Próbować zawsze warto, chociaż, jak przypomina we wstępie do książki Hugh Johnson, „Nie ma wielkich win, są tylko wielkie butelki z winem”. Bo smak wina to: czas, miejsce, towarzystwo, nastrój, a także te wszystkie elementy, które składają się na zawartość butelki, często nie możliwe do określenia, indywidualne, nieprzewidywalne. Żeby wino ocenić, trzeba je otworzyć, żadne poradniki tu nie pomogą. Co nie znaczy, że nie należy czytać opinii fachowców. Książkę można potraktować jako inspirację do własnych poszukiwań, swego rodzaju drogowskaz, choć warto zbaczać ze szlaku i szukać na własną rękę, zawsze znajdziemy coś dobrego. 1001 win to dużo, ale do spróbowania jest znacznie więcej, nie ma zatem powodu by się ograniczać. Każde nowe wino, to nowe doświadczenie. Książka jest podzielona na cztery rozdziały: wina musujące, białe, czerwone i wzmacniane. Potem opisy lecą alfabetycznie. Taki podział powoduje wielkie materii pomieszanie, obok win szampańskich pojawia się portugalski Mateus, obok win rześkich, wina późnego zbioru itd. Opisy to mieszanka historii, technologii, oceny. Na szczęście przeważają informacje obiektywne, choć nie brakuje poetyckich metafor w rodzaju „wino nieco zuchwałe i radosne w charakterze”, dzięki którym czytelnik ani trochę nie jest mądrzejszy, ale za to być może będzie miał bogatsze pole do własnych odkryć z kieliszkiem przy nosie. Książka oryginalnie ukazała się w 2008 roku, od tamtego czasu przybyło tak wiele nowych win, że czytelnik może we własnym notesie degustacyjnym dopisać drugich tysiąc i jedno. Czy lepsze, czy gorsze, to trzeba oceniać indywidualnie. Polski miłośnik wina będzie w o tyle trudniejszej sytuacji, że wielu z polecanych w książce etykiet wciąż nie ma w naszych sklepach.

Komentarze

Źródło: red. Neil Beckett, Muza, Warszawa 2010, s. 960, ISBN 978-83-7495-477-8

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Subskrypcja newsletter

Najnowsze wpisy wprost do Twojej skrzynki e-mail