Wywiady
cydr, destylarnie, rynek, single malt, wino, wódka

Wielopokoleniowy biznes

Wielopokoleniowy biznes

Udostępnij:

Mówią Grzegorz i Jędrzej Bartol

– Jakie były początki firmy Bartex-Bartol?

GB: – Początki w ogóle nie były związane z branżą alkoholową. Rodzice, czyli Maria i Bogdan Bartol dzięki swojej wizji, ciężkiej pracy podjętej na samych początku transformacji ustrojowej, nie mając wystarczających środków finansowych założyli 1990 roku we wsi Paproć pod Nowym Tomyślem firmę Bartex. Początkowo pod gołym niebem, potem pod wiatą, z czasem w hali produkcyjnej produkowali susze warzywa, które zresztą do dnia dzisiejszego stanowią ważny dział naszej działalności gospodarczej. Współpraca z okolicznymi rolnikami, nowoczesne suszarnie warzyw, wdrożone systemy jakości pozwalają być uznanym dostawcą do wielu międzynarodowych koncernów spożywczych. Nasze produkty znajdują się chociażby w takich przyprawach jak Vegeta.

– Ale znani jesteście jako importer i producent alkoholi.

GB: – Znani jesteśmy zarówno jako jeden z największych w Polsce producentów suszonych warzyw, jak i duży gracz na bardzo trudnym rynku alkoholi.

JB: – Cała rodzina zaangażowana jest w ten biznes i ciągle inwestujemy w nowe rozwiązania, tak żeby produkcja była ekologiczna, energooszczędna, wydajna i spełniająca wymagania naszych odbiorców. Dotyczy to zarówno fabryki suszonych warzyw, gdzie w ubiegłym roku całkowicie przebudowaliśmy suszarnie, co pozwoliło zaoszczędzić 30% energii przy 20% wzroście wydajności dzięki zamknięciu obiegu pary i rekuperacji. W naszej winiarni, gdzie procesy fermentacyjne odbywają się w sterowanych temperaturach, pod kontrolą laboratorium cały czas pracuje jeszcze babcia Maria. Dziadek Bogdan dogląda wina, to jego specjalność, codziennie jest w zakładzie o godzinie 6.00, sprawdza przebieg fermentacji i jakość win. Ostatni czas to także spore inwestycje w automatyzację procesu rozlewu, pakowania, paletyzacji -zakupiliśmy roboty, daje to nie tylko oszczędności, ale przede wszystkim większą dokładność, eliminuje błędy, stłuczenia itd.

– Wróćmy jednak do początków firmy. Skąd w ogóle wzięły się w suszarni warzyw alkohole?

GB: – To ciekawa historia, która pokazuje, że często rozwojem biznesu rządzą okoliczności zewnętrzne. Kiedy w 1991 roku wybuchła wojna w Jugosławii nasz kontrahent nie miał czym nam zapłacić i dostaliśmy zamiast pieniędzy cysternę wina. Nie byliśmy jedyną polską firmą, którą spotkała wówczas taka sytuacja, ale my wykorzystaliśmy niechciany dar losu. Rodzice zabutelkowali wino, ono dobrze się sprzedało i tak zaczęły przyjeżdżać kolejne cysterny.
W ówczesnych czasach w Polsce handlowano tym, czym się dało, pozostawała jednak kwestia technologiczna, bo rodzice nigdy wcześniej nie mieli do czynienia z winem.

JB: – Dziadkowie wybrali się na Bałkany wraz z przyjacielem z Macedonii, który zapoznał ich z Miloradem Ivanovicem, enologiem, który tworzył receptury alkoholi w znanej firmie Istravino. I tak w 1994 roku zatrudniliśmy technologa z Chorwacji, rozpoczęliśmy nie tylko rozlew, ale też uruchomiliśmy własny dział fermentacji win.

