Więcej wystawców i więcej ciekawych wódek przyniosła druga edycja Festiwalu Wódki i Zakąski. Kilku firm brakowało. Tradycyjnie nie było Wyborowej Pernod Ricard i CEDC z Żubrówką, ale też wystawców z roku poprzedniego, jak: M&P, Pravda, Longinus i kilku mniejszych. Za to było wiele nowości, w tym wódki z Rosji, Ukrainy i Białorusi, takie firmy jak Cerville, BZK-Alco czy Akwawit. Znacznie obszerniejszy wybór wódek pokazał Pinot (wraz z partnerami – Polugar czy Wódki Regionalne). Aż sześć stanowisk miał Stock.

Miejsce
Impreza odbyła się w dniach 19-20 października w nowym miejscu. Reduta Banku Polskiego to świetna lokalizacja w samym centrum miasta, w dodatku niemal naprzeciwko Muzeum Wódki, Domu Wódki i koktajl baru The Roots, które należą do tego samego właściciela, co Festiwal Wódki i Zakąski, i gdzie również odbywały się imprezy towarzyszące. Niestety, w praktyce okazało się, że to niefunkcjonalna rudera. Pozornie elegancka, ale już po kilku kwadransach można było mieć dość tych naznaczonych przez historię starych murów. W 1967 roku Michał Choromański napisał dość głośną wówczas powieść, z czasem zekranizowaną, „Schodami w górę, schodami w dół”. Tytuł ten miałem cały czas w głowie, wchodząc i schodząc z walizką ciężką od egzemplarzy „Aqua Vitae” po wysokich starych schodach. Trzecie piętro było na wysokości współczesnego szóstego piętra, a 20 kg w walizce ciążyło z każdym schodem coraz bardziej. Wystawcy musieli tak wnosić swoje stoiska, ekspozytory, butelki, gadżety. Restauratorzy musieli tarabanić się, żeby zainstalować kuchnie. Organizatorzy konferencji biegali spoceni. O emerytach i inwalidach nie chcę myśleć. Nie wiem, czy ktoś zleciał pijany z tych schodów i potłukł się podczas imprezy, jeśli nikt nie zleciał i nikt nie skręcił kostki, to chwała Bogu, ale bynajmniej nie chwała organizatorom, że wybrali tak niefunkcjonalne miejsce. Bez windy towarowej instalować targi? Według mnie to ekstrawagancja na miarę wyobraźni Choromańskiego. Nowe miejsce, czyli to, co miało być atutem, za grosz się nie sprawdziło.

Zakąski
W tym roku organizator jakoś wybrnął z problemu, wręczając w cenie biletu żetony. Na napoje, na przekąski słone i słodkie. Po korytarzach chodziły uśmiechnięte hostessy i oferowały przekąski (bo raczej nie zakąski jednak). Były to dania nieco monotonne – kabanosy, ogóreczki, suszone owoce, ale to rozwiązanie było i tak dużo lepsze, niż obarczanie wystawców koniecznością serwowania zakąsek. Rok temu wyglądało to jak atak szarańczy, kiedy Finlandia wyciągała talerze z tartinkami i tłum leciał, żeby je pożreć, nie bacząc na zasady dobrego wychowania. Teraz była kultura. Targ Zakąsek chyba nie wypalił, w każdym bądź razie tam przez większość czasu było pusto, bo ceny niezbyt atrakcyjne i mały wybór, bigos za 15 zł. Szkoda, bo przecież tylu dobrych i utytułowanych restauratorów się przy tym trudziło. Gdyby pani Małgorzata Marchewka, szefowa kuchni w Folk Gospodzie, wystawiła swój chleb ze smalcem, to pewnie byłoby z tego dużo więcej radości dla odwiedzających. Podsuwam ten pomysł organizatorom na następny rok – chleb ze smalcem i ogórek w cenie biletu!
Co do wystawców, jak ktoś chciał się wyróżnić zakąską, to potrafił. Na stoisku ukraińskiej Grupy Bayadera był serwowany chleb ze słoniną i świetne ogórki, przygotowane przez ukraińską restaurację Kanapa. Była zatem także bezpłatna alternatywa dla przekąsek serwowanych za żetony.
Wciąż jednak temat zakąsek traktowany jest zdecydowanie w cieniu wódki.

