11 maja w Centrum Koneser odbyła się premierowa edycja festiwalu Show Rum Warsaw. Organizator zebrał wcześniej bogate doświadczenie w kolejnych edycjach festiwali Whisky Live Warsaw, więc premiera była w pełni profesjonalna, nie zawiedli wystawcy, liczba odwiedzających była znacznie wyższa niż na festiwalach Rum Love we Wrocławiu, a przede wszystkim nie brakowało rumów i innych trunków, bo była to impreza nie tyle rumowa, co alkoholi tropikalnych, z akcentem cachaça, mezcalu, tequili czy alkoholi leżakowanych w beczkach po rumach. Przestrzeń była na tyle kameralna, że wszystkie prezentowane butelki dałoby się zliczyć. Według mnie było co najmniej 200 różnych rumów do spróbowania, ok. 30 butelek tequili i mezcalu oraz ponad 10 butelek cachaça, a łącznie do spróbowania było ponad 260 różnych alkoholi, z czego około 90% w cenie biletu. Nawet jeśli gdzieś na butelkach zawieszone były ceny, to opiekunowie stoisk i tak hojnie częstowali bezpłatnymi próbkami. Pod względem wyboru impreza była niezwykle udana. Zadbano też o wodę, a nawet o bezpłatne napoje gazowane, które pasowały do rumów.

Miejsce
Praskie Centrum Koneser to znakomita lokalizacja na imprezy większe i mniejsze. Jest tu przestrzeń, jest magia miejsca. Jestem za tym, aby jak najwięcej imprez związanych z promocją alkoholu tu się odbywało, przy Muzeum Polskiej Wódki, w miejscu atrakcyjnym także dla obcokrajowców. Udostępnione na Show Rum pomieszczenia sprawiały jednak wrażenie nie ukończonych – surowy beton ma wprawdzie swój industrialny urok, ale brak toalet to bolesna sprawa, podobnie jak brak szatni. Dobrze, że pogoda dopisała, bo za potrzebą trzeba było ganiać na zewnątrz (nie pod drzewko, ale do sąsiadującego hotelu). Podobno organizatorzy zostali tym miejscem zaskoczeni w ostatniej chwili, miało być w innych przestrzeniach. Jeśli właściciele Konesera w przyszłości chcą wynajmować na masowe imprezy pomieszczenia bez toalet, to chyba lepiej jak odstąpią tę powierzchnię dla kolejnego sklepu Biedronka. Podziwiać należy organizatorów, że choć z błędami, to zdołali w ostatniej chwili wydrukować mapy lokalizacji. Zamiast katalogu każdy z gości dostawał oprócz kieliszka cennik festiwalowy, z mapką stoisk właśnie. Jak się komuś kieliszek stłukł czy zapodział, to mógł pójść do recepcji i bezpłatnie dostawał nowy, co na takich imprezach należy do rzadkości, więc trzeba pochwalić.

Anturaż
Brakowało kolorów, papug, palemek, hamaków, girland kwiatów, nie było hawajskich ani brazylijskich tancerek, meksykańskich mariachi. Na stoiskach stały gustowne paprotki, jednak wystawcy zrobili bardzo niewiele by ten festiwal miał karaibski klimat. Wspaniale, że Leszek Wedzicha przywiózł kraftowe butelki cachaça, ale jakżeby on i jego trunki się zaprezentowali w towarzystwie opalonych brazylijskich ciał… Było ciemno i szaro. Przestrzeń rozjaśniała od czasu do czasu suknia Justyny Rabiczko, która kolorami i wzorem pasowała do świata rumu. Na ogół panowie i panie wyglądali jakby właśnie wyszli z biura. Rozumiem, że powodem była trema – nowe miejsce, nowa impreza, nowy, nieznany świat.
Im głębiej w przestrzeń tym było gorzej, bo wejście prezentowało się całkiem zachęcająco z wystającą z macki butlą rumu Kraken i uśmiechniętą dziewczyną serwującą tequilę Jose Cuervo w gustownych kieliszkach. Tu jednak kończyła się część oświetlona przez słońce i zaczynała się strefa mroku, w dodatku bez piratów,
Butelki są oczywiście piękne, kolorowe, a ich zawartość cenniejsza niż skarb piratów, ale jednak festiwal rumu powinien być bardziej kolorowy. Chillout nie tylko w dedykowanej strefie, więcej luzu i spontanu.
Wystawcy nie zadbali o stosowne gadżety, także takie do rozdawania – opaski na oko, kolorowe wieńce, kapelusze, pióropusze, pirackie chusty, obnażone biusty, złote dukaty, kolumbijskie krawaty i to wszystko, co na takich imprezach być powinno, co buduje relacje z klientem i wizerunek marki. To nie są targi handlowe, gdzie wystarczy wręczyć katalog z cennikiem, to ma być święto rumu w rytmie rumby, samby, mamby i labamby. Rekwizyty na stoiskach też były mało fantazyjne, czasami jakiś kokos, czasami flaga karaibskiego kraju. Kreatywność wystawców oceniam na trójkę z minusem.

