Książka napisana zaraz po wojnie, wydana w 1948 roku. Autorka, dr Hanna Tomaszewska, pracowała w tym czasie w Klinice Chorób Dziecięcych w Poznaniu. Dzisiaj ta publikacja jest już tylko zabytkiem, nie mniej wstrząsającym. Zarówno jeśli chodzi o emocjonalny język autorki, jak i o dobór ilustracji. „Ojciec nie umiał sobie odmówić czystej wyborowej i tę słabość woli odziedziczy dziecko. Ten brak sił, by się oprzeć namowom przyjaciół ciągnącym do knajpy – ten słaby rozum, który pozwala trwonić grosz z trudem zdobyty, wtrąca rodzinę w głód i poniewierkę. Ta słaba głowa, która rozumuje: jeśli mi wódka przeszkadza pracować, nie pracuję. To wszystko jest osłabieniem mózgu, który nie działa jak należy, który nie umie myśleć i kierować, rozróżniać słuszne od niesłusznego i o słuszne walczyć. Osłabienie to jakże często dokonane jest już w łonie matki przez alkohol”.


Deterministyczne przekonanie, typowe dla epoki, i dla ówczesnej medycznej wiedzy – skoro rodzice pili, to ty też będziesz pijakiem. A rodzic pijak od małego latorośl do alkoholu popycha. „Mama wino robi, dziecku kosztować nie broni” – pisze autorka i podaje przykłady jak dzieci są przyuczane do pica wódki przez zdegenerowanych rodziców. Im dalej w las, tym więcej drzew. Uczyć dziecku się trudno. „Nauka – to praca mózgu. Wódka – to niszczenie mózgu” – tłumaczy obrazowo dr Tomaszewska.
Wstrząsający obraz patologii. Na ile miał on odzwierciedlenie w rzeczywistości? Z relacji historycznych można wnioskować, że w niewielkim stopniu, ale pamiętajmy, że to są pierwsze lata po traumie II wojny światowej, kiedy alkohol był panaceum na wszystko – na strach, na głód na nędzę, na chorobę, na poczucie beznadziei i na poczucie chwilowego szczęścia, które przecież zaraz może się skończyć, bo wszystko wokół się kończy. Dziś medycyna inaczej bada skutki alkoholu, inaczej analizuje je statystyka historyczna. Jeżeli jednak zajmujemy się historią alkoholu, to warto poznać ten stary, a jakże wstrząsający, apel dr Tomaszewskiej.
Ilustracja do tej książki są absolutnie szokujące. Nie będę ich reprodukował, bo byłoby mi wstyd. Alkohol jest wrogiem bezwzględnym, nie ma picia odpowiedzialnego, umiarkowanego. „Każda ilość przez nas wypijana, jest ilością zjadliwą”, dowodzi autorka.
Zmieniła się kultura picia, ale i zmieniła się – na ogół – kultura mówienia o trzeźwości. Jak mówił amerykański historyk, analizujący lata prohibicji – to nie alkohol był złem, złem były związane z nim patologie i społeczna presja nizin, przyrównująca męski styl życia do picia. Dzisiaj wiemy, że bogatsze społeczeństwa piją inaczej, linia podziału nie rozdziela świata na Północ i Południe, lecz na bogatych i biednych.

Komentarze

Źródło: Instytut Naukowo-Wydawniczy Polska, Poznań 1948, s. 56.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Subskrypcja newsletter

Najnowsze wpisy wprost do Twojej skrzynki e-mail