Program towarzyszący
Bardzo interesujący. Szkoda, że wydarzenia na samej górze bez windy. Ja dałem za wygraną i po pierwszym spotkaniu doszedłem do wniosku, że to dla mnie jednak za wysoko. Żałuję. Na samej górze była wystawa z kolekcji przedwojennych pamiątek po Casimirze J. Koszarskim – największym importerze polskich alkoholi do USA przed II wojną światową. Gratka głównie dla kolekcjonerów miniaturek.
Na festiwalu można było spotkać takie legendy polskiej wódki, jak Elżbieta Gołdyka (na stoisku U’Luvką) i Waldemar Durakiewicz (na stoisku Chopina), gości z zagranicy, właścicieli destylarni, ambasadorów marek. Warsztaty poświęcone tworzeniu nalewek prowadził mistrz Karol Majewski. Było wiele interesujących spotkań o historii wódki, historii koktajli, o kulturze zakąszania. Dobrze, że część z tego odbywała się na parterze, na scenie głównej, i była dobrze słyszalna także na piętrze.
Na parterze można było podziwiać pokazy flair i śledzić zmagania barmanów, startujących w Bar Masters Challenge.
Prawdziwą gratką był targowy sklep, z cenami… oszałamiającymi. Unikatowe wódki można było kupić nawet za 30% ich kolekcjonerskiej wartości. Na stoisku Domu Wódki można było wygrawerować na butelce pamiątkową sentencję.
Jednym z punktów programu festiwalu było promowanie kultury „zero waste”, czyli ograniczenia odpadów i redukcji zużycia plastiku. Wielu wystawców chyba jednak nic o tym nie wiedziało, co gęstsze i słodsze trunki nalewano, tradycyjnie, do plastikowych naczynek. A i żetony na napoje i przekąski były plastikowe.

