Wzrost liczby wystawców o 7% raportują organizatorzy targów ProWein, które odbyły się w Düsseldorfie w dniach 15-17 marca. Była to 22. edycja imprezy. Wystawiało się 5970 firm z 50 krajów, targi odwiedziło 52 tys. osób. Odbyło się ponad 300 specjalnych sesji degustacyjnych, nie licząc degustacji przy stoiskach. W pawilonie nr 12 bardzo licznie zaprezentowali się producenci mocnych alkoholi, w tym firmy z Polski: AWW, Polanin, Piasceki, Bartex-Bartpol, Dictador (dystrybucja rumów), na zagranicznych stoiskach promowane były polskie marki – Miodula, wódka Sobieski, miodowy Krupnik czy wódka Wisent na trawie żubrowej.


Katalog wymieniał 256 producentów spirytualiów m.in. z: Niemiec, Austrii, Szwajcarii, Francji, Holandii, Belgii, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Włoch, Hiszpanii, Portugalii, Grecji, Szwecji, Czech, Litwy, Ukrainy, Rosji, Mołdawii, USA, Meksyku, RPA, Indii, Chin, Japonii i Polski. Spróbować tego wszystkiego nie dałoby się degustując do utraty tchu przez miesiąc, a co dopiero przez trzy dni. Myślę, że pokazano co najmniej 5000 marek mocnych alkoholi, z czego ok. 20% stanowiły premiery. Część wystawców prezentowało się na stoiskach narodowych – grappy można było próbować w pawilonie włoskim, destylatów owocowych w pawilonie austriackim, armaniaków i kalwadosów we francuskim, brandy de Jerez w hiszpańskim, bogaceiry w portugalskim, tequili czy bourbona w ramach ogromnej prezentacji krajów zamorskich, jak je staromodnie określono. Niestety, mam świadomość, że wiele rzeczy pominąłem, ale tak jest każdego roku… Po trzech dniach degustowania i wyławiania nowinek wyjeżdża się z poczuciem przesytu by potem już w domu poczuć niedosyt i żal za rajem utraconym.

