Minor Case

Amerykańska żytnia whiskey, produkowana w Indianie w destylarni Limestone Branch, finiszowana w beczkach po słodkiej cream sherry z winiarni Meier’s, butelkowana z mocą 45%. Zrobiona w 51% z żyta, 45% z kukurydzy, reszta to słodowany jęczmień. Destylat jest tylko dwuletni, ale gorący klimat i biały amerykański dąb zrobiły, co miały zrobić – alkohol jest aromatyczny i taniczny. W nosie: ziarna żyta i przefermentowane żyto, ziarna kakao, fermentowane cytryny. W smaku: zioła, cynamon, gałka muszkatołowa. Finisz to słodka musztarda czy może miód z gorczycą. I rozmaryn. Nazwa jest hołdem dla Minor Case Beama, pradziadka założycieli Limestone Branch, który destylował żytnią whiskey jeszcze w latach poprzedzających prohibicję w USA, czyli przed 1919 rokiem. W Polsce w ofercie Pinot Wine & Spirits.

Spotkanie z whiskey Templeton Rye

Zapraszamy w czwartek, 1 sierpnia, na godz. 19.00 do Salonu M&P ul. Strzelecka 27, na prezentację amerykańskiej whiskey Templeton Rye.
Produkowana w Indianie, o wyrazistej recepturze opartej w 95% na życie i 5% na słodowanym jęczmieniu.
Spróbujemy dostępnych w Polsce wersji Templeton Rye 4YO i 6YO, a także opowiemy o historii tego niezwykłego trunku, która rozpoczęła się niemal sto lat temu w okresie prohibicji.

Czytaj więcej

Pożar w składzie z beczkami bourbona Jim Beam

W nocy z 2 na 3 lipca miał miejsce pożar w magazynach w Kentucky, w których leżakował bourbon Jim Beam. Spłonęło 45 tys. beczek. Straty wstępnie szacowane są 90-300 mln dolarów. Ogień tlił się jeszcze w środę po południu, strażacy pozwolili, aby pożar sam zgasł. Z magazynów o powierzchni boiska i wysokości 6-7 pięter nie zostało nic – zawaliły się wkrótce po zajęciu ogniem. Z pożarem walczyło 40 strażaków z pięciu hrabstw.

Czytaj więcej

WhistlePig 12YO Rye Old World Cask Finish

Kolejna perełka z destylarni WhistlePig, która obecnie robi jedne z najlepszych żytnich whiskey w USA. Po dwunastoletnim okresie leżakowania w nowych beczkach z białego dębu, trunek finiszowano w beczkach po: maderze (63%), sauternes (30%), porto (7%). Aromat słodki i ziołowy, z nutami pomarańczy i liczi, delikatnie balsamico. Smak wyrazisty – pieprz, chilli, wanilia, suszone wiśnie, rodzynki, czereśnie, politura i drożdże. Finisz słodki, miód, czekolada z chilli, sok z wiśni. Pięknie poukładana. Butelkowana z mocą 43%.

Garrison Brothers

destylarnia whiskey, powstała w Teksasie w 2013 roku, założona przez braci Dana i Donnisa Garrisonów. Ich oferta to: Texas Straight Small Batch Bourbon Whiskey (47%), Garrison Brothers Single Barrel Bourbon Whiskey (47%), Cowboy Straight Bourbon Whiskey (68,5%) – utytułowana w „Whisky Bible” Jima Murraya American Whiskey of the Year w 2014 i 2017 roku, Balmorhea Double-Barreled Bourbon Whiskey (57,5%) – dwa lata plus dwa lata w różnych beczkach z amerykańskiego dębu, Estacado Port-Finished Straight Bourbon Whiskey (53,5%) – po trzech latach w amerykańskim dębie trafiła na sześć miesięcy do beczek po porto z piwnic Llano Estacado oraz Honey Dew (40%) – czteroletni bourbon z dodatkiem lokalnego miodu.

