Bambusówka starzona w łodygach

Jak podaje rp.pl, unikatową specjalnością chińskich destylatorów jest leżakowanie alkoholu w łodygach bambusa. Taka maturacja pozwala oczyścić i wzbogacić destylat o właściwości lecznicze. Jednym z producentów tą metodą jest Chen Chao z Syczuanu. Alkohol zbożowy o mocy 60-70% wstrzykuje pod ciśnieniem do łodygi. Z upływem czasu spada moc trunku, gdyż tkanki źdźbła wchłaniają „procenty”. Sok z bambusa znany jest w medycynie chińskiej jako środek odtruwający i wzmacniający płuca. Podczas leżakowania zachodzi proces maceracji ze związkami flawinowymi, które są w sokach bambusa. Roczna produkcja jest na poziomie 25 tys. litrów rocznie. Dojrzewanie odbywa się w bambusowym lesie w górach.

Czytaj więcej

Cavalier’s Troopers

tajska „whisky”, produkowana w Bangkoku przez United Thai Distillers, rekomendowana jako premium blend i „commander reserve”. Ale słowa whisky na butelce nie ma, bo i to nie whisky, ani nie destylowana ze zboża, ani nie słodowana, a i moc zaledwie 35%. Smak to coś między whisky, rumem a brandy, aromat przypalonego karmelu, smak zresztą też – dymno-słodki.

Mahuā

tradycyjny indyjski napitek, wyrabiany głównie chałupniczo jak nasz bimber. Robiony z kwiatów drzewa mahuā (madhuca longifolia). Kwiaty są fermentowane z udziałem drożdży – uzyskuje się z nich wino (również konsumowane – nazywa się daru). Destylowany w prostych domowych urządzeniach, oferowany z mocą od ponad 20 do nawet 60%, przy czym zwykle jest to 40-45%. Trunek jest efektem maceracji różnych ziół i korzeni (dobór zależy od regionu, zwykle są to: kardamon, anyż, cynamon i szafran oraz inne dodatki). Smak słodki, przypomina nieco śliwowicę – aromatyczny, owocowo-miodowy. Płyn jest nieco mętny, koloru bladożółtego. Dostępny także m.in. w Birmie czy Nepalu, w Indiach używany także podczas uroczystości religijnych.

Waragi

popularny trunek w Ugandzie, najczęściej pędzony, ale też butelkowany przez lokalne destylarnie, a nawet eksportowany do innych krajów Afryki, m.in. do Etiopii i Erytrei.  Występuje także pod nazwą enguli lub kasese, zaś określenie waragi pochodzi z czasów kolonialnych, od zbitki angielskich słów war gin, wojenny gin. Może być destylowany zarówno ze zboża (głównie lokalnych odmian prosa i jęczmienia), jak i z owoców (np. bananów) czy trzciny cukrowej i manioku. Wzorowany na trunku dawnych kolonistów (do 1962 roku Uganda podlegała Wielkiej Brytanii), podobnie jak do ginu dodawane są w ostatnim procesie produkcji jagody jałowca, które decydują o smaku Waragi, jest jednak ono mniej ostre niż angielski dry gin, bardziej przypomina tradycyjne jałowcówki ze środkowej Europy. Eksportowa marka to Uganda Waragi (40%), produkowana od 1965 roku przez East African Breweries Limited, ma wyrazisty jałowcowy aromat i słodkawy smak, w przeciwieństwie do jednokrotnie destylowanych produktów domowej roboty to jest destylowane trzykrotnie.

Korafi

etiopski niskoprocentowy alkohol uzyskiwany z fermentacji zbóż, spożywany jak piwo, ale także wykorzystywany do destylacji mocnego alkoholu areke. Korafi ma mętną konsystencję, bardzo wyraźny smak ziaren, lekko się pieni. Ponieważ jest filtrowane przez sita, zwykle w brunatnej cieczy pływają kawałki zmielonego, prażonego zboża. Do produkcji korafi wykorzystuje się przede wszystkim jęczmień oraz nadające kwaskowego smaku i zastępujące chmiel jagody krzewu gesz (szakłak). W zależności Od dostępności ziaren, wykorzystuje się też takie zboża jak: tef, kukurydza, proso czy sorgo. Moc zwykle nie przekracza 6-7%.

