Gin – warsztaty

13 stycznia w restauracji Benihana w Warszawie odbyły się warsztaty ginu, które poprowadził Stephen Swinney. Do spróbowania było sześć jałowcowych trunków, reprezentujących różne style i różne kraje, niektóre rześkie, inne z beczek. Można było poznać aromaty poszczególnych składników typowych dla ginu, ale także różnych odmian jałowca. Fiolki z aromatami stanowią zestaw – Gin Aroma Kit. Próbowaliśmy także mieszać giny z tonikiem i lemoniadami, dodawać cytrynę, lionkę i zielony ogórek.

Czytaj więcej

De Vagant

Kultowy antwerpski bar, który serwuje około sto różnych gatunków lokalnego trunku genver, ulokowany jest w sercu Starego miasta, tuż przy katedrze, na rogu ulic Reyndersstraat i Pilgrimstraat. Niewiele jest już w Belgii miejsc, które specjalizują się w serwowaniu genever, należą do nich ‚t Dreupelkot w Gandawie, bar w muzeum genever w Hasselt, no i właśnie De Vagant. Genever nie cieszy się dziś popularnością wśród Belgów, a niektórzy wręcz wstydliwie go ukrywają, dlatego próżno go szukać w barach Brukseli. Został wyparty przez lepiej nadający się do koktajli gin. Tymczasem początki udokumentowanej produkcji genever w Antwerpii sięgają 1541 roku. W XVII wieku w mieście działało ponad sto destylarni produkujących ten trunek. Dziś jest tylko jedna. Jednak w całej Belgii wciąż jest ponad 40 producentów genever i ok. 400 marek. Najszerszy ich wybór znaleźć można w Hasselt.

Czytaj więcej

Degustacja nowych destylatów Loos

Podczas mojej wizyty w zakładzie Grandes Distilleries de Charleroi miałem okazje próbować nowej linii ich alkoholi sygnowanych marką Loos. Loos to stara francuska destylarnia, powstała w 1815 roku pod Lille. Kiedy Grandes Distilleries de Charleroi w 1998 roku przejmowało Wambrechies, przy okazji objęło 20% udziałów w Loos, a potem dokupili resztę i starą destylarnię… zamknęli, przenosząc całość produkcji do Wambrechies (wraz z recepturami). Zatem alkohole destylowane są we Francji, a potem przewożone do Belgii, do Charleroi, gdzie są zestawiane i butelkowane. Nowa linia ma bardzo nowoczesny wizerunek, stylowe butelki, a same alkohole również są bardzo wysokiej klasy. Miałem przyjemność degustować je w towarzystwie Carla Mathysa, dyrektora zarządzającego zakładem w Charleroi, który zdradził mi tajniki dotyczące receptur i samej produkcji.

Czytaj więcej

Korenwijn, armaniak i whisky

Scotch Malt Whisky Society zaprasza 6 maja na degustację. Tym razem degustowane będą nie tylko whisky, lecz także holenderski Korenwijn, czyli odleżakowany w beczkach genever o większej ilości słodu, beczki w tym przypadku są po sherry pedro ximenez, a także dwudziestoletni armaniak z Chateau d’Esperance, a poza tym trzy whisky – ze Speyside i Islay. Wstęp jest płatny, a liczba miejsc ograniczona. Zapisy: lg@smws.pl.

Wieczór z jenever

Holenderska destylarnia Hoofdvaartkerk została urządzona w 2013 roku w… niewielkim XIX-wiecznym budynku kościoła o tej samej nazwie w miejscowości Hoofddorp. Dziwnie wyglądają błyszczące miedziane aparaty do destylacji ustawione wzdłuż nawy głównej. Jest tu także restauracja i sala do degustacji. Wiszą oryginalne organy. Restauracje czy bary w dawnych kościołach, to dość codzienny widok w Holandii. Produkowane tu trunki sprzedawane są w tradycyjnych kamionkowych flaszach – Dutch VOC. Biała ceramika z niebieskim nadrukiem i motywami morskimi. W ofercie są: jałowcowy jenever, słodowo-jałowcowy korenwijn i likiery: ziołowy, malinowy, kawowy, anyżowy, sasafrasowy, szafranowy, a nawet pomidorowy.