Czytaj więcej

Basil Hayden’s Dark Rye

alkohol przełamujący schematy, bardzo odbiegający od tradycji amerykańskiej whiskey. Zresztą w świetle przepisów to nie jest whiskey. Mamy tu mieszankę kanadyjskiej rye whiskey z Alberta Distillery, amerykańskiej rye whiskey z jednej z destylarni Jim Beam oraz odrobinę porto ruby. Aromat jednak mocno utleniony, jak w porto tawny. Do tego: kukurydza, wanilia, rodzynki, figi. W smaku bardzo utlenione, drożdżowe, miód gryczany. Finisz jest bardzo drożdżowy i słodki. Edycja butelkowana jest z moca 40%, weszła do stałej oferty Jima Beama jesienią 2017 roku.

Kiedy Amerykanin spotkał Szkota

3 kwietnia w teatrze Kamienica miało miejsce niecodzienne spotkanie, przygotowane przez firmę Brown-Forman. Na scenie przy pełnej widowni w rolach głównych pojawili się: Amerykanin, Chris Fletcher, assistant master distiller Jack Daniel’s i Szkot, Stewart Buchanan, globar brand ambassador BenRiach, GlenDronach i Glenglassaugh. Spotkanie poprowadził Mateusz Hładki.

Czytaj więcej

James Oliver

marka whiskey z Oregonu, z Indio Spirits Distillery. Klasyczna jest wersja James Oliver Rye, leżakowana przez cztery lata w mocno wypalonych i wypieczonych beczkach. W aromacie wanilia i aceton. W smaku lakier, bimber z pieprzem. Moc – 50%. Drugi produkt to James Oliver American, whiskey mieszana o mocy 46%, leżakowana przez dwa lata w nowych beczkach z amerykańskiego dębu, mocno wypalonych, następnie finiszowana w beczkach po sherry. Aromaty toffi, wanilii. W porównaniu do wersji Rye – lekka i słodka.

Wood’s Tenderfoot Whiskey

kraftowa whiskey z Wood’s High Mountain w Kolorado. W nastawie znalazły się: słodowany jęczmień, słodowane żyto i słodowana pszenica. Leżakowanie w nowych beczkach z amerykańskiego dębu, wiek nieznany. Butelkowana z mocą 45%. W aromacie: soda, banany, wanilia, kukurydza, zioła. Smak ciekawy – pieczone banany, wciąż dużo sody. W finiszu egzotyczne drewno i zielone banany.

Jack Daniel’s No 5

piąta whisky z limitowanej serii Distiller Master, stworzonej dla uczczenia mistrzów destylacji związanych z firmą. Wcześniej ukazały się: Jack Daniel’s Old No. 1 dla uczczenia samego Jacka, No. 2 dla uczczenia Jessa Motlowa, który przeprowadził firmę przez lata prohibicji, No. 3 dla uczczenia trzeciego w historii mistrza destylacji, Lemuela Tolleya, znanego jako Lem, który kierował firmą w latach 1941-1964, No 4 dla uczczenia Jessa Gamble, który zaledwie przez dwa lata stał za sterami firmy. Ta powstała dla Franka Bobo, który prowadził firmę w latach 1966-1988. Bardzo przyjemny, słodki aromat, w którym są i miód, i kukurydza, i ocet jabłkowy z przyprawami korzennymi. Smak słodko-ziołowy, wciąż dużo miodu, rozmaryn, imbir. W finiszu: tytoń, skóra, goryczka, ocet. Moc – 43%.

Gdyby ocean był pełen whiskey…

If the ocean was whiskey and I was a duck
I’d dive to the bottom and I’d never come up…
To jedna z najstarszych znanych pieśni jakie wykonywano w salonach Dzikiego Zachodu, słowa pochodzą najprawdopodobniej z początku XIX wieku, zwykło się ją wykonywać chóralnie, wieczorami, wznosząc szklaneczki tego, co nazywano whiskey, a co w tamtych czasach było najczęściej zabarwioną karmelem i herbatą berbeluchą, gdyż były to czasy jeszcze przed budową linii kolejowych na Zachód i transport prawdziwej whiskey odbywał się karawanami lub był spławiany rzeką, co nie tylko podnosiło koszty, ale też powodowało przerwy w zaopatrzeniu. A były to czasy, kiedy każdy kowboj nosił swojego kolta i żaden barman nie ważył się ryzykować, że w jego szynku whiskey mogłoby zabraknąć.

Czytaj więcej