Określenie John Barleycorn, czyli w wolnym tłumaczeniu Jaś Jęczmienny, w anglosaskim świecie jest synonimem napojów spirytusowych. Nie koniecznie whisky, choć gdy Robert Burns pisał swoją balladę pod tym tytułem, miał oczywiście na myśli narodowy trunek Szkotów.


Swój poemat z 1782 roku Burns zakończył toastem:
Then let us toast John Barleycorn,
Each man a glass in hand;
And may his great posterity
Ne’er fail in old Scotland!
John Barleycorn to także tytuł powieści Jacka Londona, uważanej za autobiografię pisarza. Bohater tej książki, napisanej w 1913 roku, tłumaczy żonie, dlaczego jest tak postępowy, że gotów jest poprzeć prawo wyborcze kobiet. Otóż, gdy kobiety będą głosować, niechybnie przegłosują prohibicję. A John Barleycorn, czyli wódka, whisky i inne używki, niejednokrotnie doprowadzały bohatera do upadku, o czym opowiada dalszy ciąg powieści. Pierwszy raz się upił, kiedy miał pięć lat. Kiedy miał siedem, omal nie zapił się na śmierć. Potem nabrał wprawy. I choć nie lubił alkoholu, to w wieku piętnastu lat regularnie bywał już w barach portowych, a mocna głowa uczyniła zeń znanego w okolicy pijaka. Pił, bo alkohol był łatwo dostępny, bo nim częstowano, bo ułatwiał rozmowy, bo otwierał wiele drzwi, bo dawał złudzenie, że lepszy świat jest w zasięgu ręki, itd.
Po polsku książka ukazała się bardzo dawno temu, w 1950 roku, w przekładzie Antonimy Sokolicz.
Wracając do ballady Roberta Burnsa, to doczekała się wielu współczesnych wersji muzycznych, oto jedna z nich.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Subskrypcja newsletter

Najnowsze wpisy wprost do Twojej skrzynki e-mail