Goście specjalni
Na festiwal przyjechali entuzjaści rumów i brand ambasadorzy z różnych stron świata, m.in. kolekcjoner i bottler rumów – Joshua Singh, związany z marką A.H. Riise – Lars Code, promotor kultury meksykańskiej i właściciel baru Trick Dog w San Francisco – Scott Baird, twórca festiwali cachaça – Leszek Wedzicha, włoski bottler – Francesco Rufini czy twórca Wolf & Oak Distillery – Michał Płucisz. Część z nich prowadziła sesje masterclass, wszyscy niestrudzenie udzielali odpowiedzi na stoiskach, świetnym pomysłem były prowadzone w formie radiowęzła wywiady ze specjalnymi gośćmi. Kto chciał, ten mógł się sporo nauczyć. O tym jak powstaje rum, w jakich dojrzewa beczkach, czym jest cachaça, z jakich odmian agawy robiona jest tequila, a z jakich mezcal. Poznawać i próbować, jak mawiał Papcio Chmiel – „bawiąc – uczyć”.

Rum
Było wiele, bardzo wiele świetnych rumów. I sporo debiutów, także takich firm, które szukają w Polsce dystrybutora lub właśnie znalazły – w postaci Tudor House, czyli organizatora festiwalu. Witał wchodzących wspomniany Kraken, rum wybitnie koktajlowy, ale nieopodal był Brugal z Dominikany, jedna z najważniejszych marek kraju słynącego z bardzo słodkiego stylu rumu.
Dalej stoisko The Last Port, trzeba przyznać, że ta młoda ekipa zgromadziła najlepsze rumy, na 20 wybranych przeze mnie najlepszych alkoholi Show Rum Warsaw aż 16 pochodziło z ich stoiska. A pewnie więcej, tylko nie wszystkiego dałem radę spróbować. Tu są marki od niezależnych bottlerów, takie jak: SBS, Transcontinental, Velier, Kill Devil, Jamaican Stills… Do tego reprezentowane są takie destylarnie jak Worthy Park z Jamajki czy Neisson z Martyniki, a jeszcze kolekcja clairin z Haiti, a mezcale, a rumy infuzjowane… Last Port wyznacza dzisiaj trendy w świecie rumu, a na Show Rum Warsaw byli poza konkurencją.
Nieco schowane w rogu było stoisko Bacardi, warte odwiedzenia, gdyż pokazano tu kilka należących do grupy mniej znanych marek, jak amerykański rum Blanks czy Santa Teresa z Wenezueli. Były tu też cachaça i tequila, o których później.
Tudor House pokazał ze swojej oferty m.in. świetną kolekcję butelkowanych w Anglii rumów Bristol Rum oraz rum Motörhead, który powstał w Szwecji, w destylarni Mackmyra, ale z błogosławieństwem członków zespołu.
Ciekawą ofertę przywiozła firma La Maison du Rhum. Jako jedyni niemal wszystkie rumy mieli odpłatne, co przez pierwsze godziny festiwalu skazało ich na samotność, bo konkurencja oferowała swoje skarby szczodrze. W drugiej części festiwalu zaczęli jednak aktywnie zachęcać do swojego stanowiska i częstować, więc szybko ustawiła się do nich kolejka, a było warto. Butelkują rumy z różnych destylarni, prezentują wszystkie style rumów. Przede wszystkim bardzo dobre rumy w stylu francuskim, z Martyniki czy Reunion, ale też ciekawe pozycje w stylu hiszpańskim, z Kolumbii czy Dominikany. Mieli też markę kolumbijskich rumów Coloma – w wieku osiem i piętnaście lat.
Nieopodal niewielkie, ale jakże bogate w rumy stanowisko mieli wspólnie Bogusław Pawlak z poznańskiego Świata Whisky i Maciej Kaczorowski, importer rumów z Hamburga. Były tu rumy z Kostaryki, Panamy czy Kanarów. Świetne wrażenie robiła linia rumów Aldea, robionych ze świeżo wyciskanego soku z lokalnych upraw trzciny cukrowej, można powiedzieć, że to całkowicie oryginalny styl rumu, jakby pomiędzy ostrym rumem agricole a słodkim rumem dawnych hiszpańskich kolonii. Portorykański rum Centenario, to marka sama w sobie, której zachwalać niby nie trzeba, choć zaskakująco opornie zdobywa w Polsce popularność.
