można by powiedzieć, że to klasyczny navy gunpoder proof rum (54,5%) o barwie mocnej herbaty i zapachu… No właśnie, zapach od razu prowadzi nas w nieco innym kierunku niż popularne w angielskich pubach, jeszcze ciemniejsze, mocne rumy z napisem Jamaica. Jest w tym aromacie oczywiście też to, co typowe dla brytyjskiego stylu, są nuty karmelowe, waniliowe, herbaciane, bananowe, ale jest też znacznie więcej tropikalnych, bardzo dojrzałych, bardzo słodkich owoców – ananasy, mango, papaja, a do tego dużo miodu. Dodajmy jeszcze: figi, daktyle, rodzynki i suszone wiśnie. I nieco benzyny, dla odważnych. Jak podaje producent na kontretykiecie, rum jest zrobiony z fermentowanej przez trzy miesiące melasy (to długo, ale nie aż tak długo, jak na warunki Jamajki), destylowany w alembikach, podają, że to mieszanka starzonych i nie starzonych rumów, zapewne barwiony na koniec melasą, co nie bulwersuje, jeśli postawimy butelkę obok innych angielskich navy rums, choć nieco dziwi, gdy popatrzymy na inne butelkowania z tą etykietą i tendencje w świecie rumów premium. Tylko, zaraz… czy ten rum pretenduje do półki premium przy swojej cenie i butelkowaniu 1 litr? Czy może ma to być składnik koktajli, który z powodzeniem zastąpi (według mnie) wiele rumów typu spiced? I tu przechodzimy do smaku, który jest bardzo korzenny. Jest tu mieszanka: imbiru, gałki muszkatołowej, wanilii, cynamonu. Jest też dużo miodu i dużo tytoniu. Pomieszanie słodyczy i cierpkości. Jest też syrop melasowy. Bardzo słodko. Ale to przecież Worthy Park, a zatem… jest też nieco nafty dla odważnych. To nie jest rum, który pokocha każdy, ale idę o zakład, że pokocha go 99% barmanów. Bo on cudownie się będzie mieszał ze wszystkim co rześkie, ze wszystkim co owocowe, a i w piña colada się sprawdzi, choć to nie jest najlepszy kierunek. Ja bym go łączył z czymś bardzo rześkim, mojito, ale można śmielej sobie poczynać z cytrusami. Jeśli jedna pic go tak jak ja, kontemplacyjnie, to finisz nie jest długi, nie jest tak wytrawny, jak lubię w innych edycjach Worthy Park. Jest przyjemnie korzenny, słodki, dużo miodu i daktyli, wanilia i syrop. Nie czuć mocy. Zdradliwy, dlatego wspomniałem wcześniej dwa razy, ze to rum dla odważnych. Dobrze, że butelka jest litrowa, wystarczy jeszcze na kilka miłych spotkań. W Polsce w ofercie The Last Port.
Powiązane artykuły
Jeden z najbardziej charakterystycznych koniaków rodzinnego domu Jean Fillioux, produkowany w Domaine de La Pouyade […]
Wyjątkowa włoska brandy z rocznika 1989, destylowany z wina Trebbiano Romagnolo i dojrzewająca przez 28 […]
Wśród firm debiutujących w tym roku w konkursie Warsaw Spirits Competition jest destylarnia Hoegok 회곡양조장 z […]
Święta z Bon Ton? Przygotowaliśmy trzy rybne smaki wódek podane w oryginalnej formie. Żelazną rację […]
Pisco z doliny Mala w regionie Lima, produkowane z kupażu różnych odmian winogron. Winogrona macerują […]
Talgar-Spirt to jeden z najstarszych zakładów spirytusowych Kazachstanu. Początki przedsiębiorstwa sięgają 1886 roku, kiedy kupiec […]
Jack Daniel’s zaprezentował tegoroczną edycję Single Barrel Special Release — Coy Hill Rye. To pierwsza […]
Zabutelkowana z mocą 41% 1 października 2026 roku druga edycja okowity orkiszowej Dyssov. Ziarna eko […]