Old Comber

W mieście Comber, w hrabstwie Down, w XIX wieku powstały dwie destylarnie pot still whiskey. Pierwsza, znana jako Upper Distillery, powstała w 1825 roku w miejscu wcześniejszego browaru i słodowni. Założył ją John Miller. Druga powstała w tym samym roku w miejscu papierni, znana jako Lower Distillery, założyli ją panowie Byrne i Giffikin. Tylko przez dwadzieścia lat działała samodzielnie, w 1845 roku przejął ją John Miller, który destylował teraz whiskey w dwóch miejscach. Produkowali ciężką, oleistą whiskey, jako jedni z pierwszych w Północnej Irlandii zaczęli nalewać ją do butelek. Po raz ostatni spirytus popłynął z alembików w 1953 roku. Potem kolejni właściciele wyprzedawali zapasy odleżakowanych whiskey. Do dziś można dostać (w cenie ok. 600 euro) pojedyncze butelki whiskey Old Comber 30YO, które na początku lat 80. wypuściła firma James E McCabe z przejętych zapasów. Przetrwały resztki dawnych zabudowań przy Killinchy Street w Comber.

Czytaj więcej

Pozostałości po Bandon Distillery

Na obrzeżach Bandon do 1929 roku działała destylarnia whiskey. Dziś jest tu spory pub o nazwie The Old Still, a reszta budynków niszczeje. Destylarnia powstała w miejscu działającego od XVIII wieku młyna. Założyła ją w 1826 roku spółka Allman, Dowden & Co., nazywała się Allman Bandon Distillery, master distillerem był James C. Allman. Mieli pięć alembików i produkowali ok. 2 mln l rocznie, co było pokaźną ilością i lokowało gorzelnię w czołówce kraju. Mieli własną słodownię i bocznicę kolejową. Produkowali wysokiej jakości whiskey, a zapasy były tak wielkie, że wyprzedawano je jeszcze przez dziesięć lat od wygaszenia produkcji w 1929 roku. Jak wiele innych destylarni, stała się ofiarą kryzysu, utraty rynków zbytu (angielskie embargo na irlandzkie produkty, prohibicja w USA), ale też wysokich kosztów. Unikatowe pojedyncze butelki whiskey z Bandon Distillery od czasu do czasu pojawiają się na aukcjach.

Czytaj więcej

Dawna gorzelnia w Taczanowie

Gorzelnia powstała pod koniec XIX wieku, wraz z nią wybudowano tu cegielnię. W kompleksie folwarcznym znajdował się tartak, elektrownia, zabudowania gospodarcze (styl neogotycki i tzw. styl normandzki) – stajnie, obory, spichlerz. W 1926 roku włości obejmowały 839 ha (cały majorat – 3733 ha). Hodowano tu konie, bydło, trzodę chlewną. Pałac został wybudowany w drugiej połowie XVIII wieku, który okala okazały park o powierzchni 18 ha.

Czytaj więcej

Arnoldo de Villanova – ojciec destylacji

Uważany za ojca europejskiej sztuki destylacji, alchemik, astrolog, lekarz i reformator. Arnoldo de Villanova żył w latach 1240-1311. Prawdopodobnie urodził się w Królestwie Aragonii, nie wiadomo dokładnie gdzie, studiował medycynę i teologię, prawdopodobnie w Walencji i Montpellier. Żył m.in. w Paryżu, Barcelonie i Genui. Był nadwornym medykiem króla Piotra III Wielkiego. Prowadził doświadczenia z destylacją, o której dowiedział się ze skryptów arabskich. Przetłumaczył z arabskiego na łacinę wiele tekstów. Jest autorem pierwszego traktatu o wypalaniu wina, a także pierwszej księgi o winie „Tractatus de vinis” (lub „Liber de Vinis”).

