„Dziedzictwo soju nie jest spójne. Nie pozostawia po sobie jasnej morału, linearnej historii ani jednej trajektorii kulturowej. Pozostawia po sobie fragmenty – wspomnienia, gesty, nieobecności. Unosi się w powietrzu historii opowiedzianej na nowo stonowanym głosem. Pojawia się na fotografiach, zanim ktokolwiek zdążył nazwać, co czuje. Kryje się w dłoni, która waha się przed nalaniem. Jego siła tkwi nie w jasności, lecz w sprzeczności”.
Bill Johns niewiele chce powiedzieć o tym, co najbardziej interesujące – jak powstaje soju, jak różni się w zależności od regionu, surowca, technik fermentacji i metod destylacji. Nie pisze o aromacie i smaku, o producentach i etykietach. Zamiast tego snuje długą i pełną powtarzających się tez opowieść o kulturowym kontekście alkoholu w Korei – od czasów antycznych, przez japońską okupację, lata dyktowane politycznie i gospodarczo po wojnie domowej i podziale Korei na dwa państwa, a także o współczesnej roli społecznej soju w czasach mediów społecznościowych. Pisze o tym, jak doszło do porzucenia dawnych technik destylacyjnych i zastąpienia trunku ludowego przez industrialny produkt masowy. Stało się to w wyniku wojen, utraty niezależności kraju, a potem biedy i zakazu destylacji ryżu, który był historycznym surowcem do produkcji alkoholu w Korei. W wyniku politycznych decyzji koreańskie społeczeństwo otrzymało produkowany w miliardach zielonych butelek rozcieńczony do ok. 17% alkohol etylowy, importowany z Chin, Rosji czy Brazylii, robiony z tanich surowców, z dodatkiem słodzików i sztucznych aromatów. Koreańczycy pili i piją na potęgę, zielone butelki z bardzo tanim soju są wszędzie. Jednak w XXI wieku zaczęto powracać do dawnych technik produkcji soju z ryżu, destylowanego w alembikach, długo fermentowanego. Autor pisze o tym wszystkim, ale jego główna narracja skupia się wokół kulturowej pamięci Koreańczyków, czy może niepamięci narodowej, której symbolem stała się zielona butelka. Jak to się stało, że naród o tak ogromnych tradycjach agrarnych zerwał z narodowym trunkiem, zastępując go przemysłową taniochą, sprzedawaną pod tą sama nazwą soju. Przedstawione w książce tezy dotyczące koreańskiej politycznej uległości byłyby interesującym tematem na artykuł w czasopiśmie naukowym. Obszerna książka jest przegadana, powtarzanie wciąż tych samych argumentów niestety nasuwa skojarzenia z tym, co autor tak krytykuje – z językiem politycznej propagandy.