W prawym narożniku rozgościły się rumy Havana Club oraz znajdujące się w portfolio CEDC – Appleton Estate z Jamajki, Mount Gay z Barbadosu i jeden z sztandarowych rumów infuzjowanych przyprawami korzennymi – Sailor Jerry. W tym narożniku było najbardziej gwarno, najbardziej wesoło, najbardziej tropikalnie, najbardziej koktajlowo. Przez kilka godzin atmosferę nakręcał tu Rafał Nawrot, ambasador marek z grupy Campari.
Poza główną przestrzenią był też dodatkowy korytarz, w którym znaleźli się mniejsi producenci, promotorzy i bottlerzy. Pierwsze stanowisko po lewej stronie zajęły m.in. japońskie marki Kiyomi i Teeda. Robione na Okinawie w destylarni, która od ponad pięciu dekad słynie z awamori – lokalnego destylatu z ryżu. Znakomity a jednocześnie zaskakujący jest ich biały rum Kiyomi, destylowany w kolumnie, z melasy, a aromatem przypomina cachaça, czyli alkohol z soku trzciny. Inna prezentowana tu marka, to rum Botafogo, także w wersji infuzjowanej przyprawami korzennymi.
Infuzjowane rumy prezentował także sąsiad, brytyjski bottler, właściciel marki Dead Man’s Finger – rumy z dodatkiem miąższu kokosa, ziaren kawy czy cynamonu, znakomite jako składniki koktajli. Koneserów bardziej tu jednak przyciągały rumy wypuszczone pod marką Sixty Six, a ukrywające bardzo cenioną destylarnię z Barbadosu – Foursquare, zwłaszcza Sixty Six 12YO w wersji Cask Strength robił bardzo dobre wrażenie.
Rumy z Foursquare miało na festiwalu kilka firm, wspomniany The Last Port, ale też La Casa del Rum, stawiający pierwsze kroki niezależny bottler z Włoch, firma powstała przy destylarni grappy, a ich pierwsze butelkowania są bardzo obiecujące. Pod marką La Casa del Rum butelkują kupaże rumów z różnych wysp na Karaibach, ale też pojedyncze destylarnie (choćby wspomniane Foursquare), jednak duże wrażenie zrobiła ich druga marka – St. Quentin, zarówno biały kupaż rumu agricole z Martyniki z dodatkiem rumów melasowych, jak i kupaż rumów w różnym wieku z Martyniki, Barbadosu, Jamajki, Trynidadu, leżakowanych w beczkach po bourbonie w tropikalnym klimacie.
Tradycyjnie tłum otaczał stoisko z rumami Malecon i Malteco z Panamy i Gwatemali. Wystawiają się kolejny już raz w Warszawie, uwodzą lekkim, słodkim stylem, mają rumy w różnym wieku, a także bardzo interesującą kolekcję rumów rocznikowych, tym razem pokazali butelki z Panamy z roczników: 1985, 1987 i 2003.
Naprzeciwko rumów Malecon zaprezentował się dystrybutor rumu Canuto z Ekwadoru. Tylko jeden produkt, ładnie zaaranżowane małe stoisko. To rum z melasy, destylowany w kolumnie, starzony na wysokości 2000 m n.p.m. przez siedem lat we francuskim dębie. Skromne było stoisko hiszpańskiej bodegi znanej ze znakomitej brandy z Andaluzji – Luis Felipe. Kolejny raz prezentowali w Polsce swój Ron del Roy w bardzo nowoczesnej, metalizowanej czerwonej butelce. Pomiędzy tymi samotnymi rodzynkami rozstawił się z cachaça Leszek Wedzicha i to on był w tym korytarzu gwiazdą.
Zanim jednak przejdę do cachaça, należy wspomnieć jeszcze dwóch wystawców. Pierwszy to firma znana z koniaków Park. Od kilku lat eksperymentują z rumami pod marką Saison. Teraz do poprzednich rumów dołączyli dwa nowe – pięcioletni z Barbadosu i siedmioletni z Trynidadu. Zeszłej jesieni firma Park prezentowała w Warszawie wyśmienity koniak z beczek z japońskiego dębu mizunara, absolutny unikat. I najlepiej gdyby przy eksperymentach z koniakiem pozostali, bo to im lepiej wychodzi niż rum. Korytarz zamykał inny producent z Europy – duńska firma A.H. Riise. Właściwie to nie do końca z Europy, bo ich rumy powstają w należącym do Danii terytorium zamorskim – na wysepce Świętego Tomasza. Riise ma swój styl – bardzo słodki, wręcz cukierniczy, ma na koncie wiele sukcesów i zasłużenie cieszy się bardzo dobrą renomą. Eksperymentują z beczkami (m.in. po porto, sherry, sauternes), poszerzyli ofertę o rumy infuzjowane i likiery. Mała wyspa, a wielki rum.

