We wsi Nýdek, niedaleko Wisły, przy granicy polsko-czeskiej (ale po czeskiej stronie) działa mały producent miodowych likierów, pan David Czyż. Ten region nazywany jest Górolsko Swoboda, obejmuje fragment Beskidu na pograniczu Polski, Czech i Słowacji. Jak całe Beskidy, od wieków region znany jest z miodowych wódek, znanych jako: miodula, miodonka, medonka.


Pan David Czyż zaczął produkować miodowe likiery w 2003 roku pod marką St. Ambrosius, święty Ambroży jest patronem pszczelarzy. Kiedyś miał też sklep w Cieszynie, z polskimi banderolami, ale zrezygnował zniechęcony biurokracją. Jego miodowe alkohole są niefiltrowane, wszystko jest robione ręcznie. Każda butelka zamykana jest pszczelim woskiem. Produkuje do 20 tys. butelek rocznie.
– U nas w rodzinie jest stara tradycja robienia mioduli, robił je dziadek, robił ojciec. Kiedyś miałem swoje pszczoły, pszczelarstwo to wspaniałe zajęcie, daje spokój i bliskość z naturą. Teraz jednak kupuję miód w Jasenicy, nie byłem w stanie łączyć pasji pszczelarza z obowiązkami w naszym zakładzie likierniczym, gdzie wszystko robimy sami z żoną – mówi pan David Czyż.
Robią nalewy na miód, propolis, pędy świerków, zielone orzechy. Mają sześć produktów alkoholowych pod marką St. Ambrosius, a od 2013 roku także syrop z propolisem. Sprzedaż prowadzona jest w całych Czechach, kupują: restauracje, sklepy winiarskie, sklepy pszczelarskie, sklepy z pamiątkami, choć w regionie wyroby pana Davida można znaleźć nawet na stacjach benzynowych. Poszukuje dystrybutora w Polsce.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Subskrypcja newsletter

Najnowsze wpisy wprost do Twojej skrzynki e-mail