GB: – Milorad Ivanović kreował u nas receptury, idealnie trafiając w gusta naszych konsumentów. Był też uznanym znawcą i współtwórcą ustawy winiarskiej porządkującej rynek napojów fermentowanych. Z jego pomocą staliśmy się właścicielami marki wermutów Istra, które od lat są liderem rynku w tej kategorii. Po ukończonych studiach technicznych rozpocząłem pracę w firmie, a następnie mój brat Paweł, który odpowiada za cały dział sprzedaży. Jesteśmy polską, rodzinną obecnie trzypokoleniową firmą. Syn Jędrzej dołączył do nas po ukończeniu studiów w Cambridge oraz LSE Londyn. Choć posiada doskonałe wykształcenie nie jest to takie oczywiste we współczesnym biznesie, że dzieci chcą kontynuować dzieło rodziców. Pamiętajmy, że tylko 6% polskich rodzinnych firm ma zapewnioną sukcesję w trzecim pokoleniu. Wspólnie z bratem mamy cały czas nadzieję na przekonanie jeszcze innych następców do pracy w rodzinnej firmie.

JB: – Dla mnie od początku było oczywiste, że dołączę do rodzinnego biznesu. Jak byłem dzieckiem, to w zakładzie w Paproci bawiłem się z dziadkiem, potem przychodziłem tu po lekcjach pracować na linii produkcyjnej. Teraz chcę wspomóc firmę w zakresie marketingu, promocji i rebrandingu produktów oraz wprowadzaniu marek premium, jak Whisky Paprocki.

– Zanim zainwestowaliście we własną markę whisky, zaczęliście produkcję wódek.

GB: – W 1995 roku kupiliśmy zakład w Lwówku, gdzie produkujemy wina, wódki i nalewki. Pierwszą własną marką wódki była Vodka.pl, która jest eksportowana w dużym stopniu do USA i Ameryki Południowej, a zaraz potem marka Tur. Wszystkie receptury to autorskie projekty i powstają w naszej zestawialni. Przejęliśmy kilka historycznych marek, m.in. brandy Budafok, wspomniane wermuty Istra i stworzyliśmy wiele własnych, jak Balsam Mnicha, Grzane Mnicha,

JB: – Bacznie obserwujemy rynek – dynamicznie rozwijamy ofertę win bezalkoholowych i o niższej zawartości alkoholu. Wprowadziliśmy różne oryginalne receptury cydrów pod marką Sadowski, jak goździk z cynamonem, pomarańcza z imbirem czy arbuz. Sadowski w nowej odsłonie graficznej ma szansę stać się jednym z czołowych produktów na polskim rynku cydrów, mocno inwestujemy w rozwój tej marki. W naszym zakładzie produkujemy go prosto z polskich jabłek, które kupujemy bezpośrednio od lokalnych sadowników, następnie tłoczymy, fermentujemy i butelkujemy. To nas wyróżnia bo większość cydru na rynku robiona jest z koncentratu lub soku, a pochodzenie samych jabłek jest wtedy wątpliwe. Dzięki temu wspieramy lokalnych rolników, i mocno ograniczamy ślad węglowy skracając do minimum drogę logistyczną.

GB: – Walczymy o to, żeby cydr stał się naszym produktem narodowym, Polska jest przecież największym producentem jabłek w Europie. Wraz z Polską Radą Winiarstwa, do której należymy dążymy do „równouprawnienia” pod kątem prawnym cydrów i piwa, zwłaszcza w kwestii reklamy. Zdjęcie banderol to pierwszy krok, kolejnym powinna być zerowa stawka akcyzy.
Nasi konsumenci poszukują nowości smaków, nowoczesnych produktów, z mniejszą zawartością alkoholu. Cydr idealnie wpisują się w trend młodych osób NoLo (No-and Low Alcohol Beverages)

– Wspomniane wasze marki własne wódek Vodka.pl i Tur nie są jednak w Polsce znane.

GB: – Koncentracja trzech dużych firm jest taka, że nie ma co walczyć o polski rynek. Nigdy nie osiągniemy poziomu sprzedaży i cen np. Maspexu. Cieszymy się, że sprzedaż wódki jest stabilna.

JB: – W ogóle nie chcemy konkurować z firmami, które robią ekonomiczne wódki. Nasze wódki maja po 40%, są robione z droższych surowców, dłużej leżakowane, filtrowane. Nie mają być tanie, maja smakować i być „jakościowe”. Szukamy też innowacyjnych pomysłów, chcemy na nowo spozycjonować marki Witkacy produkując własny gin, absynt, i śliwowicę. Wprowadzamy likiery i nalewki o niższej zawartości alkoholu.