Czytaj więcej

Goblet

holenderski jenever, destylat słodowy z dodatkiem jałowca, a także: lukrecji, piołunu, kolendry, kopru włoskiego i anyżu. Aromat bardzo intensywnie jałowcowy, z nutką słodową i wanilii. Oferowany wyłącznie w klarownej wersji niestarzonej – jonge jenever. Moc – 35%.

La Martiniquaise przejmuje marki od Wennekera

Holenderskie marki jałowcowych destylatów genever: Olifant i Goblet, jak również brandy Dujardin zostały kupione przez francuską La Martiniquaise. La Martiniquaise jest największym dystrybutorem alkoholi we Francji również właścicielem takich marek jak: wódka Polikakov, rumów La Martiniquaise i Saint James, kalwados Busnel, armaniak Saint-Vivant, pastisz Duval, a także przejętej whisky Label 5 Scotch, wiodącej marki blendu na francuskim rynku. Zaopatrują m.in. większość dyskontów oraz takie sieci jak Carrefour.

Wenneker Genever Islay Cask Finish

limitowana edycja wprowadzona w maju 2014 roku, jedynie 2163 butelki. Tradycyjny holenderski jałowcowo-zbożowy trunek dojrzewał przez osiem lat w beczkach po whisky z Islay. Efektem jest dymny aromat, choć nie bardzo, w nosie czuć też dużo zboża oraz orzechy. W ustach w pierwszej chwili słód zbożowy, ale czuć też wyraźnie nuty jałowca, a także skórki grapefruita. Finisz delikatny, słodowo-ziarnisty. Trunek przyjemny, choć brak mu nieco mocy – 36%.

Chief Gowanus

amerykański gin, który w stylu przypomina holenderski genever, robiony zresztą według starej holenderskiej receptury zawartej w XIX wiecznej książce „The Practical Distiller”. Chief Gowanus powstaje w New York Distilling Company a na etykiecie jako miejsce produkcji podano New-Netherland, co dodatkowo podkreśla związki z Holandią. Trunek robiony jest na bazie dwukrotnie destylowanego w tradycyjnych alembikach żytniego alkoholu, z którego powstaje też rye whiskey. Maceracja trwa trzy miesiące, a dodane składniki to jagody jałowca i chmiel odmiany Cluster, która do USA przywędrowała właśnie z Holandii. W smaku Chief Gowanus jest bardzo słodowy, słodki, z nutą ciemnego piwa, jałowiec jest mało intensywny. Moc – 44%.

Destylarnia Wambrechies

Wambrechies to urokliwe choć małe miasteczko na północy Francji, blisko Lille. Powstało w XII wieku i przez dwa stulecia należało do rodziny Wambrechies. Przy głównym placu zwraca uwagę filigranowy ratusz z wieżą niczym latarnia morska z 1868 roku, jest tu też muzeum zabawek oraz renesansowy Zamek Robersart. Najwspanialszą budowlą jest monumentalny kościół z szarego kamienia św. Wedasta z Arras, zbudowany w XIV wieku, potem zniszczony, odbudowany w stylu flandryjskiego gotyku, z typową niesymetryczną wieżą.

Czytaj więcej

Rutte & Zn

holenderska gorzelnia z miasta Dordrecht, powstała w 1872 roku. Ich najważniejszym produktem jest zbożowy destylat z dodatkiem jagód jałowca – jenever, oferowany w wielu wersjach: jonge (młody) oraz oude (starzonych – w tym 3, 5 i 12 lat). W ofercie mają też liczne likiery oraz całkiem udaną wódkę czystą (40%), zupełnie neutralną w aromacie, za to w smaku ziemistą, przypominająca polskie wódki destylowane z ziemniaków.