Wódki
Postanowiłem podzielić swój rekonesans na różne rodzaje alkoholi, pierwszego dnia koncentrując się na wódkach i ginach. Jest coraz więcej dobrych wódek z krajów, które nie mają wódczanej tradycji – przede wszystkim z USA, ale też z Hiszpanii. Oczywiście od dawna znakomite wódki robi Francja, teraz do elity zaczynają dołączać Niemcy. Wciąż na świecie prym wiodą Polska, Rosja i Ukraina, ale na ProWein nie było dużych marek jak: Wyborowa, Smirnoff czy Nemiroff.
Firma Polanin ze Środy Wielkopolskiej prezentowała wódki, które robi na zamówienie swoich zagranicznych odbiorców. Są to najwyższej klasy alkohole, obsypywane medalami na wielu konkursach. Co ciekawe, np. ich wódkę z destylatów zbożowych i jabłkowych oferowaną jako Untamed Irish Vodka przez producenta whiskey Wild Geese, można było znaleźć… w pawilonie zamorskim, na stoisku NYIWC – nowojorskiej imprezy przyznającej nagrody dla najlepszych alkoholi roku, gdzie prezentował ją Adam Levy, „alcohol professor”, jak się tytułuje ten amerykański propagator alkoholi z całego świata. Tu zresztą spróbowałem najlepszej według mnie nowej wódki jaka była pokazywana na tegorocznym ProWein – jest to marka Snō, robiona w Kolorado z trzciny cukrowej. Producentem jest firma J&L Distilling, ma aromat dymu z ogniska oraz rzepy, jak powiedział Adam Levy – jest to zapach Kolorado i Luizjany – w ustach potężna, wyrazista, bynajmniej nie słodka.
Bogatą kolekcję wódek prezentowała firma Bartex-Bartpol z Nowego Tomyśla, kolejny raz wystawiali swoje marki Vodka.pl (bardzo przyjemna, delikatna jest wersja żurawinowa) oraz Tur (m.in.: gruszkowy, cytrynowy, na trawie żubrowej). Po sąsiedzku wystawiała się firma AWW z Kalisza. Tu premierowo mogłem spróbować dwóch produktów naprawdę wysokiej klasy, które powinny zostać docenione przez polskich konsumentów, są to maderyzowane wódki: Aqua Vitae Splendor (z dodatkiem 30-letniej okowity odleżakowanej w dębowych beczkach) i Gorzałka Jubileuszowa 18YO, także z dodatkiem okowit.
Bardzo dobre wrażenie zrobiła debiutująca Wodqa, która powstaje w małej destylarni w Düsseldorfie, pszeniczna, nie filtrowana, w ustach nieco goryczy, nieco drewna. Według Raimunda Schmelzera, współtwórcy Wodqa, smak zawdzięcza ujęciu wody z górskiego potoku, choć moim zdaniem bardziej brak filtracji wpłynął na to, że jest tak wyrazista. Może to jest jakiś kierunek? Warto dodać, że ma niecodzienne opakowanie – metalową puszkę jak takie do farb.
Co do filtrowania, to jednak wciąż dominuje węgiel drzewny, zwłaszcza w wódkach rosyjskich. Coraz częściej używa się filtrów świecowych, które są obojętne dla ostatecznego smaku. Ale nie brakuje też oryginalnych konceptów jak filtrowanie przez bursztyn. Jedną z najlepszych jakościowo wódek na ProWein była filtrowana przez srebro bardzo łagodna estońska wódka z najwyższej półki – Hobe. Urzeka waniliową słodyczą ziemniaczana wódka z Finlandii – Christiana. Odkryciem była dla mnie Borschëvka – rosyjska wódka z pszenicy i żyta o smaku… barszczu. Oferowana w trzech wersjach, idealna wódka do obiadu. Według mnie była to najlepsza smakowa wódka na tegorocznym ProWein. Jednocześnie odnoszę wrażenie, że producenci wódek odchodzą od słodkich smaków i od trunków, które z racji ich mocy czy zawartości cukru, należałoby lokować na półkach z likierami. Daje się zauważyć przeciwna tendencja do tej obserwowanej od dwóch lat na polskim rynku – raczej nowe wódki, niezależnie czy czyste, czy smakowe, trzymają moc 40%, nie obniża się ich mocy. Wódka staje się trunkiem klasy Premium, nie tylko poszczególne marki – ale wódka jako trunek. Na światowe salony wkracza też ziemniak, przez lata traktowany jako coś gorszego niż zboże. Pojawia się także coraz więcej prób maderyzowania wódek lub przechowywania w dębowych beczkach. Powiem szczerze, poza tym, co pokazała AWW, wszystkie tego typu zagraniczne eksperymenty są wciąż na poziomie, któremu bardzo daleko do choćby najmłodszej, dziesięcioletniej polskiej Starki. Stosowanie czipsów dębowych daje efekt koszmarny, ale wlewanie czystej wódki do beczek po bourbonie jest chyba jeszcze gorsze.
Jeszcze jako ciekawostkę odnotujmy wódkę zestawianą w Polsce dla hiszpańskiego producenta, prezentowaną w pawilonie hiszpańskim obok brandy de Jerez – Wolny. Powstaje w małych partiach i jest zupełnie przyzwoita, znacznie lepsza niż inna wódka w portfolio tej samej hiszpańskiej firmy – Kravna. Tu też warto przypomnieć moje odkrycie ubiegłorocznych targów ProWein, a w tym roku również promowaną, wódkę Krova, zestawianą w Hiszpanii przez Baveland ze spirytusu z Leszna.