Cachaça
Marka Leblon była reprezentowana na stoisku Bacardi, Weber House na stoisku The Last Port, ale tak naprawdę cachaça to Leszek Wedzicha. Kolejny raz pokazał polskiej publiczności bogactwo tropikalnych lasów Amazonii. Kilkanaście różnych butelek, od małych wytwórców, głównie z alembików, młode i starzone, leżakowane w różnych dziwnych rodzajach brazylijskiego drewna. Kilka rodzajów takiego drewna, w formie świeżych, aromatycznych wiórków z beczek, Leszek pokazywał przy stoisku oraz podczas swojej sesji masterclass. Brzmią naprawdę egzotycznie – amburana lub carejeira, grápia, bálsamo, cabreúva… Nic dziwnego, że to miejsce ciągnęło jak magnes, szkoda, że prezentowane marki nie są obecne na polskim rynku i nie było ich w sklepiku festiwalowym. Te marki to m.in. Havana, Sapucaia, Alambique Brasil, Anunciada, Dom Bre czy Agua de Arcanjo.

Tequila
Na pewno impreza była dużym sukcesem marki Jose Cuervo. Witała na wejściu, hostessa roznosiła ją na tacach, podawana była w ciekawych szotach, w świetnych dedykowanych im kieliszkach. Dystrybutor Jose Cuervo, United Beverages, skutecznie pokazało, że tequila to nie „limonka i sól”. Na stoisku były dwa klasyki Jose Cuervo Especial (silver i reposado), ale też znakomita rocznikowa Jose Cuervo Platino oraz tequila 1800 w wersjach silver i reposado. Tequila klasy superpremium była także na stoisku Bacardi – znana, świetnie wypromowana marka Patrón. Zarówno Patrón jak i Jose Cuervo to marki globalne, brakowało natomiast tequili w wydaniu rzemieślniczym. Może za rok…

Mezcal
Jeśli chodzi o mezcal, to tutaj supremacja firmy The Last Port była całkowita. Zaproszony przez dystrybutora Scott Baird tłumaczył, czym jest mezcal, czym różnią się odmiany agawy i formy destylacji. Na stoisku można było spróbować bardzo drogiego mezcalu pechuga (720 zł butelka), który robiony jest w niezwykły sposób, opary alkoholu nad alembikiem mają kontakt z mięsem (zwykle piersią indyka czy kurczaka), przez co trunek ma bardzo charakterystyczne aromaty i smak grillowanego mięsiwa, bekonu. Wystawca prezentował m.in. nową w swoim portfolio markę mezcali Montelobos (cztery odmiany) czy rzemieślnicze, unikatowe mezcale z serii Derrumbes, które pozwalają docenić nie tylko różnice pomiędzy agawą tobala a espadin, ale także różne podejście plantatorów agawy, różne terroir, różne koncepcje gorzelników. To drogie, ale wybitne trunki.

