Najnowsza książka Tomasza Prange-Barczyńskiego mówi o tym jak łączyć potrawy z winem i wina z potrawami. Wbrew pozorom nie jest tym samym dobierać wino do dania, co potrawę do butelki. A im lepsza butelka w domowych zasobach, tym bardziej istotny robi się dylemat, co podać by to jednak wino, a nie potrawy były bohaterem wieczoru. Tomek radzi zatem i tak, i tak, by dopasować temat do okazji i nastroju biesiadujących.
Tomek zebrał wiele bardzo cennych przemyśleń, budowanych na podstawie kart dań i kart win, swoich podróży i degustacji. Niestety, wiedza ta nie została dość przejrzyście posegregowana przez redaktora i wydawcę, przez co wcale nie jest tak łatwo znaleźć proste porady do pary. Wystarczyłby czytelny podział na dwie części – Co do wina… i Jakie wino do…, a wewnątrz każdej części na wzór leksykonów alfabetycznie przedstawione wina/szczepy i potrawy/przyprawy. Niby tak jest, ale nie do końca, bo niepotrzebny bałagan wprowadzają dodatkowe rozdziały, które mają np. przyporządkowywać dania/wina do polskiej kuchni i do polskiej winnicy. Brak dobrej redakcji sprawia, że czytelnik od razu czuje, że dostał zbiór notatek autora z różnych okresów, robionych przy różnych okazjach, zapewne często na marginesach kart win i restauracyjnych menu. Jeden z tytułów podrozdziałów – „karty rozproszone”, dobrze oddaje charakter całości. Szkoda. Pomysł był świetny, dużo bardzo ciekawych informacji i wiedzy, ale rozproszony chaos obniża użyteczną jakość dzieła.