”.

Gdyby ocean był pełen whiskey…

If the ocean was whiskey and I was a duck
I’d dive to the bottom and I’d never come up…
To jedna z najstarszych znanych pieśni jakie wykonywano w salonach Dzikiego Zachodu, słowa pochodzą najprawdopodobniej z początku XIX wieku, zwykło się ją wykonywać chóralnie, wieczorami, wznosząc szklaneczki tego, co nazywano whiskey, a co w tamtych czasach było najczęściej zabarwioną karmelem i herbatą berbeluchą, gdyż były to czasy jeszcze przed budową linii kolejowych na Zachód i transport prawdziwej whiskey odbywał się karawanami lub był spławiany rzeką, co nie tylko podnosiło koszty, ale też powodowało przerwy w zaopatrzeniu. A były to czasy, kiedy każdy kowboj nosił swojego kolta i żaden barman nie ważył się ryzykować, że w jego szynku whiskey mogłoby zabraknąć.

Czytaj więcej

Winnice Valdobiaddene

Valdobiaddene, stolica prosecco, miasteczko otoczone wzgórzami i winnicami (ponad 6500 ha upraw w regionie), na każdym wzgórzu kościół, w dole winiarnie, wśród nich m.in. Mionetto, producent najbardziej popularnego w Polsce wina musującego, ale też Altaneve, Masottina i innych – jest tu ponad 3000 winiarzy, którzy rocznie dostarczają na światowe rynki ok. 600 tys. hektolitrów wina. Szlak prosecco ciągnie się przez miasteczko, przez wzgórza, przez winnice. Jak na stolicę wina z bąbelkami miasteczko jest zaskakująco senne, przy rynku jest dobrze zaopatrzony sklep z winem, jest kilka restauracji, wine-bar, ale życie towarzyskie nie koncentruje się w mieście, lecz na otaczających je pagórkach, na winnicach, do których autokary każdego dnia przywożą setki turystów z całego świata. Większość winnic ma parcele, które pozwalają na posługiwanie się oznaczeniem DOCG Prosecco di Conegliano Valdobbiadene lub po prostu DOCG Valdobbiadene Prosecco. Nie wszystkie są winami musującymi, bo w Valdobbiadene z tych samych winogron glera robi się też wina spokojne, w dodatku także z nazwą Prosecco na butelce (z dopiskiem tranquillo). Tańsze butelki robione są w zbiornikach ciśnieniowych, czyli metodą Charmata, droższe metoda tradycyjną, z fermentacją w butelkach. Właściwie każdy liczący się producent stosuje tu obydwie metody. Ze względu na ciśnienie w butelce wina dzielone są na spumante (minimum 3 bary) i frizzante (1-2,5 bara i to jest zdecydowana większość produkcji), a także wspomniane spokojne wina tranquillo. Drugi podział charakteryzuje poziom cukru, od najbardziej wytrawnych brut, przez extra dry, dry i demi sec. Robione zawsze z białych winogron (lub prawie wyłącznie, bo apelacja dopuszcza niewielki udział winogron pinot noir), ale coraz częściej spotykamy różowe prosecco, które nie jest czystym winem, lecz zawiera dodatek soków owocowych.

Czytaj więcej

Zymomonas mobilis

Specyficzna bakteria, która przyspiesza fermentację alkoholową. Lubi klimat ciepły i tropikalny, występuje m.in. na agawie, w trzcinie cukrowej, palmach czy kakaowcach. Korzystają z jej upodobań w Meksyku, dzięki zymomonas mobilis fermentacja pulque trwa tylko 24 godziny, dotyczy to wszystkich alkoholi destylowanych z różnych odmian agawy, jak: tequila, mezcal, sotol i inne. Także w Afryce uczestniczy w fermentacji wina palmowego. Daje specyficzny aromat gnijących jabłek, lubiany przez niektórych kraftowych producentów piwa czy cydru, którzy specjalnie wprowadzają do brzeczki zymomonas mobilis. Ten aromat, to efekt przerabiania cukru, obecność bakterii prowadzi do powstawania kwasu pirogronowego, towarzyszącego fermentacji.

Vin Mariani – wino z liśćmi koki

Jedną z ulubionych używek Europy Zachodniej drugiej połowy XIX wieku było zapomniane już dziś vin Mariani – czerwone wino Bordeaux z dodatkiem liści koki. Reklamowano je jako napój dodający siły, energii, odwagi. Wysyłano je misjonarzom, podawano w Watykanie, na dworze brytyjskim i w Pałacu Elizejskim. W połączeniu z alkoholem liście koki wydzielały kokainę – w 100 ml wina było 6-7 mg kokainy, całkiem pokaźna dawka. Producent – Angelo Mariani – chwalił się, że jego wino piją papieże, Leon XIII i jego następca Pius X, królowa Wiktoria, prezydent USA Ulysses Grant, francuscy ministrowie, artyści, wśród nich Juliusz Verne, Emil Zola, Aleksander Dumas czy np. Thomas Edison. Nieco gorzkie w smaku, przypominało wczesne wermuty. Zważywszy na ilość substancji psychoaktywnych, wprowadzało konsumenta w stan euforii. Podobno encyklikę „Rerum novarum” Leon XIII pisał upojony winem z koką, choć mogą to być tylko złośliwe plotki. Dopiero w 1914 roku Vin Mariani zostało wycofane z rynku.

Czytaj więcej

Z jakiego dębu beczki?

