Mekhong

tajski destylat z trzciny cukrowej i melasy, a także ryżu, nazywany tajską whiskey. Złocisty w barwie, smak ma pośredni pomiędzy blendowaną whisky a cachaça, czyli dość mdły pomimo dodatku ziół i przypraw korzennych. Produkowana w Tajlandii od 1941 roku, jest to pierwszy wytwarzany w tym kraju alkohol, nazwa pochodzi od rzeki Mekong. Twórcą tej wódki był James Honzatko, dziś zaś produkowana jest w Bangkoku przez firmę Bangyikhan Distillery. Ma słomkową barwę, moc 35%.
Punk-folkowy zespół The Pogues w piosence „House Of The Gods” śpiewa:
There’s a guy next to me won’t tell me his name
Buy’s me mekong whiskey just the same.

Czytaj więcej

Pulque

dość obrzydliwy napój ze sfermentowanej agawy, o niskiej zawartości alkoholu (4-6%), wyrabiany w centralnym Meksyku od 2000 lat. W języku nahuatl, którym władali m.in. Aztekowie, zwał się ixtac octli i był napojem spożywanym podczas ceremonii religijnych. Dziś nie jest wytwarzany na skalę przemysłową. Można go spróbować m.in. na bazarach i w lokalnych knajpkach w Meksyku. Ma gorzko-mdły smak, dość nieprzyjemny zapach wynikający z fermentacji. Fermentacja trwa ok. 24 godziny, poza drożdżami uczestniczy w niej żyjąca na agawie bakteria zymomonas mobilis (występuje też w trzcinie cukrowej, ziarnach kakao czy w soku palmy), która przyspiesza fermentację. Tradycyjnie pulque fermentowano w drewnianych kadziach, ale także w bukłakach zrobionych ze świńskiej czy koziej skóry.

Czytaj więcej

Chuchuhuasa

to ogromne drzewo amazońskie, wywary z niego używane są przez Indian m.in. na bóle reumatyczne oraz problemy z trawieniem. Alkohol z chuchuhuasy robiony jest na bazie rumu z trzciny cukrowej, w którym maceruje się kawałki kory drzewa. Smak ma korzenny, słodko-gorzki, dość przyjemny. Popularna w regionie Iquitos, gdzie można ją dostać zarówno w barach, jak i na bazarach.

Czytaj więcej

Chicha

rodzaj napoju niskoalkoholowego wyrabianego przez Indian z rejonu Andów, który istniał już w czasach imperium Inków. Nazywana jest indiańskim piwem, choć nie ma z tradycyjnym piwem nic wspólnego. Robiona jest ze sfermentowanej kukurydzy, czasem z dodatkiem owoców lub nektarów kwiatowych. Sama jest dość obrzydliwa w smaku – kwaśno-mdła, napój się pieni, pełno w nim odpadków. Lepiej smakuje np. z sokiem z truskawek. Produkowana wyłącznie na prywatne potrzeby, można jej spróbować np. w niewielkich indiańskich jadłodajniach w Cuzco czy Puno – kosztuje grosze, mniej niż pół sola za półlitrowy puchar.

Czytaj więcej

Una de Gato

inaczej zwana vilcacorą to pnącze, które zdaniem wielu zielarzy lecz raka. Z vilcacory robi się też popularny peruwiański likier wysokoprocentowy – o mocy ok. 40%. Ten licor exotico robiony jest z zalanego, najczęściej rumem czy owocową brandy – aguardiente lub pisco, zdrewniałego pnącza vilcacory, jej kory lub korzenia. Una de Gato przez Indian stosowana jest od wieków (w języku keczua znaczy „koci pazur”, nazwa wywodzi się od ostrych kolców jakimi zakończone są pnącza oplatające drzewa). Bez problemu można ją dostać w barach, na targu czy w sklepikach w Iquitos, ale i w znacznie mniejszych ośrodkach nad Amazonką lub w indiańskich wioskach (często z dodatkiem dżunglowego miodu i owoców). Można ją także dostać w wersji „przemysłowej” w sklepach w dużych miastach Peru, także w stolicy – Limie – podobnie jak nalewki z korzenia Chuchuhuasha pojawia się w działach ze „specjałami Amazonki”. Ta sklepowa ma 38%. Una de Gato smakuje różnie, w zależności od dodanych składników, m.in. od rodzaju użytego do zalania vilcacory alkoholu. Chyba najbliżej można by ją porównać  w smaku z naszą żubrówką, tyle że jest znacznie bardziej delikatna. Ma kolor siuśków, zapach – lekko ziołowy.

Czytaj więcej

Cumaseba

 to nazwa tropikalnego drzewa, stosowanego w lokalnej medycynie przeciwko stanom zapalnym. Taką samą nazwę nosi alkohol, chyba rodzaj nalewki, jaki występuje w Dżungli Amazońskiej. Można ją dostać butelkowaną np. na targu w Iquitos, także w specjalistycznych knajpach w tym mieście, które serwują rozmaite „dżunglowe” nalewki. Ja kupowałem cumasebę od szamana w wiosce nad Yanayacu, odnogą Amazonki w Peru. Widziałem cały proces jej przygotowania – składniki to lokalny rum, miód dżunglowy oraz ociosane skrawki drewna – pnia drzewa cumaseba. Przywiozłem litr tego pysznego napitku do Polski, po wypiciu zostały mi drewienka, które przez następne lata nie traciły zapachu, więc dotąd wykorzystuję je do własnych nalewek (zalewam spirytusem i rakiją, dodaję też miodu lipowego i liści mięty). Oryginalna cumaseba smakuje rewelacyjnie, nie czuje się mocy, za to trzepie znienacka i poniewiera do utraty przytomności, czego doświadczyłem we wspomnianej wiosce, nie wiem jak znalazłem się w hamaku. 

Czytaj więcej