Wódki
Crème de la crème imprezy, czyli to, co sprawia, że drugą edycję festiwalu uważam za udaną. Dużo dobrej wódki, do tego likiery i nalewki, czyli tradycyjny partner polskiej wódki. Świetna atmosfera zabawy i poczucia wspólnoty wystawców i odwiedzających. Niektóre pomysły marketingowe mogły budzić zdziwienie (lodowy posąg gołej baby, której wódkę wlewano z butelki do ust, a pobierało się do kieliszka schłodzoną prosto z pipy), ale na ogół się podobały. Na piętrze stoiska były mało zróżnicowane, ale bardzo dobry katalog targowy pozwalał wszystko szybko znaleźć. Na dole była rzeczywiście elegancja. Ładne dziewczyny, pokazy virtual reality, wysokiej klasy wódki. Tu można było spróbować U’Luvką i limitowanych edycji Młodego Ziemniaka, czy edycji Belvedere Smogóry i Bartężek. Ciekawe stoisko multimedialne miał tu Amundsen, poza tym najbardziej luksusową przestrzeń zagospodarowały wódki: Finlandia, Saska i Stock Prestige.
Na drugim poziomie Stock witał wchodzących z Orkiszem – wódką i chlebem. Dom Wina serwował pełną ofertę swoich wódek, z Paloną na czele. Część wystroju stoiska stanowiły dyplomy dopiero co zdobytych medali w konkursie Warsaw Spirits Competition. Mieli się czym chwalić. Stoisko dalej – znowu Stock i Żołądkowa Gorzka, z rozgrzewającymi koktajlami na bazie Żołądkowej. Obok rozstawił ofertę Pinot. Bardzo dużo nowości. Dwa nowe Polugary – okowita gruszkowa i nalewka malinowa. Poza tym na miejscu do spróbowania wszystkie Polugary i maestro Mariusz Nowak, szef destylacji, opowiadający o tym jak one powstają. Były też napitki regionalne, z bimbrem o mocy 60% na czele. Zajzajer w stylu góralskim, ma uderzać do głowy, nie smakować. Były tu jednak też bardzo eleganckie wódki, choćby szwedzka linia Purity, Koskenkorva, hiszpańska Abyssal, francuskie Mont Blanc, Froggy B Organic, wódki rosyjskie z najwyższej półki, a do tego jeszcze fińskie likiery. Kolejne stoisko zajęły Toruńskie Wódki Gatunkowe, zdobywca wielu złotych medali w konkursie Warsaw Spirits Competition, prezentujący m.in. nowość w ofercie (już trzy medale, w tym dwa Double Gold) – Wódki Jednorodne oraz inną nowość – Toruńską Dereniową. Na stoisku Toorank można było spróbować takich wódek jak: Miodula Prezydencka, Spitzberg, Korona Polska, a także likierów, nalewek i whisky. Nowością była nalewka truskawkowa. Naprzeciwko Targu Zakąsek prezentował swoje nalewki Karol Majewski, a obok Dom Wódki, ze znakomitą, bardzo aromatyczną wódką z maceratem dzikiego chrzanu.
W kolejnym korytarzu ustawiono dwa rzędy stoisk. Dystrybutor, firma Ice-Full, przedstawił m.in. rosyjskie wódki Legend of Kremlin, o których opowiadała obecna na stoisku Eketerina Egorova, wódki białoruskie z linii Karafka czy holenderskie – 3 Kilos, w efektownych ciężkich flaszach przypominających wielkie sztabki złota i srebra. Po sąsiedzku Bayadera Group z Ukrainy, z własnymi zakąskami, obsługą barmańską i wódkami Rada (trzy wersje), i Khlebnyi Dar (trzy wersje). Dalej prezentowała się luksusowa wódka z Rosji, Taiga Shotf, oferowana przez Cerville. Za ekspozycję posłużyły złote medale zdobyte podczas konkursu I Warsaw Spirits Competition. Na stoisku z wódką Krakus obsługa prezentowała się w krakowskich strojach, rozdawano lusterka z logo wódki, i serwowano lubianą od lat, a ostatnio nagrodzoną w Warszawie wódkę oraz jej nowe warianty smakowe – malinę i gruszkę. Regionalnych wódek i nalewek można było spróbować na stoisku Old Polish Vodka, gdzie obecny był prezes firmy, Dariusz Pacewicz. Obok eleganckie stoisko pełnej kolekcji wódek Beluga.
Kolejny rząd stoisk to debiutujące rok temu na rynku polskich alkoholi BZK-Alco. Nowości – linia nalewek Magnat, wódka Wataha, ale też pozycje już wcześniej znane – wódki czyste Björn i Senator Komorowski oraz likiery z linii Senator Komorowski. Następnie Diageo z markami Cîroc i Ketel One. Wódki Khortytsa i ich dystrybutor, firma Orbico. Tutaj stanęła budząca emocje lodowa naga piękność, którą pojono wódką od góry, a chłodzono kostkami lodu od dołu. Ta zimna kobieta okazała się być nie tylko dobrym kompanem do wódki, ale też ulubioną modelką, więc było to najczęściej fotografowane stoisko na festiwalu.
Większość wódek na stoiskach oferowanych było bezpłatnie. Były jeszcze miody pitne, stoisko z wyrobami szklanymi Krosna, stanowisko z kawiorem i ostrygami.
Było w czym wybierać i po kilku godzinach można było nawet przyzwyczaić się do biegania po schodach, w górę i w dół, bo przecież ciągle gdzieś coś się ciekawego działo.

Powiedzieli nam

Elżbieta Gołdyka, o pracy nad wódką U’Luvką
– W 2005 roku zostałam wybrana do stworzenia receptury wódki U’Luvką. To był trudny czas dla polskiej wódki. Pamiętajmy, że przez lata po wojnie był Polmos, a w nim 25 różnych przedsiębiorstw. Byliśmy grupą, wszyscy robiliśmy te same wódki: Wyborową, Luksusową, Żubrówkę. Już po rozpadzie centrali Polmos, do 1999 roku, nadal wszystkie receptury były wspólne, co nie ułatwiało konkurencji. Był to najgorszy okres w historii polskiej wódki. Kiedy przystępowałam do prac nad U’Luvką, pracowałam jeszcze w Zielonej Górze. Nasz zakład przejął wówczas szwedzki inwestor, grupa V&S.
Właściciel marki U’Luvką chciał, aby wszystkie składniki były pochodzenia polskiego. Od początku do dzisiaj zajmuję się przy tej wódce wszystkim, co dotyczy produkcji, zaczynając od wody i spirytusu. Było kilka eksperymentów, m.in. z filtracją węglową, zanim powstała obecna receptura. W tym czasie Szwedzi przestali być właścicielami zakładu w Zielonej Górze. U’Luvką przez pewien czas była rozlewana w Szczecinie, a potem wraz ze mną trafiła do Wrocławia, gdzie do dzisiaj ją zestawiamy w zakładach Akwawit-Polmos.
U’Luvką powstaje z czterech zbóż. Każde zboże niesie inne walory. Żyto jest męskie, zdecydowane. Pszenica, jęczmień i owies dały łagodność i harmonię. Nie chciałam zrobić neutralnej wódki, ale wódkę o charakterystycznym smaku. Powstaje w jednej gorzelni. Bardzo ważna jest woda. Filtracja jest bardzo delikatna, bez udziału węgla, który spłaszcza aromat i wyostrza smak. Tutaj ostrość pochodzi wyłącznie z żyta. Zboża są z Wielkopolski. Symbol U’Luvką symbolizuje harmonię i dobrą energię.

