Taka książka nie powinna się ukazać, bez redakcji, bez korekty, pełna błędów stylistycznych, interpunkcyjnych i merytorycznych. Autor słabo sobie radzi z konstruowaniem zdań, z nonszalacją podszedł do literatury tematu, z ignorancją do interesującej go problematyki. Zdania w książce się urywają, orzeczenia powtarzają, a merytorycznie możemy się np. dowiedzieć, że wódka ma 30% a spirytus 45%. Mylą mu się daty i ludzie. Same przepisy na nalewki są… lepsze i gorsze. Niektóre przepisane z innych źródeł, niektóre własne. Niektóre poprzedza historyczny wstęp, który bywa, że niewiele ma z prawdą wspólnego. Przy takiej liczbie dobrych książek o nalewkach jakie są na rynku, tą wyróżnia wyjątkowe niechlujstwo. Na czwartej stronie okładki możemy wyczytać, że autor „wysoko ceni życie na wąskiej, wyboistej, stromej i krętej ścieżce”. Cokolwiek to nie znaczy, ty Czytelniku trzymaj się od tej ścieżki z daleka, gdyż wiedzie na manowce.

Komentarze

Źródło: Wydawnictwo Bernardinum, Pelplin 2016, s. 288, 29,90 zł, ISBN 978-83-7823-652-8

Komentarze

  1. Widziałem spis treści. Co napisano o absyncie (strona 223) i o gdańskim likierze elektorskim (151) i eau d’or (184)?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Subskrypcja newsletter

Najnowsze wpisy wprost do Twojej skrzynki e-mail