– Patrząc na rynek odbiorców, to gdzie widzicie możliwości wzrostu?

GB: – Po latach zapaści przewidujemy, że wzrośnie sprzedaż do restauracji, konsumenci zaczną częściej wychodzić z domów chcąc zapomnieć o „latach covidowych” Dla kanału HoReCa wprowadzamy osobne portfolio, bo restauratorzy nie chcą tych samych win, które są w marketach. Do tego dochodzą szkolenia, wyposażenie do baru w postaci szkła, opiekaczy, trybuszonów, dlatego wina w restauracjach są nieco droższe, i bardziej wyszukane. W swoim portfolio posiadamy ponad 500 pozycja win z całego świata, jesteśmy idealnym dostawcą win do restauracji, gdyż zapewniamy różnorodność dzięki , której dwie restauracje obok siebie nie muszą konkurować tym samym asortymentem.

JB: – Ważnym i rozwojowym segmentem jest eksport. Obecnie handlujemy naszymi produktami na wszystkich kontynentach. Eksportujemy do 26 państw i na to kładziemy duży nacisk, jest to dla nas bardzo ważna gałąź działalności, która z roku na rok przynosi nam wzrosty.

– Jak obecnie dzielona jest produkcja w firmie Bartex-Bartol, macie dwa zakłady.

GB: – Zakład w Paproci to suszarnia warzyw, produkcja win, linie butelkowania i magazyn. Cztery linie produkcyjne pozwalają na produkcję ponad 100.000 tys. butelek dziennie .Automatyzacja daje nie tyle oszczędność lecz jest konieczna, bo brakuje rąk do pracy. W Lwówku mamy magazyny leżakowania whisky, rozlewnię i zestawialnię wódek oraz napojów spirytusowych. Ale to nie wszystko. Obecnie prawie 60% wykorzystywanej energii pochodzi z własnych źródeł. Mamy dwa wiatraki, które produkują ponad 15 tys. megawatogodzin energii elektrycznej. Jest to ilość wystarczająca do pokrycia zużycia dla 5000 gospodarstw domowych. W zeszłym roku uruchomiliśmy jedną z nielicznych instalacji hybrydowych tzn. do wiatraków dołożyliśmy farmę fotowoltaiczną o mocy 2,5 MW. Daje to ogromne oszczędności i znacząco wpływa na ograniczanie naszego śladu węglowego. Firmy, które nie zrobią restrukturyzacji energetycznej, nie przetrwają. Dzisiaj energetyka to nasza trzecia noga.

– Ciekawe doświadczenia, najpierw wojna w Jugosławii pchnęło was w kierunku produkcji win, teraz wojna w Ukrainie dała impuls do inwestycji we własną odnawialną energię.

GB: – Nie, my zainwestowaliśmy w wiatraki już w 2012 , wtedy nasze wiatraki były najwyższe na świecie. Znacznie wyprzedziliśmy kryzys związany z wojną na Ukrainie, choć oczywiście ona nas dotyka, tak samo jak innych przedsiębiorców, mniej w zakresie kosztu energii, ale np. w dostępie do opakowań, czy surowców. Jak wszystkich dotyka nas również inflacja. Gospodarka jest obecnie tak globalna, że mniej się patrzy na konkurencję sąsiada, a bardziej na sytuację międzynarodową. Przykładowo ataki rebeliantów Huti na Morzu Czerwonym podniosły ceny frachtu z Chin o 3500 dolarów na kontenerze. To są wydarzenia, na które nie mamy wpływu, ale myśląc o długoletniej strategii i wielopokoleniowej firmie, trzeba kalkulować większe ryzyka czynników zewnętrznych.

– Najważniejszy nowy produkt w ostatnich latach to wspomniana marka whisky single malt Paprocki.

GB: Whisky obserwujemy od długiego czasu. Patrząc na sukces japońskiej whisky, pomyśleliśmy, czemu nie robić własnej, polskiej? Odwiedziliśmy w Szkocji kilkunastu producentów i zakupiliśmy czysty destylat słodowy, który jest u nas leżakowany. Siedem lat temu podjęliśmy decyzję o budowie własnej leżakowni, mamy zalanych 6000 beczek, docelowo będzie ich ponad 10 tys. To biznes bardzo kapitałochłonny, wymagający cierpliwości, wiedzy, testów i dostosowania do skomplikowanych norm prawnych.