Czytaj więcej

200 lat Pistoriusa

200 lat temu powstała pierwsza kolumna destylacyjna, opracowana przez pruskiego wynalazcę, gorzelnika, kupca i rolnika, Johanna Heinricha Leberechta Pistoriusa (ur. 21 lutego 1777 w Loburg, zm. 27 października 1858 w Weissensee). Jego wynalazek zrewolucjonizował gorzelnictwo, zwłaszcza na terenie Prus, Austro-Węgier i częściowo pozostającej pod zaborami Polski (w krajach anglosaskich wkrótce pojawił się wynaleziony niezależnie przez Irlandczyka Aeneasa Coffeya aparat kolumnowy do destylacji ciągłej). Urządzenie Pistoriusa pozwalało na ciągły obieg produkcji spirytusu, dzięki zastosowaniu dwóch połączonych ze sobą aparatów (kotłów) z systemem chłodzenia w deflegmatorze. W zamkniętym obiegu, zasilanym maszyną parową i piecem węglowym, skraplana ciecz dzielona była na frakcje, część wracała z powrotem do kotła, część była odbierana jako surowy spirytus, o wyższej mocy i lepiej oczyszczony, niż przy wcześniej stosowanej destylacji w alembiku. Pistorius eksperymentował z destylacją wódek ziemniaczanych. Swój aparat opatentował 21 marca 1817 roku. Jego technologia była tania i niezwykle wydajna i szybko znalazła zastosowanie w gorzelniach rolniczych.

Czytaj więcej

Dawna gorzelnia rolnicza w Jeżewie

Gorzelnia została wybudowana według planów z 1893 roku, które znajdują się w Archiwum Naukowym Muzeum w Szreniawie. Na ich podstawie wykonano makietę (skala 1:20), prezentującą kompletne wyposażenie gorzelni. Obiekt znajdował się we wsi Jeżewo, w okolicach Borka Wielkopolskiego. Do dziś zachowały się ruiny dawnego folwarku (a później przedsiębiorstwa PGR) oraz niewielki klasycystyczny dwór. W XIX w. wieś stanowiła własność Edwarda Raczyńskiego, który uruchomił tutaj cegielnię, gorzelnię, browar, zbudował wodociągi oraz założył dwuletnią szkołę rolniczą. W pierwszej połowie XIX w. właścicielem Jeżewa był warszawski kupiec Gabriel Bergson.

Czytaj więcej

Przemysław Karwowski: Od likierów do Luksusowej

Każdy zakład produkujący w Polsce alkohole może zazdrościć Zielonej Górze. Zapewne wielu rzeczy, ale wśród nich z pewnością monografii, bo żaden inny zakład nie ma tak starannie opisanej i udokumentowanej fotograficznie historii, jaką stworzył Przemysław Karwowski. W swojej książce o Lubuskiej Wytwórni Wódek Gatunkowych autor opowiada o ludziach i ich losach, alkoholach i ich smakach, maszynach i ich możliwościach, ale przede wszystkim o pewnej idei, która wraz z upływem lat się nie zmieniała – by tworzyć najwyższej klasy trunki. Lubuska Wytwórnia Wódek Gatunkowych – dziś Wyborowa Pernod Ricard w Zielonej Górze – to zakład, w którym powstawały i powstają tak wielkie marki jak wódki Wyborowa czy Luksusowa, a przed laty Jarzębiak na Winiaku, Gin Lubuski czy pierwsza polska whisky. Tu powstało wiele receptur, które przez lata cieszyły gardła Polaków, a dla części z nich – wierzę – znów nadejdzie czas, gdyż zainteresowanie unikatowymi alkoholami (jak jarzębiak czy winiak) w narodzie z roku na rok rośnie.