Czytaj więcej

Areke

to popularny w Etiopii, Kenii, Erytrei czy Dżibuti alkohol destylowany ze zbóż. Zwany także areki. Pędzony prymitywną metodą, przefermentowane zboże wlewane jest do wielkich glinianych dzbanów i ogrzewane nad aplanym drewnem paleniskiem, ekologowie alarmują, że do wyprodukowania w taki sposób jednego litra areke zużywa się 3 kg drewna, którego dym zatruwa atmosferę. Lokalne „przedsiębiorstwa” w małych lepiankach produkują ok. 150 l tego alkoholu tygodniowo. Areke produkują jednak także większe zakłady, afrykańskie destylarnie zwykle działające przy browarach, gdyż do produkcji tego alkoholu doskonale nadaje się słód (np. Areke Gebitto z Debre Markos). Areke może być robione z każdego zboża. Najbardziej popularne gatunki robione są z: sorgo (Areke Mashila), jęczmienia (Areke Gebse), korakanu czyli afrykańskiego proso (Areke Dagusa), kukurydzy (Areke Bekolo), pszenicy (Areke Sinide) czy tefu czyli miłki abisyńskiej (Areke Tyeff). Często zamiast słodowania, przypróża się w ogniu ziarna zboża (Areke Yetekola), wówczas alkohol ma brązową barwę i silny aromat „przypieczenia”, naturalny ma barwę klarowną. W smaku Areke przypomina nasz bimber, jest to alkohol zwykle jednokrotnie destylowany, więc zachowuje typowe dla zboża „ziarniste” aromaty. Moc zwykle 45-55%.

Czytaj więcej

Tej

tradycyjny lekki etiopski alkohol. Robiony z lokalnego krzewu gesz (gesho), którego owoce (małe czerwone jagody), liście i pędy razem fermentują do sześciu miesięcy. Uzyskany alkohol mieszany jest z miodem. Wino z gesz ma kwaśny smak, stąd dodatek miodu, rzadziej cukru. W języku amharskim, którym posługuje się część ludności Etiopii, t’ej to wino z miodu. Przed rozlaniem napój jest filtrowany w prymitywnych sitakch. Kolor zawdzięcza gatunkowi miodu, może być żółte lub wrzosowe. Najkrócej fermentuje miesiąc, im dłużej trwa fermentacja, tym tej jest mocniejszy, jest to naturalna fermentacja bez użycia drożdży. Alkohol ma 6-12 procent. Tej jest bardzo popularny w regionach górskich gdzie uprawia się miód. Początkowo był trunkiem elit, dziś jest tanim powszechnie pitym alkoholem. Miód pozyskują głównie od dzikich pszczół, w górach jest wiele naturalnych uli na drzewach. Podawany w szklanych flaszach zwanych berele w pijalniach tedżu – tej bet. Występuje też w wersjach smakowych, podstawowe tej zaprawione miodem przez Etiopczyków nazywane jest ye’mar tej, inne wersje to np.: ye’buna tej (z dodatkiem ziaren kawy), ye’birtukan tej (z dodatkiem skórek pomarańczy, ye’zinjibil tej (z korzenim imbiru czy ye’muz tej (z dodatkiem banana). Z gesz (zwanego po polsku szakłakiem) robi się także piwo raz mocny alkohol.

Czytaj więcej

Konyagi

bardzo oryginalny alkohol z Tanzanii, popularny w wielu krajach Afryki Środkowej, destylowany podobnie jak rum z trzciny cukrowej, ale w smaku bardziej zbliżony do melasowej wódki. Ma 35%, klarowny, słodkawy, a jednocześnie słodowy smak z odrobiną jałowca w tle. Oferowany od początku lat 70. XX wieku przez firmę Tanzania Distillers Limited, jego konsumpcja w Afryce jest tak rozpowszechniona, że sprzedawany jest w tanich wersjach w plastikowych torebkach o pojemności 100 ml. Często jako składnik koktajli – z sokiem z pomarańczy czy ananasa.

Czytaj więcej

Mekhong

tajski destylat z trzciny cukrowej i melasy, a także ryżu, nazywany tajską whiskey. Złocisty w barwie, smak ma pośredni pomiędzy blendowaną whisky a cachaça, czyli dość mdły pomimo dodatku ziół i przypraw korzennych. Produkowana w Tajlandii od 1941 roku, jest to pierwszy wytwarzany w tym kraju alkohol, nazwa pochodzi od rzeki Mekong. Twórcą tej wódki był James Honzatko, dziś zaś produkowana jest w Bangkoku przez firmę Bangyikhan Distillery. Ma słomkową barwę, moc 35%.
Punk-folkowy zespół The Pogues w piosence „House Of The Gods” śpiewa:
There’s a guy next to me won’t tell me his name
Buy’s me mekong whiskey just the same.