GB: -. Temperatura i wilgotność w naszej leżakowni są stałe przez cały rok, to 12-14 stopni, angel’s share jest na poziomie ok. 3% rocznie. Szybko przekonaliśmy się, jak ważna jest dobra beczka. Przez kilka lat testowaliśmy różne beczki oraz poziomy wypalenia dla edycji Single Barrel. Dziś używamy tylko beczek z dębu amerykańskiego, edycje single barrel to zawsze tylko nowe beczki. Nie używamy beczek po Bourbonie ani nie koloryzujemy whisky karmelem. Dużym wyzwaniem jest rosnąca inflacja i popyt na whisky, przez którą ceny beczek poszły w ostatnich latach do góry o ponad 100%. Odbije się to na cenach whisky w przyszłości – zapewne będzie droższa.

– Whisky Paprocki jest owocowa, delikatna, przypomina whiskey irlandzkie.

JB: – Taki był nasz zamiar, chcieliśmy żeby nasza whisky była delikatna, lekka, smaczna również dla kobiet. Za beczki odpowiada głównie dziadek, ale nikt z nas w rodzinie nie jest fanem ciężkich, torfowych whisky, więc można powiedzieć, że robimy też taką whisky, która nam samym smakuje.

GB: – Paprocki to dla nas bardzo ważny projekt, inwestycja w przyszłość. Chcemy za kilka lat wypuścić naszą dziesięcioletnią, potem dwunastoletnią whisky. Z każdego rocznika zostawiamy część beczek. Z drugiej strony, patrząc na trendy rynkowe, nie wykluczamy też napojów alkoholowych na bazie naszej whisky – z dodatkiem soków jabłkowych czy pomarańczowych.

– A jakie kolejne wyzwania?

GB: – Na przyszłość patrzymy z lekkim optymizmem. Pragniemy zrobić całkowicie własną whisky od podstaw. Chcemy stworzyć pokazową dedykowaną destylarnię whisky. Plan jest żeby uruchomić instalację już w przyszłym roku. Ale na pewno nie będziemy się spieszyć. Blisko 35 letnie doświadczenie na rynku nauczyły nas, że wytrwałość, cierpliwość i systematyczność to są cechy, które budują wartościową markę.

Rozmawiał Łukasz Gołębiewski

Powiązane artykuły

Wywiady
absynt, likier, okowita, piwo, whisky

Sarunas Karalius, menadżer zarządzający Pakruojis Manor Distillery oraz właściciel baru King & Mouse – Pakruojis […]

Wywiady
gin, okowita, rum

Grzegorz Zasada, twórca destylarni Port Puck – Skąd pomysł na stworzenie destylarni obok istniejącego już […]

Wywiady
gin, likier, wywiady

Erik Semaňák, dyrektor generalny destylarni Karloff – Tatratea – Wasz flagowy produkt, to likierTatratea, dzisiaj […]

Wywiady
destylarnie, okowita, wywiady

Michał Olszewski, twórca destylarni Dyssov – Dyssov to niezwykłe miejsce, destylarnia w starym młynie wodnym […]

Wywiady
destylarnie, single malt, wywiady

Daniel Orłowski, prezes Malt Invest – W styczniu rozpoczęła wreszcie pracę Millside Distillery. Opowiedz jaką […]

Wywiady
wywiady

– Jak znalazłeś się wśród twórców etykiet dla świata whisky? Michał Kortas, właściciel Lemon-Art:– Tak […]

Wywiady

Mówi z Taras Kolodij, właściciel marki Nalewki ze Lwowa – Jak narodziła się marka Nalewki […]

Wywiady
wódka

Rozmowa Markiem Hycza, twórcą marki Conopcia – Produkty konopne cieszą się rosnącym zainteresowaniem. Czy dotyczy […]

Przewijanie do góry
Spirits logotyp czarny

Dostęp zablokowany

Nie spełniasz wymogów dotyczących wieku użytkowników strony.
Spirits logotyp czarny

Czy ukończyłeś/aś 18 lat?

Treści na tej stronie przeznaczone są wyłącznie dla osób dorosłych.