Czytaj więcej

William Pokhlebkin: Historia wódki

William Pokhlebkin swoje z angielska brzmiące imię zawdzięcza… Leninowi. Ojciec – bolszewik – nazwał tak syna od pierwszych liter tworzących imię i nazwisko wodza rewolucji – Włodzimierza Ilicza Lenina. Urodzony w 1923 roku, zmarł – zamordowany – w 2000. Pokhlebkin był radzieckim akademikiem, specjalizował się w historii rosyjskiej kuchni, był autorem kilku książek kucharskich, ale do historii przeszedł jako autor „Historii wódki” (wcześniej napisał m.in. książkę o historii herbaty). Jego najważniejsza publikacja powstała na zamówienie Politbiura w 1978 roku, jako raport dla Soyuzplodoimport (monopolisty w produkcji i sprzedaży wódki w ZSRR), w odpowiedzi na rzekomy pozew polskiego rządu, który miał domagać się od międzynarodowych trybunałów uznania oznaczenia vodka/wódka jako należnego wyłącznie polskim produktom. Piszę, że rzekomego pozwu, gdyż nigdzie nie znalazłem żadnych informacji, które by potwierdzały, że został on złożony. Do jakiego trybunału? I jak to możliwe, by władze komunistycznej Polski w 1977 roku miały występować przeciwko ZSRR w tak drażliwej kwestii jak własność terminu wódka? Brzmi to niedorzecznie, być może zaszło jakieś nieporozumienie, może Gierek coś sobie zażartował w rozmowie z Breżniewem, może nawet przy wódce padły jakieś złe słowa, spór, czyja lepsza, czyja prawdziwsza, ale po pozwie nie w literaturze ma śladu, choć Pokhlebkin we wstępie do amerykańskiego wydania swojej książki (z 1992 roku) pisze, że w 1982 roku uznał, że to Rosjanie wynaleźli wódkę (sic!) i maja prawa do używania tej nazwy na światowych rynkach. Nadal nie wiadomo, jaki to był trybunał, a dziś określenie wódka kodyfikują przepisy prawa UE bez odwoływania się do jej historii, lecz określając technologie produkcji i minimalna moc (37,5%).
Tyle o historii „Historii wódki”. A teraz sama książka, która jest bardzo interesująca, choć wiele w niej informacji równie nieprawdopodobnych i nieudokumentowanych, jak w tym pozwie PRL przeciwko ZSRR o prawo do wódki.

Czytaj więcej

Dawna gorzelnia rolnicza Chociw

Po gorzelni rolniczej we wsi Chociw dziś pozostała tylko ruina. Wyposażenie sprzedano lub rozkradziono, nawet pieca węglowego już nie ma. Straszą puste mury bez okien. Po wojnie działała tu najpierw krochmalnia, potem gorzelnia. W latach 90. jej właścicielem był były minister rolnictwa Roman Jagieliński. Pracowała na dwie zmiany, produkowała ponad 1000 l spirytusu dziennie, przerabiała ziemniaki i zboże. Około 2005 roku zaprzestano produkcji.

Czytaj więcej

Dawna gorzelnia w Radziejowicach

Gorzelnia wchodziła od XIX wieku w skład zabudowań folwarcznych majątku Radziejowice, wraz z stajniami, wozownią, młynem, kuźnią, czworakimi. Do lat 90. XX wieku należała do Centralnego Laboratorium Przemysłu Chemicznego. Potem, wraz z terenem, przekazano ją straży pożarnej, obok powstała nowa strażnica, ale budynki dawnej gorzelni nie zostały wyburzone, nadal stoją, choć nie spełniają już swojej pierwotnej roli, pomału popadają w ruinę.

Czytaj więcej

Stara gorzelnia Rakoniewice

Gorzelnia została zbudowana w latach 1900-1902. Obok znajdowały się zabudowania mieszkalne właściciela. W okolicy rozpościerały się plantacje chmielu, więc nie wykluczone, że był tu także browar. Od XVII wieku Rakoniewice były prężnym ośrodkiem rzemieślniczo-handlowym. Na przestrzeni kolejnych wieków tutejsza ludność wyspecjalizowała się w hodowli pijawek i produkcji młynków do kawy. Pomiędzy latami 1869-1872 prowadził tutaj swoją pierwszą praktykę lekarską Robert Koch, jeden z twórców mikrobiologii lekarskiej, odkrywca bakterii wywołujących wąglika, cholerę czy gruźlicę.

Czytaj więcej