Giny
Tu wybór jest ogromny. Już powszechnie mówi się o renesansie ginu, czy nawet szerzej – o tym, że gin niedługo powtórzy sukces whisky. Moim zdaniem jak najbardziej na to zasługuje. Nowoczesne giny są tak zróżnicowane, mają tak wiele aromatów, że mogą szukać uznania wśród najbardziej wybrednych koneserów. Powstają blogi o ginach, zaczynają się ukazywać książki o ginach, wizerunek taniej tandetnej wódy doprawionej jałowcem odszedł już w zapomnienie. Nawet niemieckie jałowcówki wacholder nabrały łagodności i aromatów. Jednocześnie mamy tu dwie główne tendencje – wzbogacanie ginów typu London Dry o dodatkowe zioła, skórki owoców, czasami kwiaty czy nawet korzenie, a także powrót do dawnych tradycji i produkcja silnie zbożowych, wręcz słodowanych ginów w typie holenderskiego genever.
Wydaje się także, że Anglia pozostaje w tyle tych innowacji. To już więcej ciekawych ginów powstaje w Szkocji, niż w okolicach Londynu. Najciekawsze pomysły zdają się jednak przychodzić z Hiszpanii i Francji, choć na ProWein także Włosi pokazali kilka ciekawych produktów, a gin był właściwie wszędzie, nawet na stoiskach producentów z Mołdawii.
Wymienię tylko giny według mnie najlepsze z prezentowanych nowości. Absolutnie zachwycił mnie francuski Laclie-Fréres Unfiltred Batch Distilled. Styl holenderski, w ustach dużo ziarna, dużo słodu oraz igliwie. Właściwie nie ustępował mu, po prostu był inny, też wspaniały, gin włoski Bordiga Occitan Dry o aromacie tymianku, w ustach czuć kardamon i jałowiec, cudownie słodki i ziołowy. Podobno odtworzono recepturę najstarszego włoskiego ginu z 1888 roku, a tymianek pochodzi z Alp. Ta sama firma pokazała kilka wersji ginów smakowych (np. z płatkami róży, z aromatem wędzonym), ale też tradycyjny i bardzo udany Bordiga Dry Small Batch.
Z własnym ginem zadebiutował szwajcarski Xellent, producent jednej z najlepszych na świecie wódek. Ich Xellent Swiss Gin nie jest tak udany jak wódka, ale warto poświęcić mu uwagę – ma bardzo kwiatowy aromat, głównie bzu. Czarny bez zdominował też nowy produkt Wennekera, ich bardzo elegancki Elderflower Dry Gin. Z kolei szafran jest głównym aromatem szkockiej nowości od Duncan Taylora – Indian Summer Suffron Infused Gin.
Inna tendencja to finiszowanie ginu w różnych beczkach na wzór whisky – od smolistych beczek z Islay po słodkie po sherry. Nie bardzo mi to odpowiada, ale chyba zwyczajnie trzeba poczekać, aż takie produkty wyjdą z fazy eksperymentalnej. Na razie są co najwyżej wypijane. No i łączenie ginu z dziwnymi aromatami, już nie tylko limonki, pomarańcze, grejpfruty, cytryny, te są na porządku dziennym od wielu lat, ale też takie dziwolągi jak gin z maceratem truskawek czy wspomniany z płatkami róży. To próba wyjścia z ofertą w stronę kobiet, ale też poszukiwanie nowych formuł dla koktajli na bazie ginu.
Bardzo ciekawą ofertę (w tym truskawkowy) pokazała hiszpańska marka Rives. Najbardziej mi odpowiadały ich Rives Special Gin oraz Rives 1880, pierwszy bardziej cytrusowy, drugi ostrzejszy, w stylu London Dry. Inne wybijające się w tym oceanie ginu zaprezentowane marki to: niemiecki Albfink Gin Aged (starzony w beczce), hiszpański BR Essential oraz angielski Tangara, o złożonym smaku wielu ziół.
Marką samą w sobie od lat już jest francuski Citadelle Gin. Jego edycja Reserve jest co roku wypatrywana przez koneserów, co roku to bowiem zupełnie inne wariacje mistrza destylacji. Dla mnie edycja 2014 jest mniej udana niż 2013, ale to rzecz gustu. Jest tu dużo słodyczy – kwiaty i lukrecja, ale też las – drewno i igliwie, słodycz w finiszu. Świetna rzecz, dla mnie to najbardziej wyczekiwany gin każdego roku.