Jest ok. 3000 gatunków dębów, z których najważniejsze w bednarstwie to dęby szypułkowe i bezszypułkowe oraz biały dąb amerykański. Większość bednarzy powie, że samo surowe drewno ma niewielki wpływ na ostateczny smak alkoholu. Ważniejsze są odpowiednie wyleżakowanie pociętych do budowy beczki deszczułek i stopień ich wypalenia. Wewnątrz beczki zachodzi wiele reakcji, które z pewnością zależą nie tylko od rodzaju dębu, ale też od wielkości beczki, stopnia jej wypalenia, panującej w piwnicy czy magazynie temperatury, a nawet wysokości na jakiej beczka leży, czy jej odległości od morza. Na smak alkoholu niewątpliwy wpływ mają jednak lotne fenole dębowe, czyli aldehydy aromatyczne, powstające w wyniku zawartej w drewnie ligniny. Najważniejsza jest tu wanilina, która nadaje trunkom wyrazisty waniliowy smak i aromat. Inne ważne związki fenolowe to: eugenol, który daje aromat goździków, gwajakol, odpowiedzialny za aromat dymny oraz grupa l γ-aktonów (np. γ-decalactone to aromat brzoskwiniowy, γ-nonalactone to aromat kokosowy i inne).

Czytaj więcej

Muzeum ludowej destylacji w Vlčnov

W wiosce Vlčnov, jakieś 15 minut drogi od Uherské Hradiště, jest świetne muzeum destylacji ludowej, czyli mówiąc wprost – bimbrownictwa. Muzeum powstało w 2010 roku, żeby pokazać tradycje regionalnego wyrobu śliwowicy i innych destylatów owocowych, z czego Morawy słyną od wieków. Tradycje destylacji owoców podobno sięgają tu przełomu XIII/XIV wieku, wiedza o destylacji przyszła przez Austrię z Włoch. W XVII stuleciu nadano przywilej propinacji i destylacji tylko dla czeskiej szlachty. W 1835 roku, w ramach CK Monarchii, Morawy uzyskały prawo do destylacji bez opodatkowania 56 l alkoholu owocowego o mocy 50% w tych gospodarstwach, gdzie były owocowe sady. Inne regiony nie miały takiego przywileju, w rezultacie liczby destylarni na Morawach w XIX wieku nie sposób zliczyć.

Czytaj więcej

Winiarski skansen w Strážnice

Na obrzeżach miasta Strážnice na Morawach znajduje się duży skansen architektury ludowej, przedstawiający życie morawskiej wsi w XIX wieku. Podzielony tematycznie na siedem części, przedstawia m.in. rzemiosło, rybołówstwo, handel, życie religijne i kulturalne wsi. Sektor E skansenu poświecony jest wyłącznie winiarstwu, które od wieków stanowi ważna część kultury agrarnej Moraw. Przeniesiono tu winiarnie i piwnice z gmin: Veletin, Vrbice, Prušánky i Blatnice. Na wzgórzu pielęgnowana jest mała winnica, a zaraz obok – uprawy chmielu, gdyż główny administracyjny i restauracyjny budynek na terenie skansenu, to dawny browar.

Czytaj więcej

De Vagant

Kultowy antwerpski bar, który serwuje około sto różnych gatunków lokalnego trunku genver, ulokowany jest w sercu Starego miasta, tuż przy katedrze, na rogu ulic Reyndersstraat i Pilgrimstraat. Niewiele jest już w Belgii miejsc, które specjalizują się w serwowaniu genever, należą do nich ‚t Dreupelkot w Gandawie, bar w muzeum genever w Hasselt, no i właśnie De Vagant. Genever nie cieszy się dziś popularnością wśród Belgów, a niektórzy wręcz wstydliwie go ukrywają, dlatego próżno go szukać w barach Brukseli. Został wyparty przez lepiej nadający się do koktajli gin. Tymczasem początki udokumentowanej produkcji genever w Antwerpii sięgają 1541 roku. W XVII wieku w mieście działało ponad sto destylarni produkujących ten trunek. Dziś jest tylko jedna. Jednak w całej Belgii wciąż jest ponad 40 producentów genever i ok. 400 marek. Najszerszy ich wybór znaleźć można w Hasselt.

Czytaj więcej

Muzeum farmacji w Rydze

Muzeum zostało otwarte w 1987 roku w XVIII wiecznym domu, w którym kiedyś była apteka. Poza typowymi eksponatami, jak: stare flakony na ingrediencje, maści, pasty, moździerze aptekarskie, miarki, wagi etc. odwzorowano m.in. pracownię preparowania leków i wnętrze apteki. Są stare księgi i receptury. Nad sufitem i na ścianach suszą się zioła. Jest spora kolekcja alembików, korbasów, maceratorów do nalewek ziołowych i balsamów. Osobna wystawka poświęcona jest Czarnej Rydze, czyli najsłynniejszemu ziołowemu likierowi z Rygi. Oryginalną prezentacją jest komora z czarną banią, przedstawiająca typową łotewską ludową saunę parową, połączoną z naturalną aromaterapią, gdyż w tych ogrzewanych przez piec pomieszczeniach suszono też zioła (a nawet wędzono mięsiwa). Całość to pięć sal wystawowych, wstęp 2 euro. Polecam.

Czytaj więcej

Muzeum Farmacji w Krakowie

Mało kto wie, bo oznakowanie kiepskie, informacja słabiutka, że w Krakowie, przy Floriańskiej, czyli niemalże na Rynku, jest niezwykłe Muzeum Farmacji. Okazało się być znacznie ciekawsze niż sądziłem, to pięć kondygnacji w zabytkowej kamienicy z renesansowymi stropami i średniowiecznymi piwnicami (XV wiek). Wchodzących wita odtworzone wnętrze apteki Pod Złotym Słoniem, dalej są: godła aptek, meble, naczynia apteczne, bardzo ciekawa szafa na trucizny (z napisem Venena), renesansowe moździerze, wagi etc.

Czytaj więcej