Zbudowana ok. 1920 roku gorzelnia w Konstantynowie pracuje pełną parą. Jest to jednak ostatnia gorzelnia w regionie, która wciąż produkuje etanol do produkcji wódek. Pobliska gorzelnia w Witulinie przerabia odpady na bioetanol, te w Klonownicy, Rozkoszy, Hruszniewie, Chotyczach i Międzyrzecu Podlaskim są w ruinie, w zamkniętej od lat gorzelni w Cieleśnicy nowi właściciele chcą uruchomić wytwórnię win i nalewek. A w Konstantynowie niezmiennie przerabia się zboże na wysokiej klasy spirytus rolniczy.

Obecnym właścicielem gorzelni jest Przedsiębiorstwo Rolno-Handlowe Konstantynów Sp. z o.o., które powstało po prywatyzacji PGR Konstantynów. Obecna gorzelnia powstała po tym jak spłonęła poprzednia, drewniana, podpalona przez Rosjan w czasie I wojny światowej. W osobnym budynku działała słodownia. Murowana, z typowymi dla tamtych lat wysokimi neogotyckimi oknami, z dużymi piwnicami i piętrem, gdzie kiedyś były maszyny parowe. Znaczna część tej maszyny do dzisiaj się zachowała, natomiast obecny piec węglowy pochodzi z okresu znacznie późniejszego, z 1961 roku, z Sosnowickich Zakładów Budowy Kotłów. Gorzelnia jest wyposażona w kolumnę odpędową z 1999 roku firmy Halkol, o wysokości 10,7 m, średnicy 0,85 m. Wewnątrz jest 15 pólek warowych i 10 pólek wzmacniających oraz deflegmator o średnicy 1,2 m. Wydajność aparatu to 250 l/godz. Jest tu 15 kadzi zacierowych, o pojemności 15 tys l. Miesięczna produkcja to ok. 120 tys. l, obecnie dostarczana do Destylacji Polskich w Obornikach.
– Przerabiamy w większości swój surowiec oraz posiłkujemy się skupem od rolników i firm. W większości jest to żyto zdarza się też pszenżyto, jęczmień czy kukurydza – mówi Władysław Rusecki, prezes PRH Konstantynów Sp. z o.o..
Wywar w całości odbierają rolnicy na paszę dla zwierząt. Piwnice z pięknymi sklepieniami z czerwonej cegły obecnie są mieszkaniem dla nietoperzy, ale z powodzeniem mogłyby służyć jako leżakownia dla wyrobów własnych, gdyby zliberalizowane zostały przepisy dotyczące produkcji regionalnych napojów alkoholowych.
– Gorzelni rolniczych już nie ma ekonomia wykończy wszystkie. Bez pomocy państwa nie przetrwa ten dział produkcji, zginie na korzyść fabryk etanolu jak np. w Goświnowicach koło Nysy. Przy zerowej opłacalności nie ma rozwoju technicznego a piętrzenie problemów prawnych generuje koszty. Na przykład ostatnio podważa się ważne pozwolenie na przetwarzanie odpadów, czyli wywaru, który przekazujemy rolnikom bezpłatnie. Musimy odnowić pozwolenie, co generuje koszty rzędu 15 tys. zł – samo zabezpieczenie wywaru jako odpadu. Kolejny problem, to zabezpieczenie akcyzowe, które nie powinno w ogóle dotyczyć spirytusu surowego, ani w transporcie, ani w magazynie. Zabezpieczenie magazynu o pojemności 75 tys. l to kwota ok. 4 mln zł, a na transport 32 tys. l to dodatkowo kwota ok 2 mln zł. Jaki trzeba mieć majątek, by uzyskać takie zabezpieczenia! Oczywiście dochodzi brak możliwości sprzedaży bezpośredniej produktu. Prawodawstwo i Unia Europejska dławią małą produkcję w rolnictwie. Chcą byśmy byli tylko wytwórcami produktu podstawowego, nie przetworzonego, bo wtedy najłatwiej się łupi ekonomicznie, a warunki prawne to sankcjonują – mówi Władysław Rusecki.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Subskrypcja newsletter

Najnowsze wpisy wprost do Twojej skrzynki e-mail