Koniaki
Drugiego dnia targów skoncentrowałem się na winiakach i rumach. Zacząłem od najbardziej szlachetnych koniaków, a że było ich wyjątkowo dużo w tym roku (w przeciwieństwie do poprzedniego), więc starałem się wybierać te, których ceny na półkach zaczynają się od tysiąca euro, na które nie byłoby mnie zwyczajnie stać.
Bardzo silnie zaprezentowali się wytwórcy z regionu Grande Champagne. Szczerze mówiąc, nie przepadam za tymi ciężkimi, tytoniowo-dębowymi smakami jakie prezentuje region. Winogrona Ugni Blanc, a prawie w 100% one są wykorzystywane w Grande Champagne, są mało aromatyczne. No, ale to rzecz gustu. Na pewno wydarzeniem była premiera oferty trzech bardzo luksusowych koniaków D’Aincourt, firmy działającej od 1848 roku, ale dotąd sprzedającej swoje eau-de-vie tylko do kupaży wielkich producentów. Teraz pokazali, co mają we własnych piwnicach, a najdroższa wersja (ok. 1200 euro) D’Aincourt Premier Cru zawiera destylaty nawet ponad stuletnie. Wszystkie te koniaki są bardzo typowe dla regionu Grande Champagne. Zupełnie nową ofertę koniaków z tego regionu pokazała też firma J. Dupont, wypuszczając wersje XO: Art. Nouveau i Art. Deco, obie dla miłośników cygar jak sądzę po smaku.
Dla mnie absolutnie najlepszym koniakiem tegorocznego ProWein, a chyba też najlepszym alkoholem jaki próbowałem na targach, był Croizet Single Vintage 1975 Grande Champagne. Unikatowa edycja, tylko 175 butelek, choć z Grande Champagne to w ustach zaskakująco słodki, delikatny, o aromacie niemal śliwkowym. Cena – ok. 1000 euro. Ten sam producent ma również bardzo przyzwoity, ale już typowy dla regionu, koniak Croizet Extra Grande Champagne.
Pozostając jeszcze w mateczniku koniaku, nie można pominąć luksusowego Hardy XO Noces d’Or, który wyróżnia się ciepłym aromatem rodzynek i suszonych owoców.
Sympatyczny Prunier Family Reserve Fine to już łagodniejsze nuty, tu mamy mieszankę Grande i Petite Champagne, destylaty liczące 25-50 lat. Świetny koniak w starym stylu – w nosie aromaty: brzoskwiń, dębu, tytoniu, miodu, w ustach – dużo tabaki, w finiszu egzotyczne owoce i nuty zwęglonego drewna.
Dobre wrażenie zrobił wcale nie tak drogi i nie tak nobliwy (mieszanka eau-de-vie 10-20 letnich) St. Rob Extra, produkowany w wiosce St. Rob. Tu mamy winogrona z regionów Fins Bois i Borderies, a więc lekkość i finezja – w nosie kwiatowy, w ustach słodka herbata, nutki orzeszków ziemnych. Z kolei Bowen Extra jest dobrym przykładem jak przyjemnie łączą się ciężkie tony Grande Champagne z fiołkowymi aromatami Borderies – rozpływa się w ustach przyjemną miodową słodyczą.
I wreszcie dwa niezwykle sympatyczne koniaki od pana Michela Dobbé. Są to koniaki zestawione z eau-de-vie z Petite Champagne i Fins Bois. Aromat dobrej kawiarni – herbata, kawa, cynamon, orzechy, figi, ciasteczka, ale też zioła, miód. Zarówno Dobbé XO Extra jak i Dobbé XO Grand Century prezentują się świetnie, są dobrze odleżakowane w beczkach z dębu z Tronçais. – Żona jest mistrzem destylacji – mówi pan Michel Dobbé. – A tak bogaty efekt aromatyczny uzyskuje dzięki temu, że pozostawia to destylacji osady drożdżowe.