Inne alkohole
Poza egzotyką z Karaibów i Ameryki Południowej na festiwalu było kilka marek whisky i whiskey (m.in. trzy edycje Teelinga z beczek po rumach czy Kavalan Rum Cask) oraz najbardziej znany bimbrownik (do niedawna), a obecnie właściciel Wolf & Oak Distillery – Michał Płucisz, który prezentował okowity owocową i zbożową, a podczas sesji masterclass także własne rumy.
Nie brakowało ciekawostek, np. destylat z bananów z Brazylii – Musa, likiery z papryczek chilli – Ancho Reyes, angielski likier z kumkwatów – Fortunella, na stoisku The Last Port była kolekcja włoskich ginów – Malfy. A na zewnątrz prezentował się producent miodów.

Koktajle
Jak rum, to koktajle. Szkoda, że do współpracy nie zaproszono kilku warszawskich koktajl-barów, które specjalizują się w rumach, ale na niektórych stoiskach można było spróbować mieszanek naprawdę wybuchowych. Hitem był koktajl na japońskich rumach, zrobiony prawdziwie po japońsku, czyli w stylu umami, z dodatkiem sosu teriyaki. Gdzie indziej serwowano różne smaczne wariacje w klimatach daiquiri.
Wrócę do tego, że brakowało gadżetów, palemek – mieszadełek, fantazyjnych słomek, albo ciekawego szkła, bo serwowano smaczne koktajle w tekturowych lub plastikowych kubeczkach. A jak już gdzieś, ktoś nalał do czegoś ładnego, to trzeba było od razu wypić, żeby broń Boże naczynie nie zginęło. Czy nie lepszym rozwiązaniem jest wprowadzenie jakiejś opłaty za szkło koktajlowe? Dodatkowy żeton czy dwa, albo ktoś odda, albo sobie zachowa na pamiątkę, jeśli taka jego wola. Pilnowanie, czy ktoś nie ukradnie szklanki nie jest w najlepszym guście.
Tu jednak trzeba kolejny raz pochwalić United Beverages – podawało świetne szoty na bazie tequili w pięknych kieliszkach, które nie były przymocowane do tacy łańcuchem! Firmowy kieliszek, szklanka czy kubek, to także forma promocji marki, o czym nasi wystawcy rzadko pamiętają. Szkoda.

