O tym, że Podlasie jest zdrowo zakręcone, nie trzeba chyba długo nikogo przekonywać, ale opowieść Wojciecha Koronkiewicza jest przednia. Bardziej to literatura, niż reportaż, sielskie miniatury w stylu Iwana Bunina. Opowieść o lokalnych artystach, rzemieślnikach, dziwakach, ludziach pełnych pasji, których z nie mniejszą pasją odwiedza w ich domach i zagrodach autor książki. O człowieku, który od pięćdziesięciu lat struga drewniane łyżki, o małżeństwie, które każdy grosz wydaje na bezdomne koty, o królu Biebrzy i wiedźmie biebrzańskiej. Koronkiewicz pisze nie tylko o ludziach, też o smakach, o kuchni, o napitkach, o knajpach, o lokalnych piwach, winach, cydrach, arbuzówce i innych pysznościach. Dowiedziałem się, że spod lady można dostać lody o pięknej nazwie sam ogon. Smak pewnie też doskonały. Sprzedawane spod lady, bo trudno udokumentować pochodzenie wyjątkowego składnika.
Oto fragment prozy poświęcony interesującym mnie tematom.
„Nie pamiętam dokąd wówczas jechałem i kogo szukałem. Zatrzymałem się, aby zapytać o drogę. Dwaj faceci na podwórku. Tekturowe pudło. Butelki z pudła pakują do bagażnika auta.
– A te buteleczki można zobaczyć? – zaglądam do bagażnika. Łzy Klępy, Komarówka Bagienna, Leśne Licho, Kopnięcie Łosia. Specjalna edycja 2019. Produkt kolekcjonerski. Nie na sprzedaż.
– Ile kosztuje? – pytam.
– 40 złotych za butelkę – odpowiada jeden z mężczyzn.
– Ale Kopnięcie Łosia, to rzeczywiście jest kopnięcie. I jak się nie zapija, to kaca po tym nie ma – dopowiada drugi. Gwarantowane 50% mocy”.
Tak to sobie w wesołym rytmie życie na Podlasiu płynie. Ciekawa opowieść.