Armaniaki i brandy
Przyznam, że na armaniaki, które były rozsiane po pawilonie francuskim, w tym roku nie wystarczyło mi czasu. Cztery najlepsze jakie spróbowałem to: Marquis de Sauval XO, Darroze 50YO, Darroze 1975 Domaine de Tillet i Darroze 1962 Chateau de Gaube. Zatrzymam się przy tym ostatnim, bo to jeden z najlepszych (a może najlepszy?!) armaniak jaki dotąd miałem w ustach. W 100% złożony jest z winogron szczepu baco, 52 lata spędził w czarnym gaskońskim dębie, zabutelkowany został w 2014 roku. W nosie i ustach bardzo dużo bakalii, rodzynki, morele, gorzka czekolada. Finisz potężny, dębowy. Obok koniaku Croizet Single Vintage 1975 to najlepszy produkt ProWein 2015. A miałem okazję rozmawiać o tym armaniaku z samym Marcem Darroze, który odpowiada za dobór destylatów do edycji rocznikowych i skład blendów. Jak mi powiedział, współpracują obecnie z 43 małymi dostawcami eau-de-vie, więc trudno mówić o profilu smakowym firmy Darroze. To po prostu smak Gaskonii.
Z destylatów z winogron właściwie niewiele było rzeczy wybitnych. Na pewno należało do nich Fine Bourgogne z domu Jacoulot. Aromat słodki, dojrzałych winogron, rodzynki i miód, w ustach słodycz, finisz to miód i dębina. – Jesteśmy z tego trunku szczególnie zadowoleni – mówi Philippe Vançon, który prowadzi firmę Jacoulot razem z żoną, Anne Pascal. – To dwadzieścia lat w beczkach po burgundzkich winach. Destylowane w kolumnie wino z pinot noir – zdradza właściciel.
Z brandy de Jerez odnotować można trunki Marques del Real Tesoro Gran Reserva i Canvidada de Baco Gran Reserva. W obydwu przypadkach słodki aromat, w ustach miód, rodzynki i dębina. Leżakowały oczywiście w beczkach po sherry.
Bardzo przyzwoitą ofertę winiaków zaprezentowała Mołdawia. Ich trunki są słodkie, nasycone dębem, często z nutą tabaczkową, zawsze dużo rodzynek. Warto odnotować m.in. Kvint XO Tiraspol, który spędził w dębie 15 lat oraz starsze produkty z winiarni Bardar z miasteczka Ialoveni, o głębokim smaku gorzkiej czekolady, zwłaszcza w wersji piętnastoletniej. – Winiarnia powstała w 1929 roku, ale obecnie poza winami wytwarzamy brandy i destylaty owocowe – mówi prezes firmy Bardar, Boris Duca. – Nasze brandy są słodkie, z nutą wanilii, kwiatów, cynamonu, jest to smak, który szczególnie odpowiada klientom w Mołdawii.