Czytaj więcej

Citroenjenever

inaczej Genièvre Citron to bardzo popularny w Holandii, Belgii, a produkowany także w północnej Francji likier cytrynowy na bazie zbożowo-jałowcowego destylatu. Lekki, aromatyczny, kwaśny, zazwyczaj z dodatkiem naturalnego cytrynowego soku (często w butelce pływają kawałki cytrynowe miąższu), bez koncentratów, lekko dosładzany. Moc – prawie zawsze 20%. Produkują go praktycznie wszystkie liczące się destylarnie w Holandii i Belgii. Najlepiej pić dobrze schłodzony.

Czytaj więcej

H. van Toor

holenderska gorzelnia z miasta Vlaardingen, powstała w 1883 roku. Ich najbardziej znany produkt to holenderski bitter o przyjemnie cytrusowym smaku Schelvispekel, oferowany od 1900 roku. Poza tym mają szeroka ofertę rozmaitych likierów, od ziołowych, przez owocowe, po jajeczne i mleczne i kilka typów zbożowych destylatów typu jenever (z dodatkiem jagód jałowca).

Czytaj więcej

W Schiedam

Muzeum Jenever to największa atrakcja starego Schiedam i właściwie jedyna ze starych gorzelni w centrum miasta, które można zwiedzać i gdzie wciąż produkowany jest zbożowy alkohol. Inne zakłady w centrum albo stoją opuszczone, albo zajmują je dziś restauracje, kino, galeria czy prywatne mieszkania. Większość destylarni wyniosła się za miasto, dwie najważniejsze – De Kuper i Nolet – są na obrzeżach starego Schiedam, przy tamie oddzielającej miasto od portu.
W budynku muzeum, na parterze, jest jeden niezwykły alembik, kocioł jest bezpośrednio nad piecem, konstrukcja tej aparatury jest przedziwna, nigdy podobnego urządzenia do destylacji nie widziałem. Powstaje tu genever Old Schiedam, oferowany w kilku wersjach: Oude Genever 3-letni, Oude Genever 10-letni oraz Single Cask. Próbowałem wszystkich, ten dziesięcioletni jest wspaniały, o kremowym, głębokim słodowym smaku. Wszystkie destylowane są z żyta i słodowanego jęczmienia (bez kukurydzy), przed redestylacją dodawane są jagody jałowca. Alkohol jest destylowany trzykrotnie. W tym samym pomieszczeniu znajdują się beczki, w których alkohol jest starzony, tu też odbywa się mieszanie z wodą. Produkcja odbywa się według tradycyjnych metod, w zabytkowych aparatach, według technologii, jaką stosowano w Schiedam w XVII wieku, zatem szczególnie warto spróbować tego niezwykłego, słodkiego i miękkiego destylatu.
Na piętrach muzeum są wystawy, starych butelek, etykiet, beczek, aparatów destylacyjnych, pokazany jest proces produkcji genever. Na najwyższym piętrze prawdziwa gratka dla miłośników miniaturek – ogromna sala wypełniona piętrzącymi się w wielu rzędach po sufit przezroczystymi szafkami, a w nich ponad 10 tysięcy miniaturek, głównie starych. Kolekcjonerzy mogą tu też kupić wiele starych miniaturek (niestety alkohol już nie nadaje się do picia, sprzedawane są takie w znacznym stopniu odparowane) – wszystkie w jednej cenie, 3 euro. Dla mnie jednak miejscem szczególnie interesującym był muzealny bar, gdzie można próbować dowolnych holenderskich alkoholi (do wyboru jest grubo ponad sto) w cenie 1 euro za mały kieliszek, niezależnie czy jest to likier, młody destylat czy 15-letni rarytas – cena jest jednakowa. Przyznam, że siedziałem tam do zamknięcia muzeum, czyli prawie cały dzień, spróbowałem w tym czasie 46 alkoholi i wychodziłem niezbyt trzeźwy, ale wychodząc nie zapomniałem kupić anglojęzycznej książki o historii genever, po powrocie do domu rzucę się na jej lekturę. Pani w muzealnym barze z wielką życzliwością i uśmiechem polewała mi szczodrze kolejne kieliszki, opowiadając o technologii produkcji i poszczególnych gorzelniach. Co ciekawe, wśród nielicznych odwiedzających było dwóch studentów, weszli do muzealnego baru i zamówili po piwie, potem poprosili następne, a pani zniesmaczona odpowiedziała im: „Tu jest muzeum, a nie pub”, i studenciaki poszły jak niepyszne, no bo co to za pomysł w mekce genever zamawiać piwo? Sam bym takich wyprosił!
Na koniec krótko o czynnych gorzelniach. Odwiedziłem De Kuypera i Nolet. Pierwszy mieści się w zabytkowym XVII wiecznym zakładzie, drugi w nowoczesnym budynku, ale ma własny zabytkowy wiatrak, oba są niemal naprzeciwko siebie, ale oddzielone kanałem. Obydwie firmy niechętnie udzielają informacji, nie wolno robić zdjęć, nie zostałem wpuszczony do części fabrycznej. Warto jednak umówić się tu na wizytę, choćby ze względu na ekspozycje prezentujące historię tych firm (Nolet jest m.in. właścicielem znanej marki Ketel One, De Kuper to legenda w świecie likierów).
Tyle na dziś.