Czytaj więcej

Pulque

dość obrzydliwy napój ze sfermentowanej agawy, o niskiej zawartości alkoholu, wyrabiany w centralnym Meksyku od 2000 lat. W języku nahuatl, którym władali m.in. Aztekowie, zwał się ixtac octli i był napojem spożywanym podczas ceremonii religijnych. Dziś nie jest wytwarzany na skalę przemysłową. Można go m.in. spróbować na bazarach i w lokalnych knajpkach w Meksyku. Ma gorzko-mdły smak, dość nieprzyjemny zapach wynikający z fermentacji.

Czytaj więcej

Chuchuhuasa

to ogromne drzewo amazońskie, wywary z niego używane są przez Indian m.in. na bóle reumatyczne oraz problemy z trawieniem. Alkohol z chuchuhuasy robiony jest na bazie rumu z trzciny cukrowej, w którym maceruje się kawałki kory drzewa. Smak ma korzenny, słodko-gorzki, dość przyjemny. Popularna w regionie Iquitos, gdzie można ją dostać zarówno w barach, jak i na bazarach.

Czytaj więcej

Chicha

rodzaj napoju niskoalkoholowego wyrabianego przez Indian z rejonu Andów, który istniał już w czasach imperium Inków. Nazywana jest indiańskim piwem, choć nie ma z tradycyjnym piwem nic wspólnego. Robiona jest ze sfermentowanej kukurydzy, czasem z dodatkiem owoców lub nektarów kwiatowych. Sama jest dość obrzydliwa w smaku – kwaśno-mdła, napój się pieni, pełno w nim odpadków. Lepiej smakuje np. z sokiem z truskawek. Produkowana wyłącznie na prywatne potrzeby, można jej spróbować np. w niewielkich indiańskich jadłodajniach w Cuzco czy Puno – kosztuje grosze, mniej niż pół sola za półlitrowy puchar.

Czytaj więcej

Una de Gato

inaczej zwana vilcacorą to pnącze, które zdaniem wielu zielarzy lecz raka. Z vilcacory robi się też popularny peruwiański likier wysokoprocentowy – o mocy ok. 40%. Ten licor exotico robiony jest z zalanego, najczęściej rumem czy owocową brandy – aguardiente lub pisco, zdrewniałego pnącza vilcacory, jej kory lub korzenia. Una de Gato przez Indian stosowana jest od wieków (w języku keczua znaczy „koci pazur”, nazwa wywodzi się od ostrych kolców jakimi zakończone są pnącza oplatające drzewa). Bez problemu można ją dostać w barach, na targu czy w sklepikach w Iquitos, ale i w znacznie mniejszych ośrodkach nad Amazonką lub w indiańskich wioskach (często z dodatkiem dżunglowego miodu i owoców). Można ją także dostać w wersji „przemysłowej” w sklepach w dużych miastach Peru, także w stolicy – Limie – podobnie jak nalewki z korzenia Chuchuhuasha pojawia się w działach ze „specjałami Amazonki”. Ta sklepowa ma 38%. Una de Gato smakuje różnie, w zależności od dodanych składników, m.in. od rodzaju użytego do zalania vilcacory alkoholu. Chyba najbliżej można by ją porównać  w smaku z naszą żubrówką, tyle że jest znacznie bardziej delikatna. Ma kolor siuśków, zapach – lekko ziołowy.

Czytaj więcej

Cumaseba

 to nazwa tropikalnego drzewa, stosowanego w lokalnej medycynie przeciwko stanom zapalnym. Taką samą nazwę nosi alkohol, chyba rodzaj nalewki, jaki występuje w Dżungli Amazońskiej. Można ją dostać butelkowaną np. na targu w Iquitos, także w specjalistycznych knajpach w tym mieście, które serwują rozmaite „dżunglowe” nalewki. Ja kupowałem cumasebę od szamana w wiosce nad Yanayacu, odnogą Amazonki w Peru. Widziałem cały proces jej przygotowania – składniki to lokalny rum, miód dżunglowy oraz ociosane skrawki drewna – pnia drzewa cumaseba. Przywiozłem litr tego pysznego napitku do Polski, po wypiciu zostały mi drewienka, które przez następne lata nie traciły zapachu, więc dotąd wykorzystuję je do własnych nalewek (zalewam spirytusem i rakiją, dodaję też miodu lipowego i liści mięty). Oryginalna cumaseba smakuje rewelacyjnie, nie czuje się mocy, za to trzepie znienacka i poniewiera do utraty przytomności, czego doświadczyłem we wspomnianej wiosce, nie wiem jak znalazłem się w hamaku. 

Czytaj więcej