Rumy
– Mam nadzieję, że bliski jest dzień, kiedy dobre rumy zostaną w Polsce docenione – mówi Maciej Kaczorowski, reprezentujący na niemieckim rynku m.in. markę Centenario. Podpisuję się pod tym całkowicie.
Trzeba przyznać, że podobnie jak w roku poprzednim, najbardziej widoczną marką był Dictador, a to za sprawą polskiego współwłaściciela, firmy z Katowic, która robi znakomitą pracę dla popularyzowania rumów. Kolumbijski rum Dictador to najwyższa światowa klasa, słodki, głęboki. A ofertę uzupełniają bardzo oryginalne giny. Na stoisku Dictadora tradycyjnie były najpiękniejsze kobiety, miało też jedną z najciekawszych aranżacji w pawilonie 12.
Rumy to tradycyjnie Karaiby, ale coraz więcej własnych produktów pokazują firmy z Francji i Hiszpanii, i to nie koniecznie w oparciu o destylaty sprowadzane zza oceanu, bo uprawy trzciny cukrowej i produkcja rumu odbywa się też np. na Wyspach Kanaryjskich. Trzeba jednak przyznać, że to są nieśmiałe próby. Inna nowinka, to rumy finiszowane w różnych beczkach, jak whisky. I to nie tylko po sherry, bo to było już dawno, ale też np. po koniaku, bourbonie czy… właśnie po szkockiej whisky. Efekty bywają różne, beczka po sherry dodaje trunkowi krągłości i aromatów, ale zaskoczyło mnie jak fajny efekt daje pierwszy raz napełniona beczka po bourbonie. Firma Pierre Ferrand potrafi natomiast robić cudowne rumy finiszowane w beczkach po koniakach, ich seria Plantation to obecnie jedna z najciekawszych ofert, stanowiących przegląd najlepszych rumów z całego świata.
Gdy mówimy o rumie, musimy zdać sobie sprawę z tego jak różne są jego style. Mamy styl francuski, o silnym smaku i aromacie przefermentowanej trzciny cukrowej, na targach znakomicie reprezentowany przez np. rumy z Martyniki (wspaniałe Rhum J.M. Multimillesime 2003-2004-2005, a zwłaszcza Rhum J.M. 50%) i Guadelupy (np. znakomity Rhum Clement Cuvée Special XO czy nowa edycja potężnego, białego Canne Blue 2014). Dalej mamy styl angielski – rumy ciężkie, oleiste, niemal metaliczne, reprezentowane np. przez rumy z Jamajki (np. Plantation Jamaica 2001 z oferty Pierre Ferrand). I styl hiszpański, który mi osobiście odpowiada najbardziej, tu można było podziwiać choćby wspomniane rumy Dictador czy Centenario. Są też rumy europejskie, jak czeski Tuzemsky czy niemiecki Inderlander, ale na nie spuśćmy zasłonę milczenia, bo z prawdziwym rumem niewiele miały wspólnego i tylko psują renomę tego wspaniałego trunku.
Kończąc targowy przegląd rumów, zwróciłem uwagę na ciekawy, wyrazisty, hiszpański Ron Aldea Caña Puro z wyspy La Palma. Jego świeży bananowy aromat przypomina bardziej brazylijską cachaça niż np. białe rumy kubańskie. Tak aromatyczny, że szkoda go do drinków.