Waldemar Durakiewicz, o koncepcji Młodego Ziemniaka
– Gdy tylko Polmos Siedlce kupił gorzelnię rolniczą w Krzesku, i kiedy spróbowałem rolniczego spirytusu, już wtedy wiedziałem, że można robić unikatowe wódki, które będą różne w zależności od wykorzystanego surowca. Oczywiście, to były dawne czasy, wtedy na takie wyraziste alkohole w ogóle nie było zapotrzebowania. Wódka miała być gładka, delikatna, najlepiej bez smaku. Czasy się jednak zmieniły i ludzie dorośli do rzeczy, które się smakuje, a nie pije żeby pić. Ja w Krzesku cały czas eksperymentowałem. Najpierw z różnymi zbożami, potem dopiero odkryłem bogactwo aromatów ziemniaka. Teraz mam ten komfort, że mamy własne ziemniaki, własną gorzelnię i możemy cały czas tworzyć coś nowego. Nawet bardzo limitowane serie, powiedzmy dla wybranej restauracji, jak Młody Ziemniak z odmiany volare dla restauracji Elixir – Dom Wódki. Nigdy jednak nie przestanę eksperymentować. Ostatnio przedestylowaliśmy w Krzesku groch. Proszę mnie nie pytać, czy zrobimy z grochu wódkę, nie wiem jeszcze. Na pewno da się to zrobić, a czy będzie smakować? Zanim coś wypuszczamy na rynek, zawsze długo zastanawiamy się, czy warto. Bo nie wystarczy robić rzeczy innowacyjne, czy dziwne, trzeba robić takie, które ludzie docenią.

Eketerina Egorova, o wódce Legend of Kremlin
– Kształt butelki, godło Rosji, specjalne opakowanie w kształcie starej klasztornej księgi, a i sama nazwa mają zwracać uwagę na historyczne korzenie rosyjskiej wódki. Nasza legenda mówi o średniowiecznych mnichach z klasztoru niedaleko Moskwy, którzy za murami cerkwi wyrabiali wódkę. Być może jest to tylko legenda, ale współcześnie na świecie jest tyle wódek, że dobrze jest mieć za sobą jakąś historię do opowiedzenia. Wódka Legend of Kremlin powstała piętnaście lat temu. Od piętnastu lat każdej partii dogląda ta sama osoba, nasz master distiller. Mamy własne ujęcie wody. Spirytus powstaje z ozimej pszenicy, ale to nie jest cała tajemnica smaku tej wódki. Dodajemy także w procesie fermentacji niewielkich ilości gotowanych płatków zbożowych – jęczmień, żyto i owies. Potem następuje złożony, pięcioetapowy proces filtracji, m.in. przez węgiel brzozy, srebro i piasek kwarcowy. To dało wódce Legend of Kremlin jej gładkość.

Aqua Vitae rekomenduje
Najciekawsze nowości festiwalu

Pozycja Marka Gatunek Kraj Ocena
1 Elixir z Dzikiego Chrzanu 2018 Wódka smakowa Polska 95
2 Wódka Jednorodna Jęczmienna Wódka czysta Polska 94
3-4 Legend of Kremlin Wódka czysta Roska 93,5
3-4 Khortytsa Structured Wódka czysta Ukraina 93,5
5-7 Polugar Malina Okowita Rosja 92
5-7 Chopin Family Reserve Wódka czysta Polska 92
5-7 Rada Respect Wódka czysta Ukraina 92
8 Polugar Grushevshyi Okowita Rosja 91,5
9 Chopin Vintage Arielle 2013 Okowita Polska 91
10 Chopin Tribute Edition Wódka czysta Polska 90,5
10 Wataha Wódka czysta Polska 90,5
Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Subskrypcja newsletter

Najnowsze wpisy wprost do Twojej skrzynki e-mail