20 kwietnia w dawnej kotłowni zakładu „Koneser” odbyła się konferencja Muzeum Polskiej Wódki pt. „Etykiety, jakość, e-commerce w napojach spirytusowych” z udziałem: Karola Majewskiego, Krzysztofa Maurera i Andrzeja Szumowskiego. Reprezentowane były tym samym trzy najważniejsze narodowe trunki: nalewki, okowity i wódki. Debata skoncentrowała się na jakości i świadomości klienta, właściwie należałoby zorganizować trzy odrębne spotkania, bo każdy temat zasługiwał na dłuższą debatę, a w rezultacie zaproszeni goście nie mieli okazji nawiązać dyskusji, czasu wystarczyło jedynie na krótkie stanowiska i przedstawienie własnych postulatów.

Podejmując temat jakości i etykiet Karol Majewski zwrócił uwagę na brak definicji nalewki, jako odrębnej kategorii napojów spirytusowych. W rezultacie na jednej półce są alkohole komercyjne, Nalewka Babuni, Soplica i inne masowe produkty, z którymi konkurować maja nalewki wytwarzane rzemieślniczo.
– Definicja nalewki umocowana jest w ustawie winiarskiej. Jako wyrób na mocnym alkoholu nie jest sklasyfikowana. Nie ma woli politycznej, by nalewkę prawnie określić, gdyż ścierają się tu różne interesy. Duzi producenci sprzeciwiają się prawnemu określeniu, czym jest nalewka. Składałem w Ministerstwie Rolnictwa własne projekty definicji nalewki, zwracając uwagę na tradycję i jakość. Nie przeszło. Tradycyjnie nalewka jest jednak produktem maceracji i maturacji, moje leżakują minimum trzy lata, a niektóre nawet 18 lat – mówił Karol Majewski.
Mówiąc o jakości Karol Majewski zwracał uwagę na selekcję surowca. – Bardzo ważne są owoce i ich odmiany, mamy np. w Polsce 28 odmian wiśni i 49 odmian śliwki. Na nalewki z 28 odmian wiśni na nalewki nadają się dwie. Popularna łutówka zupełnie się nie nadaje, wciąga alkohol i nie oddaje smaku, ani aromatu. Ważny jest też czas zbioru. W sklepie często mamy owoce w połowie dojrzałe, a najlepsze są owoce spadowe. Przykładowo malina powinna być zbierana do godziny 16.00 i jeszcze tego samego dnia przerobiona, a następnego ranka już macerować w gąsiorach. Są smaczne i lubiane owoce, z których nalewki w ogóle się nie udają, np. czereśnie czy truskawki – mówił twórca marki Nalewki Staropolskie.
Surowiec decydował o definicji polskiej wódki, która może być robiona jedynie ze zdefiniowanych zbóż lub ziemniaków. – Dyskusja nad unijną definicją wódki zaczęła się w 2005 roku i wszystkie propozycje szły w kierunku narzucanym przez producentów z Zachodniej Europy, że wódka może być produktem z każdego surowca roślinnego. Nie wystarczyło nam sił, by przeforsować własną definicję wódki, ale od 2013 roku mamy definicję polskiej wódki, jako chronionego oznaczenia geograficznego – mówił Andrzej Szumowski, przyznając jednocześnie, że w przypadku nalewek wciąż brakuje woli politycznej, by zdefiniować czym jest ten trunek w świetle polskiej tradycji i kultury stołu.
Moderująca spotkanie Elżbieta Kwiecińska-Prysłopska, dyrektor generalna Stowarzyszenia Polska Wódka, przedstawiła plansze z najważniejszymi zagadnieniami konferencji. Według badań przeprowadzonych przez Instytut SW Research na zlecenie Stowarzyszenia Polska Wódka, w Polsce konsumenci najczęściej sprawdzają etykiety wędlin (54%), nabiału (54%) oraz mięs (53%). Etykiety alkoholi sprawdza zaledwie 18,9% kupujących.
Oczekiwania branży idą w kierunku poszerzenia cyfrowej informacji dla konsumentów. Jesienią 2021 UE uruchomiło platformę U-Label, gdzie producenci mogą umieszczać dodatkowe informacje o swoich produktach.
Polska jest jedynym krajem, w którym sprzedaż przez internet nie jest uregulowana, choć kanał ten szybko się rozwija.
– Jak robić dobrą edukację konsumenta, skoro mamy zakaz mówienia o mocnych alkoholach? Piwo można promować w reklamie publicznej, a my nie możemy nawet mówić o naszych wyrobach. Nie będzie świadomości wśród konsumentów jakości, jeśli nie będzie można o tym mówić. Oczywiście, jest szeroka świadomość owocu zakazanego, czyli łąckiej śliwowicy, ale to nie jest ten rodzaj promocji, o jaki chodzi producentom wysokiej jakości, powtarzalnych wyrobów – mówił Krzysztof Maurer.
– Ograniczanie możliwości mówienia o alkoholach to absolutna dulszczyzna. Jesteśmy jedynym krajem z pierwszej 30 najbardziej rozwiniętych krajów świata, który nie ma rozwiniętego systemu promowania własnych alkoholi. A brak uregulowania e-commerce dla alkoholi powoduje, że zakup takich produktów jak nalewki Karola Majewskiego, czy okowity Krzysztofa Maurera w wielu częściach Polski w ogóle nie jest możliwy – mówił Andrzej Szumowski.
Odnosząc się do informacji, że zaledwie niespełna co piąty konsument czyta, co jest na etykiecie alkoholu, Andrzej Szumowski zażartował: – To może dobrze świadczy o branży, najwyraźniej klient ma do nas zaufanie. Jeśli widzimy w sklepie kiełbasę z napisem 40% mięsa, to nabieramy wątpliwości, ale jeśli widzimy wódkę z informacją 40% alkoholu, to nikt się nie zastanawia nad proporcją wody i spirytusu.
Po debacie była degustacja i zwiedzanie Muzeum Polskiej Wódki.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Subskrypcja newsletter

Najnowsze wpisy wprost do Twojej skrzynki e-mail