Okowity, grappy, destylaty owocowe
Trzeciego dnia wyszukiwałem ciekawostek, szukałem innowacyjnych produktów oraz próbowałem, grappy, destylaty owocowe, okowity. Tu Polska miała co pokazać. Firma Mazurskie Miody Bogdana Piaseckiego robi unikatowe na skalę światową okowity destylowane z miodu, absolutnie wspaniałe. A na targach miał miejsce debiut leżakowanej trzy lata w dębie okowity miodowej pod nazwą Bairille.
Wspaniałe rzeczy pokazała firma Marzadro. Z nowości, np. potężna, rozlewana z mocą beczki Grappa Giare Amarone Origine, która w aromacie jest słodka, w ustach staje się cierpka, a finisz ma ziołowy. – Cały czas wprowadzamy nowe produkty, coraz droższe, z coraz wyższej półki, z myślą o dobrych restauracjach, ale także by pokazać nasze możliwości – mówi obecny na targach Alessandro Marzadro. Te luksusowe grappy to przede wszystkim dwie serie rocznikowych trunków: Grappa Espressioni (w niej kupaże m.in. szczepów: traminer, müller thurgau, lagrein czy pinot noir), to naprawdę wspaniałe alkohole. Jednak jeszcze o półkę wyżej (także cenowo) jest linia, Affina Reserva, a w niej rocznikowe grappy starzone w beczkach z: wiśni, akacji, włoskiego dębu. To były najlepsze destylaty owocowe jakie próbowałem na targach i jedne z najlepszych grapp jakie miałem w życiu w ustach. Są niebywałe, szczególnie czereśnia i akacja.
Także Francuzi mieli się czym pochwalić jeśli chodzi o destylaty z wytłoczyn winogron. Wspaniałe marce zaprezentowała wspominana już przy brandy firma Jacoulot – dwudziestoletni Marc de Bourgogne Hors d’Age i w niczym mu nieustępujący (poza wiekiem) siedmioletni Marc l’Authentique. Oba zupełnie różne, ten pierwszy z bukietem pomarańczowym, aromat keksu, w ustach sporo dębiny, drugi z aromatem rodzynek, w ustach miód i wino. Obydwa z winogron pinot noir.
Francuzi tradycyjnie pokazali kilka niezłych kalwadosów. Najbardziej przypadły mi do gustu Menorval XO Tres Vieux 15 ans oraz Guesdon Pere et Fils Calvados AOC Hors d’Age 20 ans, ale też trzeba przyznać, że nie dorównują np. produktom Christiana Drouina w tych samych kategoriach wiekowych. Tu warto także dodać, że coraz lepsze jabłkowe brandy robią Niemcy i Austriacy, to są inne odmiany jabłek, ale wyroby Mardera czy Zieglera w niczym nie ustępują najlepszym kalwadosom.
Wśród producentów okowit owocowych bardzo dobre wrażenie kolejny raz zrobił na mnie niemiecki Liebl. Zwłaszcza potężna piwowica Liebl Zigarenbrand vom Bockbier – słodkie a jednocześnie cierpkie, cztery lata w beczkach z amerykańskiego dębu. Ale i inne produkty tej firmy były wysokiej próby, szczególnie kolekcja śliwowic: Liebl Zwetschge, Liebl Zigarenbrand Zwetschge i Liebl Zigarenbrand Trilogia. Ze śliwkowych destylatów bardzo ładnie, kwiatowo, prezentuje się Marder Zibarten. Marder to zresztą kolejna bardzo ciekawa i innowacyjna niemiecka firma, która oferuje np. destylat z pieczarek. Jak co roku niezwykły wybór destylatów, w tym znakomitą kolekcję przedestylowanych win z RPA, pokazał Vallendar. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie Mołdawia, a zwłaszcza ich destylat z czereśni – Crideniu Rachiu de Cirese.
Coraz więcej firm sięga po egzotykę – destylują: banany, mandarynki, pomarańcze, grejpfruty, cytryny, redestylują alkohol z maceratami kawy. Poza bananami efekt jest jednak za każdym razem zwyczajnie niesmaczny. Chyba egzotyczne owoce po prostu lepiej prezentują się w likierach i koktajlach niż jako spirytus.
Mam świadomość, że wielu rzeczy nie spróbowałem, wiele innych znakomitych próbowałem rok wcześniej i już do nich nie wracałem.