Kogo i czego brakowało?
Brakowało kolorów i gadżetów, ale też kilku ważnych wystawców. Z wielkich marek – Captain Morgan, czyli rum należący do Diageo, widoczny na najniższych półkach hipermarketów i zupełnie nie promowany w Polsce, a przecież na światowych festiwalach rumów charakterystyczna postać z rapierem, w pirackim kapeluszu zawsze robi duży show. Wystarczy pojechać do Czech, gdzie Captain Morgan nakręca każdą ważniejszą imprezę z rumem. Pozostając przy Diageo – nie było też na Show Rum ich flagowego rumu premium, czyli marki Zacapa. Wydaje się, że największy na świecie koncern alkoholowy jeszcze nie zauważa, że sprzedaż rumu w Polsce rośnie.
Kolejna wielka marka, która na festiwalu rumu powinna pozostać w pamięci, to Malibu. Bo cóż się bardziej kojarzy z Karaibami młodym bywalcom barów? Malibu, ale i inne lekkie likiery na bazie rumu. Kilku producentów, w tym duński A.H. Riise, miało coś w tej kategorii do pokazania, dużych marek brakowało.
Nie było rumów Angostura, szkoda, bo Daniyel Jones, ambasador marki, był już kilka razy w Polsce i zawsze był świetnie odbierany, na pewno zrobiłby barmański show. Angostura kojarzona jest przede wszystkim z przyprawą do koktajli, ale to przecież też znakomity rum i jeden z największych producentów rumów na Karaibach.
Nie było polskich producentów, dla których rum, czy koktajle na bazie rumu, to ważna część oferty, jak Henkell (marka Canari), a zwłaszcza Polmos Bielsko-Biała (m.in. marka Galeon). Rumy Galeon w ostatnim czasie przeszły rebranding, uzyskały nie tylko lepsze opakowania, ale – przede wszystkim – znacznie lepszą zawartość. To już nie jest mieszanka neutralnego spirytusu z tanimi rumami z Jamajki. Obecnie butelki Galeon skrywają rumy z Trynidadu, ze wspomnianej destylarni Angostura, z czego klienci na ogół w ogóle nie zdają sobie sprawy, bo promocja tych produktów skoncentrowana jest na niskiej cenie i gazetkach sieci handlowych.
Nie było ważnych importerów. Pinot to od lat numer jeden, jeśli chodzi o ofertę rumów, bardzo mocno obecny w barach, mający w portfolio znakomite marki, jak np.: Plantation, Botucal, Don Papa, czołowy rum koktajlowy Negrita czy kilka znaczących marek cachaça. Nie było M&P, które niedawno prezentowało świetne rumy na własnym festiwalu Whisky & Frieds, m.in.: Barceló i Karukera, czy nowość w ofercie – Hampden z Jamajki. Nie było Toorank Polska, dystrybutora marek: Matusalem, Rebellion czy Stroh. Nie wystawiła się Vininova, która ma rumy Doorly’s, kolekcje Mezan czy Foursquare, ale też wielką ofertę tequili.
Część tych firm i marek zaprezentuje się w czerwcu na Rum Love Festival we Wrocławiu.
Patrząc na geografię rumu, najbardziej brakowało mi reprezentantów stylu agricole, najsilniej reprezentowane były słodkie rumy w stylu kubańskim, ale takie są preferencje rynku i nie ma się czemu dziwić. Chciałoby się żeby było więcej „przyjaciół” rumu, czyli tequili, mezcalu i innych egzotycznych trunków z Ameryki Łacińskiej, które są mało znane (np. sotol).

Co za rok?
Organizator i importer, Tudor House, przez cały festiwal prowadził sprzedaż rumów. W sklepie festiwalowym prezentowane były 183 marki w cenach niższych o 23%. Świetna okazja by kupić na później, z czego wiele osób korzystało.
Impreza trwała 12 godzin, od południa do północy. Prawdziwy maraton i chwała każdemu z wystawców, że był do końca z publicznością.
To była dobra impreza. Kto nie był, niech żałuje. Mam nadzieję, że wejdzie na stałe do kalendarza warszawskich festiwali. Maj to świetny czas. Oby za rok było więcej wystawców i więcej entuzjastów rumów.

Aqua Vitae rekomenduje
Najlepsze na Show Rum Warsaw 2019

Poz. Marka Rodzaj alkoholu Kraj Dystrybutor Punkty
1 Derrumbes Salmiana mezcal Meksyk The Last Port 96,5
2 Long Pond 2007 TECC rum Jamajka The Last Port 95,5
3 SBS Venezuela 2004 rum Wenezuela The Last Port 94,5
3 Foursquare Destino rum Barbados The Last Port 94,5
5 Worthy Park Reserve rum Jamajka The Last Port 94,0
5 Worthy Park 12YO rum Jamajka The Last Port 94,0
7 Havana Balsamo cachaça Brazylia Cachaça Festival 93,0
8 Esclavo XO rum Dominikana The Last Port 92,5
8 Worthy Parka Port rum Jamajka The Last Port 92,5
10 Caroni Replica rum Trynidad The Last Port 92,0
11 Paranubes rum Meksyk The Last Port 91,5
12 Brugal 1888 rum Dominikana United Beverages 91,0
12 SBS Guyana 1998 rum Gujana The Last Port 91,0
12 Transcontinental Guyana 2004 rum Gujana The Last Port 91,0
12 Jose Cuervo Platino tequila Meksyk United Beverages 91,0
16 SBS Barbados 2005 rum Barbados The Last Port 90,5
17 Malecon 25YO rum Panama Tudor House 90,0
17 Savanna White rum Reunion The Last Port 90,0
17 Velier Royal Navy rum Włochy The Last Port 90,0
Komentarze

Źródło: zdjęcia: Marytka Czarnocka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Subskrypcja newsletter

Najnowsze wpisy wprost do Twojej skrzynki e-mail