Wizyty u Jana Kleinera zawsze są dużym wydarzeniem. Jest to arcymistrz destylacji, z owocowej pulpy potrafi wyczarować cuda. Od mojej poprzedniej wizyty bardzo dużo się tutaj zmieniło. Przede wszystkim Jan nie jest już właścicielem destylarni, sprzedał ją w 2017 roku grupie Palírna U Zeleného Stromu. – Tak jest łatwiej, nie muszę martwić się o podatki, urzędników celnych, sprawy papierkowe. Skupiam się na tym, co lubię najbardziej, czyli na produkcji alkoholu – mówi Jan Kleiner. W destylarni w Žešov urządził elegancką przestrzeń degustacyjną w leżakowni. Sprzedał dwa aparaty destylacyjne i teraz ma jeden, ale nowe wkrótce zostaną uruchomione w pobliskim Prostějov, gdzie swój zakład produkcyjny ma Palírna U Zeleného Stromu. Tam też napełniane będą nowe beczki. W starej destylarni pozostaną beczki do eksperymentów, dodatkowego finiszowania – np. beczki po koniaku, porto czy sherry.


Oferta poszerzyła się o kilka nowych znakomitych okowit. Są dwie nowe edycje wiśniowicy – dziesięcioletni destylat z wiśni trafił na trzy lata do beczek po sherry oraz po brandy. Butelkowane z mocą 43%. Sour Cherry by Sherry to w aromacie orzechy włoskie i laskowe. Dużo wanilin w smaku. Dużo orzechów włoskich w finiszu. Sour Cherry by Brandy to w aromacie wiśnie i śliwki. Smak cierpki, herbaciany, sporo drewna. Finisz taniczny, z nutami orzecha włoskiego. Inna nowość, to okowity butelkowane z mocą nie tyle beczek – bo to białe alkohole – ale amfor, w których leżakowały. Warehouse 1 Silver Plum (62,52%) to destylat ze śliwki kulatka, fermentowanej przez dziewięć miesięcy, na litr spirytusu ok. 10 kg owocu, słodki zapach i smak śliwek, finisz długi i zaskakująco cierpki. Sour Cherry Natural Strength (62%) przez dziesięć lat leżakowała w amforach – wydestylowana w 2007 roku, zabutelkowana w 2017. W nosie liście i cierpkie owoce. Dużo wiśni i czereśni w smaku i długi finisz. Jan Kleiner zrobił też wódkę, firmowana przez czeską grupę raperską Smack 1. Wódka ma moc 43%, pszeniczna z dodatkiem destylatu winogronowego i okowity pszenicznej, długo fermentowanej, filtry świecowe. Aromat słodki, słodkie ziarno. Smak też słodki, nuta rodzynek, wanilii, śmietany. W finiszu ziarno i śliwki.
Wizyta u Jana była jednak także okazją do spróbowania kilku rzeczy, które jeszcze nie były butelkowane lub nie będą butelkowane nigdy. Alembik napchany był przefermentowaną pulpą morelową. Fermentacja trwała dziewięć miesięcy! Pyr-pyr. Prosto z alembiku, wspaniała nierozwodniona okowita z moreli, cudowny zapach, w smaku bardzo słodkie, powidła, znakomite. Finisz doskonały, długi i morelowy – dżem i suszone morele. Nie czuć wcale potężnej mocy alkoholu.
Próbujemy dalej, sięgamy głębiej. Jan wkłada metalowy czerpak do amfory. Tego nie będzie butelkował, byłoby za drogie, to jest tylko dla gości. Śliwka presenta, fermentacja aż 27 miesięcy. Niebywałe! Dzikie drożdże. Potem potrójna destylacja, dojrzewanie tylko w amforze. Moc – ok. 62%. Aromat kwaśny, smak słodko-kwaśny, niebywały. W finiszu odrobina pestki i dużo miąższu. Próbowałem w życiu wielu rzeczy, ale nigdy niczego tak cudownego. Jan mi nalał butelkę, żebym mógł rozkoszować się tym w domu.
Zaglądamy do beczek. Śliwowica z beczki po koniaku Godet, moc ok. 60%. Aromat słodki, śliwkowy, przyjemnie podkręcony nutami winogron, rodzynek. Próbujemy beczki, w której dojrzewały i sherry oloroso i sherry pedro ximenez. Bardzo bakaliowo. Zaglądamy do prywatnej „biblioteczki” mistrza, czyli eksperymentalnych butelek. Destylat z pszenicy z 2017 roku, długa fermentacja – około dwa tygodnie. Bardzo dużo ziarna w aromacie, smak ostry, cierpki. Finisz słodki, ziarnisty, z nutami wiśni. Oczywiście sięgamy też do rodzinnego skarbca. Morelowica wydestylowana przez dziadka. W beczce – 33 lata, potem kilkanaście lat w amforze. Zioła, owoce i słodycz. Część tego swego czasu była zabutelkowana jako First Tear Apricot 33YO, karafka kosztowała wtedy 4500 koron, czyli 750 zł. Teraz już nie ma w sprzedaży, na aukcjach podobno osiąga cenę 1500 euro. Jan obiecuje, że zorganizujemy razem degustację w Warszawie i zabierze na nią także ten unikat. To dobrze, butelka tego nektaru, którą mi poprzednio podarował dawno u mnie pusta. Teraz nie mam tupetu prosić o następną.
Degustujemy z Janem i jego żoną do późnej nocy. Bo przecież trzeba sobie przypomnieć też inne wspaniałości, jak śliwowicę z beczek po cabernet sauvignon Amber Plum, leżakowaną siedem lat w nowym francuskim dębie, a potem finiszowaną w beczkach po sherry oloroso morelowicę Apricot XO, wspaniale rześki destylat z dzikiej mirabelki, leżakowany ponad dziesięć lat w amforach – Wild Pin. Czy słodki, aromatyczny destylat z rosnących u sąsiadów śliwek, znów dziesięć lat w amforach – Silver Plum.
Żegnając się z Janem, wsiadając do taksówki, miałem poczucie, że właśnie opuszczam Raj. W lutym 2019 postaram się zaprosić Jana Kleinera do Warszawy i zrobić degustację części z tych cudowności. Kto będzie chciał, ten się organoleptycznie przekona, o czym ja tu opowiadam!

Komentarze

Komentarze

    • Napowietrzają się tym, co jest między granicą alkoholu a resztą naczynia. Działka aniołów, jak i utrata mocy są minimalne, tyle, co odparowanie, podejrzewam, że na poziomie 0,1% rocznie ubytku zawartości, ubytku mocy alkoholu jeszcze mniej. W lutym mam nadzieję zrobić z Janem degustację w Warszawie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Subskrypcja newsletter

Najnowsze wpisy wprost do Twojej skrzynki e-mail