Czytaj więcej

Zwiedzanie Schiedam

Nie jestem w stanie ogarnąć Schiedam w jednej kartce, nie jestem też w stanie ogarnąć tego miejsca w jeden dzień. To nieduże miasteczko, dziś stanowiące część aglomeracji Rotterdamu (z centrum Rotterdamu jedzie się metrem ok. 8 minut), nie ucierpiało podczas wojny i zachowało w znacznej części swój architektoniczny charakter z XVIII/XIX wieku. Schiedam to miasto przemysłowe, od wieków związane z przemysłem gorzelniczym, w szczególności z produkcją jałowcowych destylatów jenever. Schiedam powstało w XIII wieku, w średniowieczu znane było jako Liduina. W XIX wieku działało tu ponad 400 gorzelni, na ich potrzeby pracowały 24 młyny. Do dziś przetrwało 175 zabytkowych budynków, które w XVIII i XIX wieku należały do właścicieli gorzelni. Zachowała się też pięć wiatraków, są to  najwyższe młyny na świecie. Ale też niewiele z dawnych fabryk wciąż służy destylacji, przykładowo w dawnym budynku Wennekera dziś jest kino, destylarnię przeniesiono za miasto. Zwiedzanie Schiedam najlepiej rozpocząć od wiatraka Nieuwe Pakmboom. Jest w nim ciekawa wystawa, ale przede wszystkim można tu (i tylko tu) kupić zbiorczy bilet, który obejmuje zwiedzania wiatraka, muzeum gorzelnictwa (będzie osobna kartka) oraz przejażdżkę barką po kanałach Schiedam, szlakiem starych i wciąż czynnych gorzelni. Tuż obok wiatraka stoi gorzelnia Floryn – Dirkzwager, wciąż pracująca. A sam wiatrak Pakmboom dostarczał kiedyś energii gorzelniom Tweelight i De Gekroonde Branderstekel, teraz jest tu muzeum. Trasa wiedzie kanałami, otwierają się most zwodzone i mija się wszystkich pięć wiatraków. Można od strony wody obejrzeć ładny neorenesansowy budynek, gdzie organizowano degustacje gorzelni De Konig (potem Bols). Dalej jest gorzelnia z 1711 roku – Jansen& Wauteloord, za nią dawna giełda zbożowa z 1248 roku. Także w budynku gdzie dziś jest restauracja De Bonte Koe, działała destylarnia, naprzeciwko jest posiadłość rodziny Nolet – kolejnych producentów jałowcowych destylatów. Na końcu kanałów są wielkie, współczesne destylarnie De Kuyper i Nolet. W Schiedam wciąż działa kilka z największych holenderskich destylarni, jednak więcej na temat produkcji genever napiszę w następnej kartce.

Czytaj więcej