Eniseli to chluba destylarni Sarajishvili. Marka powstała w 1943 roku, za jej zestawienie odpowiadał Vakhtang Tsitsishvili. Była podawana na konferencji w Jałcie w 1945 roku. Podobno była to ulubiona brandy Stalina, ale też Winstona Churchilla, który przedkładał ją nad francuskie koniaki. Miałem okazję próbować Eniseli z lat sześćdziesiątych, którą poczęstowała mnie wiele lat temu pani główna technolog podczas wizyty w zakładzie Sarajishvili w Tbilisi. To była dobra brandy, ale tego samego dnia próbowałem prosto z beczki Sarajishvili z rocznika 1893, pamiętającą jeszcze czasy założyciela destylarni. Dzisiaj już tego spróbować się nie da… to co w tamtej beczce pozostało, zlano do szklanych gąsiorów i pewnie trzeba by być cesarzem Chin, żeby dostać kropelkę dziewiętnastowiecznego boskiego eliksiru. Trafiłem z pierwszą (nie ostatnią) wizytą w Sarajishvili w dobrym momencie i w dobrym towarzystwie!
Ta brandy jest absolutnie niezwykła. Według informacji producenta została wydestylowana w 1949 roku, leżakowała czternaście lat, a w 1962 roku została zblendowana. Nie wiadomo, czy z młodszymi destylatami, czy starszymi, jakimś cudem ten blend trafił znów do beczek, a nie do butelek i przeleżał ponad 50 kolejnych lat…
Wydestylowana w 100% z winogron rkatsiteli, z małej winnicy ze wsi Eniseli w regionie Kwareli (Kachetia). Miałem też okazję być w Eniseli i pić lokalne brandy, ale to nie była ta klasa, co Sarajishvili. Wracając na moment do historii, Vakhtang Tsitsishvili otrzymał za ten kupaż w 1947 roku Nagrodę Stalinowską. Brandy w moim kieliszku powstała dwa lata później, ale wyszła z tych samych rąk, z tych samych szarentejskich alembików, które także pamiętały czasy Dawida Sarajishvili.
Zapach bogaty, ale nie bardzo intensywny, raczej elegancki i stonowany, nie narzuca się. Jest w tym aromacie sporo orzecha włoskiego (typowe dla kaukaskiego dębu, dzisiaj już niemal nie stosowanego), jest też sporo pomarańczy, ale jest też delikatna rześkość i kwiatowość gron rkatsiteli. Znajdziemy też w zapachu: skórę, tytoń, kawę, kakao, śliwki, nieco anyżu, może nawet kopru włoskiego. Smak jest fantastycznie delikatny, słodki niczym brandy z Jerez, nie ma w nim tytoniowości typowej dla wielu brandy Sarajishvili. Jest dużo wytrawnego kakao, są: daktyle, rodzynki, figi, suszone morele. Pięknie zbalansowane. Jest w finiszu pomarańcza, są delicje pomarańczowe lub gorzka czekolada z pomarańczą, ale jest też ostry tytoń (w końcu jest!), jest nieco pieprzu, jest balsamico winogronowe. Skóra, anyż, może i trochę mięty, a do tego syrop wiśniowy. Niesamowite!
W ofercie Marani 1915, cena ok. 2500 zł.
Sarajishvili Eniseli
Powiązane artykuły
Edycja liczy 425 butelek, winogrona tylko ugni blanc. Butelkowanie z mocą 45%. W aromacie pigwa […]
W styczniu spróbowałem 131 nowych alkoholi. Okazją były m.in. dwa festiwale otwierające degustacyjny rok – […]
Chacha Marani Eqvator sześciokrotnie przekroczyła równik opływając w beczkach cały świat. Dostała złote medale Warsaw […]
Przyjechał z drukarni nowy numer magazynu „Aqua Vitae”, a w nim nagrody dla Alkoholi Roku […]
W styczniu trafiły do mnie 34 nowe polskie butelki. Mimo mroźnego początku roku producenci bynajmniej […]
Edycja liczy 683 butelki, winogrona tylko ugni blanc. Butelkowany z mocą 46%. Aromat intensywny – […]
Eau-de-vie z lat 40. do 70. XX wieku. Średni wiek ok. 70 lat. Zrobiona z […]
Rumuńska brandy z piwnic Beciul Domnesc. Przedestylowano wino fetească regală z winnic Panciu. Leżakowała przez […]