Jonston Distillery Sp. zo.o. z Leszna to nowy kraftowy producent alkoholi w Polsce. Firma ma zainstalowane dwa alembiki produkcji serbskiej, po 150 l, przystosowane do produkcji ginu. Trafiły na rynek dwie pierwsze receptury Jonston Polish Dry Gin oraz Jonston Hibiscus Infused Gin, obydwa o mocy 40%.

– Stworzenie destylarni i składu podatkowego zajęło nam półtora roku. W listopadzie był pierwszy odpęd. Zabutelkowaliśmy cztery destylacje, każda po 150-200 butelek – mówi Katarzyna Janus, która prowadzi destylarnię wraz z mężem.
Nazwa nawiązuje do postaci historycznej, żyjącego w XVI wieku w Lesznie medyka, botanika i filozofa, Jana Jonstona, autora m.in. cyklu „Historiae naturalis”. Charakterystyczny sygnet Jonston Ginu został zainspirowany ilustracją jelonka rogacza właśnie z tego dzieła.
Jak czytamy w materiałach producenta: „Jonston Gin zawdzięcza swój wyrazisty charakter wyszukanej selekcji unikalnych botaników z całego świata, wysokogatunkowemu polskiemu spirytusowi, a przede wszystkim rzemieślniczej metodzie destylacji. Połączenie między innymi jałowca, kolendry, korzenia i ziaren dzięgla, cynamonu cassia, pieprzu kubeba, migdałów, gałki muszkatołowej oraz anyżu, zostało poddane infuzji parowej tymianku i cytryny”. Natomiast wersja z hibiskusem, czyli Mrs. Jonston: „zawdzięcza swój finezyjny charakter wyszukanej selekcji unikalnych botaników z całego świata, wysokogatunkowemu polskiemu spirytusowi oraz rzemieślniczej metodzie destylacji. Połączenie m.in. jałowca, kolendry, korzeni i nasion dzięgla, korzenia lukrecji, skórki z pomarańczy, liści kafiru, kwiatu hibiskusa i cynamonu cassia zostało poddane infuzji parowej, która jeszcze bardziej podkreśliła nuty pomarańczy, grejpfruta oraz rozmarynu”. Ceny to ok. 169 zł za 0,7 l.
Destylarnia działa w obszarze Leszczyńskiego Centrum Biznesu przy ul. Geodetów w Lesznie. Botaniki są macerowane, redestylowane w spirytusie zbożowym, opary przechodzą przez kosze infuzyjne. Botaniki pochodzą z różnych stron świata. Butelki są z Francji, korki z Włoch.
– Dużo z mężem podróżowaliśmy i zawsze przywoziliśmy z tych wypraw jakieś alkohole. Wielkie wrażenie zrobił na nas gin z Australii, odwiedziliśmy tam kilka destylarni. Oni swoje niektóre botaniki sprowadzali z Europy, uznaliśmy, że w takim razie i my spróbujemy z własnymi recepturami – mówi Katarzyna Janus.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Subskrypcja newsletter

Najnowsze wpisy wprost do Twojej skrzynki e-mail