Inne
Inne trunki potraktowałem pobieżnie, jest na nie czas przy wielu okazjach w ciągu roku. Whisky single malt próbowałem tylko z Niemiec, Austrii i Francji. Ich jakość się poprawia, ale wciąż dzieli je przepaść od whisky szkockich i japońskich, więc niczego nie rekomenduję. Z whisky blendowanych jedyną wartą dłuższej uwagi degustowałem akurat u Szkotów, na stoisku Duncan Taylor, była to dymna mieszanka Smokin’. Bourbonów było w ogóle mało, żaden nie zdobył mojego uznania.
Tequile były albo już mi znane, albo niezbyt ciekawe nowości. Nie było dużych producentów jak Jose Cuervo. Jako ciekawostkę warto odnotować zupełnie przyzwoity, niewątpliwie bardzo oryginalny, destylat 100% z błękitnej agawy, tyle, że z… Indii. Desmon Nazareth, właściciel firmy Desmondji, jest pasjonatą tequili. – Sprowadziłem z Meksyku agawy i zasadziłem je na ranczo na południu Indii – opowiada i pokazuje mi zdjęcia. Rzeczywiście, rosną piękne błękitne agawy. Zrobił też swoją złotą „tequilę”, tyle, że nie odleżakował jej w beczkach, lecz dodał czipsy – efekt jest niestety słaby, ale ta srebrna jest naprawdę dobra. Planuje zrobić prawdziwą złotą, z beczek. Ma też bardzo przyzwoity likier z pomarańczy odmiany Nagpur – oleisty, słodki, o bardzo naturalnym smaku i aromacie.
Tak doszedłem do likierów. Na nie także nie miałem już zbyt wiele czasu. Próbowałem tylko rzeczy, które wydawały mi się najciekawsze. Likiery na bazie whisky robione są na jedną modłę – albo miód, albo cynamon, albo krem śmietankowy, wszystko to za słodkie, za słabe, zupełnie bez wyrazu. Przodują w tych likierach Irlandczycy, zapatrzeni w handlowe sukcesy Jima Beama i Jacka Daniel’sa, zapominając jaka machina promocyjno-handlowa jest po tamtej stronie. Choćby dodali najlepszego miodu do swoich destylatów, choćby połączyli cynamon ze Sri Lanki z wanilią z Madagaskaru, i tak są skazani na niszę. Moim zdaniem jest to zupełnie ślepa ścieżka, mam nadzieję, że to trend krótkotrwały.
To nie znaczy, że nie było wspaniałych likierów jak choćby nowa Izarra o mocy 54% i cudownym aromacie ziół: tymianku, anyżu, cynamonu, kopru, kminku, kolendry, anżeliki. Kolejna odsłona tego najbardziej tradycyjnego, najlepszego Baskijskiego likieru. Ale świetny był też nowy estoński likier Vana Tallin Signatura. Tym razem alkoholem bazowym jest nie tylko rum, bo także koniak. Aromat bardzo pomarańczowy, czuć też m.in.: wanilię, cynamon, skórkę cytryny. Oleisty, słodki, rozgrzewający.
Wśród likierów znalazłem produkt najbardziej innowacyjny. To nalewany do słoików Wenneker Cooctail Jar Carrot. – Dopiero co go wprowadziliśmy, słoik można wykorzystać jako gotowe naczynie do stworzenia własnego koktajlu. Po powrocie do domu zacznę wymyślać propozycje koktajli barowych z marchwiowym likierem – śmieje się Richard Ridley, który w Wennekerze odpowiada za dział eksportu.
Dwa bardzo dobre likiery zaprezentował Michael Scheibel. Jest to Ginie, likier na bazie ginu i tropikalnych owoców, a także It’s Woodka Honey. Ten drugi trunek leżakował 12 lat, do starzonej wódki dodano miodu oraz syropu z agawy, całość macerowała się przez cztery miesiące. Efekt jest świetny, bardzo harmonijny likier, nie za słodki, z dębową nutą.
To tyle z Düsseldorfu. Do notatek smaków i aromatów na pewno będę wracał jeszcze wielokrotnie. Przez te trzy dni spróbowałem 172 nowych alkoholi.

Najbardziej innowacyjne produkty
1. Wenneker Cooctail Jar Carrot (Holandia, likier)

SONY DSC
2. Borschëvka (Rosja, wódka)

SONY DSC
3. Wodqa (Niemcy, wódka)

SONY DSC
4. Aqua Vitae Splendor (Polska, wódka)

SONY DSC
5. Desmondji 100% Agave (Indie, destylat z agawy)

SONY DSC

Ranking Top 10 mocnych alkoholi na ProWein 2015
1. Croizet Single Vintage 1975 Grande Champagne (Francja, koniak)

SONY DSC
2. Darroze 1962 Chateau de Gaube (Francja, armaniak)

SONY DSC
3. Marzadro Grappa Affina Reserva Ciliegio 2004 (Włochy, grappa) 

SONY DSC
– ex equo Marzadro Grappa Affina Reserva Acacia 2006 (Włochy, grappa)

SONY DSC
4. Centenario 25YO (Nikaragua, rum)

SONY DSC
5. Jacoulot Fine Bourgogne (Francja, brandy)

Jacoulot Fine Bourgogne
6. Snō (USA, wódka)

SONY DSC
7. Laclie-Freres Unfiltred Batch Distilled (Francja, gin)

SONY DSC
– ex equo Bordiga Occitan Dry Gin (Włochy, gin)

SONY DSC
8. Izarra 54% (likier, Francja)

SONY DSC
9. Vana Tallin Signatura (likier)

SONY DSC
10. Liebl Zigarenbrand vom Bockbier (Niemcy, okowita)

SONY DSC

A tu relacja zdjęciowa

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Subskrypcja newsletter

Najnowsze wpisy wprost do Twojej skrzynki e-mail