Z destylarni w węgierskim miasteczku Etes pojechałem prosto do Šamorín, niedużego i brzydkiego miasta 20 km od Bratysławy. Wybrałem Šamorín bo są tu dwie destylarnie, a właściwie trzy, no i wszystkie odwiedziłem. Trafiłem w ziąb i w deszcz, czynne były tylko drogie hotele, ale splot okoliczności sprawił, że zagadnąłem miłą babuleńkę, która akurat miała klucze do nieczynnego pensjonatu i udostępniła spanie za tzw. psi grosz, wprawdzie bez prądu i na pryczy, ale deszcz na głowę nie kapał.
Šamorín zamieszkuje mocna mniejszość węgierska, 72% mieszkańców. Nic zatem dziwnego, że w barach jest pálinka a nie borovička, a najlepsza knajpa to węgierska csarda, gdzie można zjeść pikantny gulasz z piklami. Akurat tego dnia na miejskim stadionie odbywał się ligowy mecz, po którym do knajpy przy stadionie weszło siedmiu kibiców mówiących po węgiersku, w wieku na oko po 60 lat. Po ich minach trudno było wywnioskować, czy wygrali swoi czy przyjezdni, chyba bardziej interesowały ich napitki niż przebieg spotkania. Zastanawiałem się, czy także na boisku 72% piłkarzy drużyny z Šamorín stanowili Węgrzy…
Szczerze mówiąc, liczyłem że w tej dziurze w każdym barze będą destylaty z lokalnych wytwórni – Carat i Likos, ale nic z tego. W jednej knajpie były trzy wódki z Carat, w pozostałych głównie desant węgierski lub alkohole z trenczyńskiego Old Herolda, dokąd nomen omen wybierałem się dnia następnego. Cóż, podobną sytuację przeżyłem kiedyś w Siedlcach, mieście, które produkuje najlepsze w Polsce wódki… jedyny bar, w którym polewano Chopina, to była hinduska restauracja! Gdy w jakiejś knajpie zapytałem, dlaczego nie ma wyrobów Polmosu Siedlce (na barze stały Nemiroffy), właściciel odpowiedział: „Tego gówna nie pijemy”. Cóż, trudno barmanom w Siedlcach dać rację, nie wiedzą, co dobre – jak to się mówi, „cudze chwalicie, swego nie znacie”. W Šamorín nie było aż tak niedorzecznie, dość zgodnie barmani przyznawali, że owszem, coś tu się w ich mieście produkuje, ale to drogie, a ludzie wybierają tanie alkohole. Też to była jakaś półprawda, bo w kilku barach trafiłem na wcale nie tanie śliwowice czy gruszkowice od Jelinka, czyli z Czech. Najwyraźniej też swego nie znają…
I głupstwo robią. Odwiedziłem obydwie gorzelnie, obydwie mają wyroby najwyższej klasy. O destylarni Carat napiszę w następnej kartce, w tej o firmie Likos pana Jozefa Sochánka. Oprowadzał mnie sam właściciel, człowiek bardzo pogodny i otwarty. Prowadzi trzy firmy gorzelnicze: destylarnię Likos, która w ofercie ma ponad 200 produktów – od rumów i wódki po owocowe destylaty, gorzelnię Global oraz palenicę, czyli coś, czego w Polsce brakuje, jest to gorzelnia świadcząca usługi dla lokalnej ludności. Każdy może przynieść swoje jabłka, gruszki, śliwki, morele czy co tam mu rośnie w sadzie, a pan Jozef Sochánek za stosowną opłatą, pobierając przy tym akcyzę, wypali mu jego prywatny owocowy destylat. Nazywa się to Pestovateľská pálenica i o działalności takiego przedsięwzięcia można sobie poczytać na stronie www.palimeovocie.sk, poczytać i pozazdrościć. Firma ma cztery nowoczesne i wydajne urządzenia do destylacji marki Arnold Holstein, miedziane, z czterema półkami każde, o możliwościach rocznej produkcji ok. 25 tys. litrów. Cały proces  destylacji jest w pełni zautomatyzowany, do obsługi tej palenicy wystarczają cztery osoby. Firma nie tylko dokonuje destylacji, ale też przygotowuje owoce, poddaje je procesowi fermentacji w aluminiowych kadziach. Taka usługa do najtańszych nie należy, wraz z akcyzą płaci się 11,40 euro za litr wydestylowanego alkoholu o mocy 50%. Osobno jest linia do butelkowania i magazyn spedycyjny, a także magazyny do starzenia alkoholi – ta część działa już pod marką Likos, pod którą firma kieruje do sklepów własną ofertę. A ta oferta obejmuje zarówno najtańsze, tzw. konzumne, destylaty (także oferowane w plastikowych pojemnikach po 50 ml z aluminiowym kapslem), jak i najwyższej klasy, co nosi określenie Pravý ovocný destilát. Są to: hruškovica, slivovica, marhuľovica, broskyňovica, jabĺčkovica, vínovica, dulovica, jahodovica, čerešňovica, višňovica, kiwovica, czy pivovica, także w wersjach z dodatkiem miodu. Powstają tu także destylaty zbożowe oraz z dodatkiem aromatów (np. jałowca) jak: wódka, gin czy borovička. Likos wypuszcza alkohole w kilku seriach, są to: Slávnostná Pravá (naturalne destylaty oraz wódka), Slovenská (trzy tradycyjne słoweńskie produkty, wszystkie o mocy 423%: śliwowica, gruszkowica i jabłkowica), Pravá 5 ročná (jak nazwa wskazuje, są to naturalne destylaty leżakujące przez okres pięciu lat, pierwsza klasa), Natural (kolejna linia owocowych destylatów, tym razem z upraw ekologicznych), Alcotea (mocne ziołowe likiery), Prémiové vodky (karmelowa, koszerna oraz absolutny hit firmy – wódka czysta z niewielką domieszką ziół – Antistres Vodka), Južná (tańsze alkohole, będące mieszanką destylatów owocowych i zbożowych, z dodatkiem soku lub maceratów) oraz Kosher (średnio udana seria koszernych alkoholi owocowych zmieszanych ze zbożowymi). Godna polecenia jest borovička Batory.

Likos i Pestovateľská pálenica Global

cały proces destylacji nadzoruje komputer

pan Jozef Sochánek

tu leci spirytus o mocy 80%

wódka Antistres

Komentarze

Autor: Disorder

Komentarze

  1. Fajne relacje. Mam prośbę – czy na przyszłość możesz też w relacjach podawać informacje o miniaturkowej ofercie odwiedzanych destylarni?

    • co akurat nie mają, najmniejsza pojemność 0,05 w plastiki rozlewana, a tak to 0,1. Właśnie czytam Twoja książkę o Starce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Subskrypcja newsletter

Najnowsze wpisy wprost do Twojej skrzynki e-mail