Popularna publikacja poświęcona historii rumu. Richard Foss zaczyna od trudności z klasyfikacją. Bo niby rum, to alkohol z melasy lub syropu z melasy lub soku z trzciny cukrowej. Tak jest, ale w Unii Europejskiej. Gdzie indziej bywa różnie. Melasę można robić z syropu klonowego, jest mało wydajny, ale można i takie rumy powstają. Można też robić z sorgo. W Azji nie brakuje takich rumów – z sorgo, często dodatkiem destylatu z ryżu, inna sprawa, że często nazywają się whisky, a nie rum. Choć z whisky nie mają nic wspólnego. Tak samo w Indiach, wiele destylatów z melasy ma na butelkach napis whisky. Jest też melasowe chińskie chiew, które tak naprawdę jest rodzajem nalewki. Do tego wszelakie aguardiente od Meksyku, przez Kolumbię, po Argentynę, w wielu dawnych hiszpańskich koloniach. Często z trzciny cukrowej. Aguardiente to wspólna nazwa dla wielu mocnych napitków, pochodzi od łacińskiego aqua ardens, czyli woda ognista. Te egzotyczne alkohole często nie mają wymaganej dla rumu mocy minimalnej 37,5%. Jeszcze trudniej z jakąkolwiek uporządkowaną klasyfikacją rumu, bo ta na białe i brązowe nie ma żadnego sensu, zwłaszcza gdy do białego rumu dodaje się melasy, by zmienić mu kolor.
Dalej autor pisze o historii produkcji alkoholu z trzciny cukrowej. Jest kultywowana przez człowieka od ponad 6000 lat. Najstarszy dokument dotyczący fermentacji soku z trzciny pochodzi z Indii, z ok. 1800 roku p.n.e. To księga „Manasollana”, która zawiera recepturę produkcji piwa z soku trzcinowego. Z tego też okresu pochodzi inny manuskrypt, który precyzyjniej dzieli napoje fermentowana z trzciny na sura (z dodatkiem gotowanego przefermentowanego ryżu) i soma, zarezerwowana dla arystokracji, o nieznanym składzie. Natomiast pierwsze dokumenty dotyczące destylacji soku trzcinowego pochodzą z połowy XVI wieku z Martyniki oraz z podobnego okresu z Brazylii, pojawia się też nazwa brazylijskiego trunku – cachaco.

Przez długi czas rum był alkoholem niewolników, nikt nie dbał o jego smak, nazywany był kill-devil, a przepisy wewnątrz większości kolonii zabraniały Europejczykom pojenia się tym zabójczym trunkiem. Dopiero w połowie XVII wieku Brytyjczycy skomercjalizowali rum, rozpoczynając eksport do Europy ze swoich kolonii na Barbadosie i Jamajce. Dalej opisywana jest historia rumu i niewolnictwa, handel rumem, próby opodatkowania i zakazów produkcji rumu, „rumowe rebelie”, przemyt i piractwo.
Europejskie mocarstwa próbowały ograniczać dostęp do rumu, widząc, że spada wydobycie złóż w koloniach, gdyż pijani niewolnicy pracowali słabo. Trzeźwi – buntowali się i domagali rumu. Rum był też pierwszym trunkiem Ameryki Północnej i to rum napędzał Amerykanów w kierunku niepodległości, przy czym racje rumu były przydzielane żołnierzom obydwu stron konfliktu. Niechęć do płacenia podatków była powszechna. Ciekawostką były pływające fabryki rumu w Australii. Na barkach rzecznych montowano urządzenia do miażdżenia trzciny cukrowej, tu odbywała się fermentacja i destylacja. Przykładem może być SS Walus, okręt parowy, ukrywający się na wodach w okolicy Queensland. Jego właściciel, James Stewart, znany jako Bonus Bill, z powodzeniem wymykał się inspektorom podatkowym, a po latach sprzedał wyposażenie statku, dzięki czemu powstała istniejąca do dziś Beenleigh Rum Distillery. Jednym z ich produktów jest współcześnie rum Bonus Bill z uśmiechniętą twarzą kapitana-bimbrownika. W tradycji tajskiej od XIX wieku było wytwarzani własnych alkoholi destylowanych, zwanych lao khao, co znaczy tyle, co biały spirytus. Robione z fermentowanego soku trzciny cukrowej, malasy i ryżu, z dodatkiem ziół. Na Hawajach wytwarzano mocne napitki z przefermentowanej melasy, soku z ananasa i liści ti, co nazwano okolehao. Oczywiście w wielu krajach Azji istniał arrack, jako destylat z melasy i fermentowanego soku palmowego.
Poprawa jakości rumu wiąże się z jego coraz powszechniejszym zastosowaniem w armii Brytyjskiej, przede wszystkim marynarce, kiedy przestał być już tylko trunkiem niewolników i lokalnej ludności. Pierwsze duże inwestycje w budowę nowoczesnego przemysłu produkcji melasy i rumu nastąpiły w Demerarze, czyli dzisiejszej Gujanie.
Tradycyjna piosenka śpiewana na Trynidadzie od lat 30. XX wieku:
From Chicacachicaree to Mona’s Isle
Native girls all dance and smile
Help soldier celebrate his leave
Make every day like New Year’s Eve
Drinkin’ rum and Coca-Cola
Go down Point Koomahnah
Both mother and daughter
Workin’ for the Yankee dollar
Podsumowując, książka Richarda Fossa to nic odkrywczego i bardzo mało od autora, głównie historia, kilka stron o koktajlach, rumie w kuchni oraz dwie strony o świetlanej przyszłości rumu.
Reaktion Books, London 2012, s. 142, ISBN 978-1-8619-926-2

Komentarze

Źródło: Reaktion Books, London 2012, s. 142, ISBN 978-1-8619-926-2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Subskrypcja newsletter

Najnowsze wpisy wprost do Twojej skrzynki e-mail